Выбрать главу

I zdało mi się, że mnie szczególniej urągał,

Że mnie poznał i ku mnie rękę t a k wyciągał,

Szydząc i grożąc. - Chwytam karabin Moskala;

Ledwiem przyłożył, prawie nie mierzył - wypala!

Wiesz!...

*

Przeklęta broń ognista! Kto mieczem zabija,

Musi składać się, natrzeć, odbija, wywija,

Może rozbroić wroga, miecz w pół drogi wstrzymać;

Ale ta broń ognista, dosyć zamek imać,

Chwila, jedna iskierka...

*

Czyż uciekałem, kiedyś mierzył do mnie z góry?

Utkwiłem oczy we dwie twojej broni rury,

Rozpacz jakaś! żal dziwny do ziemi mnie przybił!

Czemuż, ach, mój Gerwazy, czemuś wtenczas chybił?

Łaskę byś zrobił! Widać, za pokutę grzechu

Trzeba było..."

Tu znowu brakło mu oddechu.

"Bóg widzi - rzecze Klucznik -

szczerze trafić chciałem!

Ileż ty krwi wylałeś twoim jednym strzałem,

Ileż klęsk spadło na nas i na twą rodzinę,

A wszystko to przez Waszą, Panie Jacku, winę!

A wszakże gdy dziś jegry Hrabię na cel wzięli,

Ostatniego z Horeszków, chociaż po kądzieli,

Tyś go zasłonił, i gdy Moskal do mnie palił,

Tyś mię rzucił o ziemię, tak nas dwóch ocalił.

Jeśli prawda, że jesteś księdzem zakonnikiem,

Jużci sukienka broni cię przed Scyzorykiem.

Bądź zdrów, więcej na Waszym nie postanę progu,

Z nami kwita - zostawmy resztę Panu Bogu".

Jacek rękę wyciągnął - cofnął się Gerwazy:

"Nie mogę - rzekł - bez mego szlachectwa obrazy

Dotykać rękę, takiem morderstwem skrwawioną

Z prywatnej zemsty, nie zaś pro publico bono".

Ale Jacek, z poduszek na łoże upadłszy,

Zwrócił się ku Sędziemu, a był coraz bladszy

I niespokojnie pytał o księdza plebana,

I wołał na Klucznika: "Zaklinam Waćpana,

Abyś został; wnet skończę, ledwie mam dość mocy

Zakończyć... Panie Klucznik!... ja umrę tej nocy!"

"Co, bracie? - krzyknął Sędzia - widziałem, wszak rana

Niewielka, co ty mówisz? po księdza plebana?

Może źle opatrzono - zaraz po doktora,

W apteczce jest..."

Ksiądz przerwał: "Bracie, już nie pora.

Miałem tam strzał dawniejszy, dostałem pod Jena,

Źle zgojony, a teraz draśniono - gangrena

Już tu - znam się na ranach, patrz, jaka krew czarna

Jak sadza; co tu doktor? Ale to rzecz marna;

Raz umieramy, jutro czy dziś oddać duszę... -

Panie Klucznik, przebaczysz mnie, ja skończyć muszę!

*

Jest w tem zasługa: nie chcieć zostać winowajcą

Narodowym, choć naród okrzyczy cię zdrajcą!

Zwłaszcza w kim taka, jaka była we mnie duma!

*

Imię zdrajcy przylgnęło do mnie jako dżuma.

Odwracali ode mnie twarz obywatele,

Uciekali ode mnie dawni przyjaciele;

Kto był lękliwy, z dala witał się i stronił;

Nawet lada chłop, lada Żyd, choć się pokłonił,

To mię z boku szyderskim przebijał uśmiechem;

Wyraz <<zdrajca>> brzmiał w uszach, odbijał się echem

W domie, w polu; ten wyraz od rana do zmroku

Wił się przede mną, jako plama w chorym oku.

Przecież nie byłem zdrajcą kraju!...

Moskwa mnie uważała gwałtem za stronnika,

Dano Soplicom znaczną część dóbr nieboszczyka,

Targowiczanie potem chcieli mnie zaszczycić

Urzędem. Gdybym wtenczas chciał się przemoskwicić!

Szatan radził - już byłem możny i bogaty;

Gdybym został Moskalem? Najpierwsze magnaty

Szukałyby mych względów; nawet szlachta braty,

Nawet gmin, który swoim tak łacnie uwłacza,

Tym, którzy Moskwie służą, szczęśliwszym - przebacza!

Wiedziałem to, a przecież - nie mogłem.

*

Uciekłem z kraju!

Gdziem nie był! com nie cierpiał!

Aż Bóg raczył lekarstwo jedyne objawić.

Poprawić się potrzeba było i naprawić,

Ile możności to...

*

"Córka Stolnika, ze swym mężem Wojewodą

Gdzieś w Sybir wywieziona, tam umarła młodo;

Zostawiła tę w kraju córkę, małą Zosię,

Kazałem ją hodować.

*

"Bardziej niźli z miłości, może z głupiej pychy

Zabiłem; więc pokora... wszedłem między mnichy,

Ja, niegdyś dumny z rodu, ja, com był junakiem,

Spuściłem głowę, kwestarz, zwałem się Robakiem,

Że jako robak w prochu...

"Zły przykład dla Ojczyzny, zachętę do zdrady,

Trzeba było okupić dobremi przykłady,

Krwią, poświęceniem się...

Biłem się za kraj; gdzie? jak? zmilczę; nie dla chwały

Ziemskiej biegłem tylekroć na miecze, na strzały.

Milej sobie wspominam nie dzieła waleczne

I głośne, ale czyny ciche, użyteczne,

I cierpienia, których nikt...

Udało mi się nieraz do kraju przedzierać,

Rozkazy wodzów nosić, wiadomości źbierać,

Układać zmowy... Znają i Galicyjanie

Ten kaptur mnisi - znają i Wielkopolanie!

Pracowałem przy taczkach rok w pruskiej fortecy,

Trzy razy Moskwa kijmi zraniła me plecy,

Raz już wiedli na Sybir; potem Austryjacy

W Szpilbergu zakopali mnie w lochach do pracy,

W carcer durum - a Pan Bóg wybawił mię cudem

I pozwolił umierać między swoim ludem,

Z Sakramentami.

Może i teraz, kto wie? możem znowu zgrzeszył!

Możem nad rozkaz wodzów powstanie przyśpieszył!

Ta myśl, że dóm Sopliców pierwszy się uzbroi,

Że pierwszą Pogoń w Litwie zatkną krewni moi!...

Ta myśl... zdaje się czysta...

Chciałeś zemsty? masz! boś ty był narzędziem kary

Bożej! twoim Bóg mieczem rozciął me zamiary.

Tyś wątek spisku, tyle lat snowany, splątał!

Cel wielki, który całe życie me zaprzątał,

Ostatnie moje ziemskie uczucie na świecie,

Którem tulił, hodował, jak najmilsze dziecię,

Tyś zabił w oczach ojca, a jam ci przebaczył!