Выбрать главу

Lud ich otacza, patrzy, ledwie oczom wierzy,

Oglądając rodaków mundury noszących,

Zbrojnych, wolnych i polskim językiem mówiących.

Wyszła msza. Nie obejmie świątynia maleńka

Całego zgromadzenia; lud na trawie klęka,

Patrząc we drzwi kaplicy, odkrywają głowy:

Włos litewskiego ludu, biały albo płowy,

Pozłacał się jako łan dojrzałego żyta;

Gdzieniegdzie kraśna główka dziewicza wykwita,

Ubrana w świeże kwiaty albo w pawie oczy

I wstęgi rozplecione, ozdoby warkoczy,

Śród głów męskich, jak w zbożu bławat i kąkole.

Klęczący różnobarwny tłum okrywa pole,

A na głos dzwonka, niby na wiatru powianie,

Chylą się wszystkie głowy jak kłosy na łanie.

Wieśniaczki dziś na ołtarz Matki Zbawiciela

Niosą pierwszy dar wiosny, świeże snopki ziela;

Wszystko wkoło ubrane w bukiety i w wianki:

Ołtarz, obraz, a nawet dzwonnica i ganki.

Czasem poranny wietrzyk, gdy ze wschodu wionie,

Zrywa wianki i rzuca na klęczących skronie,

I rozlewa jak z mszalnej kadzielnicy wonie.

A gdy w kościele było po mszy i kazaniu,

Wyszedł przewodniczący całemu zebraniu

Podkomorzy, niedawno przez powiatu stany

Zgodnie konfederackim marszałkiem obrany.

Miał mundur województwa: żupan złotem szyty,

Kontusz gredyturowy z frędzlą i pas lity,

Przy którym karabela z głownią jaszczurową;

Na szyi świecił wielką szpinką brylantową;

Konfederatka biała, a na niej pęk gruby

Drogich piórek; były to białych czapel czuby

(Na fest kładnie się tylko kitka tak bogata,

Której każde pióreczko kosztuje dukata).

Tak ubrany, na wzgórek wstąpił przed kościołem,

Wieśniacy i żołnierstwo ścisnęło się kołem.

On rzekł :

"Bracia! Ogłosił wam ksiądz na ambonie

Wolność, którą Cesarz-Król przywrócił Koronie,

A teraz Litewskiemu Księstwu, Polszcze całéj

Przywraca; słyszeliście rządowe uchwały

I zwołujące walny sejm uniwersały.

Ja tylko mam słów parę przemówić do gminy

W rzeczy, która się tycze Sopliców rodziny,

Tutejszych panów.

Cała pomni okolica,

Co tu zbroił nieboszczyk - pan Jacek Soplica;

Ale kiedy o grzechach jego wszyscy wiecie,

Czas i zasługi jego ogłosić na świecie:

Obecni tu są naszych wojsk jenerałowie,

Od których usłyszałem wszystko, co wam mowię.

Ten Jacek nie był umarł (jak głoszono) w Rzymie,

Tylko odmienił życie dawne, stan i imię;

A wszystkie przeciw Bogu i Ojczyźnie winy

Zgładził przez żywot święty i przez wielkie czyny.

On to pod Hohenlinden, gdy Ryszpans jenerał

Na pół pobity już się do odwrotu zbierał,

Nie wiedząc, że Kniaziewicz ciągnie ku odsieczy,

On to Jacek, zwan Robak, śród grotów i mieczy

Przeniosł od Kniaziewicza listy Ryszpansowi,

Donoszące, że nasi biorą tył wrogowi.

On potem w Hiszpaniji, gdy nasze ułany

Zdobyły Samosiery grzbiet oszańcowany,

Obok Kozietulskiego był ranny dwa razy!

Następnie, jak wysłaniec, z tajnemi rozkazy

Biegał po różnych stronach ducha ludzi badać,

Towarzystwa tajemne wiązać i zakładać;

Na koniec w Soplicowie, w swem ojczystym gnieździe,

Gdy gotował powstanie, zginął na zajeździe.

Właśnie o jego śmierci nadeszła wiadomość

Do Warszawy w tę chwilę, gdy Cesarz Jegomość

Raczył mu dać za dawne czyny bohaterskie

Legiji Honorowej znaki kawalerskie.

Owoż te wszystkie rzeczy mając na uwadze,

Ja, reprezentujący województwa władzę,

Moją konfederacką ogłaszam wam laską:

Że Jacek wierną służbą i cesarską łaską

Zniósł infamiji plamę, powraca do cześci

I znowu się w rzęd prawych patryjotów mieści;

Więc kto będzie śmiał Jacka zmarłego rodzinie

Wspomnieć kiedy o dawnej, zagładzonej winie,

Ten podpadnie za karę takiego wyrzutu

Gravis notae maculae, wedle słów Statutu

Karzących tak militem, jak i skartabela,

Co by siał infamiją na obywatela;

A że teraz jest równość, więc artykuł trzeci

Obowiązuje równie i mieszczan, i kmieci.

Ten wyrok marszałkowski pan pisarz umieści

W aktach jeneralności, a woźny obwieści.

Co się tycze Legiji Honorowej krzyża,

Że późno przyszedł, nic to sławie nie ubliża;

Jeśli Jackowi nie mógł służyć ku ozdobie,

Niech służy ku pamiątce, wieszam go na grobie.

Trzy dni tu będzie wisiał, potem do kaplicy

Złoży się jako wotum dla Boga Rodzicy".

To powiedziawszy, order wydobył z pokrowca

I zawiesił na skromnym krzyżyku grobowca

Uwiązaną w kokardę wstążeczkę czerwoną

I krzyż biały gwiaździsty ze złotą koroną;

Przeciw słońcu promienie gwiazdy zajaśniały

Jako ostatni odbłysk ziemskiej Jacka chwały.

Tymczasem lud na klęczkach Anioł Pański mowi,

Upraszając o wieczny pokój grzesznikowi;

Sędzia obchodzi gości i wiejską gromadę,

Wszystkich do Soplicowa wzywa na biesiadę.

Ale na przyźbie domu usiedli dwaj starce,

Mając u kolan pełne miodu dwa półgarce;

Patrzą w sad, gdzie wśród pączków barwistego maku

Stał ułan jak słonecznik w błyszczącym kołpaku

Strojnym blachą złocistą i piórem koguta;

Przy nim dziewczę, w zielonej sukience jak ruta

Pozioma, wznosi oczki błękitne jak bratki

Ku oczom chłopca; dalej panny rwały kwiatki

Po ogrodzie, umyślnie odwracając głowy

Od kochanków, żeby im nie mięszać rozmowy.

Ale starce miód piją, tabakierką z kory

Częstując się nawzajem, toczą rozhowory.

"Tak, tak, mój Protazeńku" - rzekł klucznik Gerwazy.

"Tak, tak, mój Gerwazeńku" - rzekł woźny Protazy.

"Tak to, tak!" - powtórzyli zgodnie kilka razy,

Kiwając w takt głowami; wreszcie Woźny rzecze:

"Iż proces nasz skończy się dziwnie, ja nie przeczę;

Wszakże były przykłady; pamiętam procesy,

W których się działy gorsze niż u nas ekscesy,