Выбрать главу

Dla niemieckiego wywiadu major… de Coverley stanowił irytującą zagadkę; nikt spośród setek amerykańskich jeńców nie potrafił podać żadnej konkretnej informacji o starszym, siwowłosym oficerze z groźnie zmarszczonym czołem i płomiennym, władczym wejrzeniem, który nieustraszenie i zawsze zwycięsko prowadził wojska alianckie we wszystkich ważniejszych akcjach. Dla władz amerykańskich stanowił on nie mniejszą tajemnicę; żeby ustalić jego tożsamość, rzucono na front doborową kompanię z Wydziału Śledczego, a cały batalion zaprawionych w boju oficerów propagandy czuwał przez dwadzieścia cztery godziny na dobę w pogotowiu numer jeden, żeby zrobić wokół niego należytą reklamę natychmiast, gdy się go zidentyfikuje.

W Rzymie major… de Coverley przeszedł sam siebie. Na oficerów, którzy przybywali w grupach po czterech lub pięciu, czekały ogromne podwójne pokoje w nowym domu z białego kamienia, z trzema obszernymi łazienkami o ścianach wyłożonych lśniącymi kafelkami w kolorze wody morskiej i z jedną chudą pokojówką imieniem Michaela, która na wszystko reagowała chichotem i utrzymywała pokoje w nienagannym porządku. Piętro niżej mieszkali uniżeni właściciele. Piętro wyżej mieszkała piękna, bogata, kruczowłosa hrabina ze swoją piękną, bogatą, kruczowłosą synową i obie chciały spać tylko z Natelym, który był zbyt nieśmiały, żeby z tego skorzystać, lub z Aarfym, który miał zbyt sztywne zasady i usiłował je przekonać, że nie powinny sypiać z nikim poza swoimi mężami, którzy woleli pozostać na północy i pilnować interesów.

– To są w gruncie rzeczy porządne kobiety – z całą powagą zwierzał się Aarfy Yossarianowi, którego prześladował obraz erotycznie upozowanych, nagich, mlecznobiałych ciał obu tych pięknych, bogatych, kruczowłosych porządnych kobiet leżących z nim w łóżku jednocześnie.

Szeregowcy i podoficerowie rzucali się na Rzym bandami po dwunastu albo więcej, z gargantuicznymi apetytami i ciężkimi skrzynkarni konserw, które kobiety gotowały i podawały im w ich apartamencie na piątym piętrze domu z czerwonej cegły, ze zgrzytającą windą. U szeregowych stale coś się działo. Po pierwsze, szeregowych było zawsze więcej, więcej było też kobiet do gotowania, podawania, zamiatania i szorowania, a prócz tego zawsze kręciły się tam wesołe i głupie zmysłowe młode dziewczyny, wynalezione i sprowadzone przez Yossariana, oraz inne, które skacowani lotnicy wracający na Pianosę po wyczerpujących siedmiodniowych hulankach sprowadzali dla siebie i zostawiali dla kolegów. Dziewczyny miały zapewniony dach nad głową i wyżywienie, jak długo chciały, w zamian za co musiały służyć wszystkim przybywającym tam lotnikom, co, jak się wydaje, nie sprawiało im najmniejszej przykrości.

Mniej więcej co cztery dni jak oszalały wpadał zachrypnięty, nieprzytomny i rozgorączkowany Joe Głodomór, który znowu miał nieszczęście zakończyć obowiązkową kolejkę lotów i latał samolotem kurierskim. Przeważnie sypiał w pokojach dla szeregowców. Nikt nie był pewien, ile tych pokojów major… de Coverley wynajął, nie wiedziała tego nawet ich właścicielka, zażywna kobieta z parteru, chodząca zawsze w czarnym gorsecie. Zajmowały całe górne piętro i Yossarian wiedział, że także część czwartego, gdyż właśnie na czwartym piętrze, w pokoju Snowdena, odnalazł wreszcie pokojówkę w cytrynowych majtkach i z miotełką do kurzu następnego dnia po Bolonii, po tym jak rankiem tego samego dnia w apartamentach oficerskich Joe Głodomór zastał go w łóżku z Lucjana i pobiegł jak szalony po swój aparat fotograficzny.

Pokojówka w cytrynowych majtkach była wesołą, grubą, uczynną kobietą po trzydziestce, z rozlazłymi udami i rozkołysanymi szynkami w cytrynowych majtkach, które chętnie ściągała na każde życzenie. Miała pospolitą, szeroką twarz i była najbardziej cnotliwą kobietą na świecie: dawała wszystkim, bez względu na rasę, wyznanie, kolor skóry lub narodowość, traktując to jako towarzyski akt gościnności, nie tracąc nawet czasu na odłożenie ścierki, szczotki czy miotełki, którą trzymała, w momencie kiedy jej ktoś dopadł. Przystępność była jej głównym powabem; podobnie jak z Mount Everestem, sam fakt jej istnienia wystarczał, aby się na nią wspinali. Yossarian kochał się w pokojówce w cytrynowych majtkach, ponieważ była chyba jedyną kobietą, z którą mógł się kochać nie ryzykując, że się w niej zakocha. Nawet łysa dziewczyna z Sycylii nadal wywoływała w nim przemożne uczucie litości, czułości i żalu.

Mimo licznych niebezpieczeństw, na jakie major… de Coverley narażał się za każdym razem, wynajmując pokoje, jedyną ranę odniósł jak na ironię wkraczając na czele tryumfalnego pochodu do otwartego miasta Rzymu, gdzie został zraniony w oko kwiatem wystrzelonym z bliskiej odległości przez obdartego, chichoczącego, zapijaczonego starucha, który następnie jak szatan rzucił się ze złośliwą uciechą na samochód majora… de Coverley, schwycił brutalnie i bez cienia szacunku jego siwą głowę i ucałował go szyderczo w oba policzki, ziejąc przy tym kwaśnym odorem wina, sera i czosnku, by natychmiast z pustym, suchym, zgrzytliwym śmiechem zniknąć wśród radosnego, wiwatującego tłumu. Major… de Coverley, zawsze po spartańsku znoszący przeciwności losu, nawet okiem nie mrugnął podczas całej tej straszliwej próby i dopiero po załatwieniu spraw w Rzymie i po powrocie na Pianosę udał się do lekarza.

Postanowił zachować obuoczne widzenie i zażąda] od doktora Daneeki przezroczystej przepaski na oko, tak żeby móc nadal rzucać podkowami, porywać włoskich kucharzy i wynajmować pokoje z szeroko otwartymi oczyma. Lotnicy eskadry patrzyli na majora… de Coverley jak na legendarnego herosa, chociaż nigdy nie mieli odwagi mu o tym powiedzieć. Jedynym człowiekiem, który odważył się do niego zwrócić, był Milo Minderbinder. W drugim tygodniu swojej służby w eskadrze przyszedł na rzutnię do podków z ugotowanym na twardo jajkiem i pokazał je na wyciągniętej ręce majorowi. Major… de Coverley wyprostował się zaskoczony bezczelnością Mila i skoncentrował na nim cały gniew swego zachmurzonego oblicza, z poszarpanym nawisem pociętego bruzdami czoła i z wielką turnią garbatego nosa, który wyskakiwał groźnie z jego twarzy niczym potężny obrońca piłkarski. Milo wytrzymał ten atak chroniąc się za jajko na twardo, którym zasłonił się niby jakimś magicznym talizmanem. Po chwili huragan zaczął słabnąć i niebezpieczeństwo minęło.

– Co to jest? – spytał wreszcie major… de Coverley.

– Jajko – odpowiedział Milo.

– Jakie jajko? – spytał major… de Coverley.

– Jajko na twardo – odpowiedział Milo.

– Jakie jajko na twardo? – spytał major… de Coverley.

– Świeże jajko na twardo – odpowiedział Milo.

– Skąd się wzięło to świeże jajko? – spytał major… de Coverley.

– Z kury – odpowiedział Milo.

– Gdzie jest ta kura? – spytał major… de Coverley.

– Ta kura jest na Malcie – odpowiedział Milo.

– Ile jest tych kur na Malcie?

– Dość, żeby znosić świeże jajka dla wszystkich oficerów naszej eskadry po pięć centów sztuka z funduszów stołówki – odpowiedział Milo.

– Przepadam za świeżymi jajkami – wyznał major… de Coverley.

– Gdyby ktoś dal mi raz na tydzień do dyspozycji samolot, mógłbym tam latać raz na tydzień samolotem naszej eskadry i przywozić tyle jajek, ile nam będzie potrzeba – odpowiedział Milo.

– Ostatecznie na Maltę nie jest tak daleko.

– Na Maltę nie jest tak daleko – zauważył major… de Coverley.

– Moglibyście chyba polecieć tam raz na tydzień samolotem naszej eskadry i przywieźć tyle świeżych jajek, ile nam będzie potrzeba.

– Tak – zgodził się Milo. – Myślę, że mógłbym to robić, gdyby ktoś sobie tego życzył i dał mi do dyspozycji samolot.

– Lubię jajecznicę ze świeżych jajek na świeżym maśle – przypomniał sobie major… de Coverley.