Выбрать главу

— Masz jakichś przyjaciół? Znajomych? Jeśli tak, to być może uda ci się zrobić coś także dla nas.

—  Przyjaciół, owszem — odparłem. — Chyba spróbują mi pomóc, oczywiście pod warunkiem, że dowiedzą się o moim losie. Czy sądzisz, że mają szansę coś wskórać?

Rozmowa ciągnęła się jeszcze bardzo długo. Gdybym miał ją tutaj przytoczyć w całości, moja opowieść nigdy nie dobiegłaby końca. W tym wielkim pokoju więźniowie mogą jedynie rozmawiać lub grać w jakieś proste gry. Robią to dopóty, dopóki nie opuszczą ich resztki zapału, a potem zaczynają przypominać chrząstki, które wygłodniały człowiek ssał przez cały dzień. Pod wieloma względami wiedzie im się lepiej niż tym, których trzymamy w lochach pod Wieżą Matachina — nie muszą obawiać się bólu i nie są osamotnieni. Różnica polega na tym, że nasi więźniowie nigdy nie przebywają w zamknięciu tak długo, dzięki czemu prawie zawsze są przepełnieni nadzieją, podczas gdy ci z Domu Absolutu niemal bez wyjątku są pogrążeni w rozpaczy.

Po około dziesięciu wachtach sufitowe lampy zaczęły przygasać, a ja powiedziałem Lomerowi i Nicarete, że jeszcze chwila, a oczy same mi się zamkną. Zaprowadzili mnie w miejsce bardzo oddalone od drzwi, gdzie było niemal zupełnie ciemno, i wyjaśnili, że będzie należało do mnie aż do chwili, kiedy któryś ze starszych więźniów umrze i otrzymam w spadku po nim lepszy kąt.

Kiedy odchodzili, usłyszałem, jak Nicarete zapytała:

— Czy przyjdą dziś w nocy?

Lomar coś jej odpowiedział, ale nie dosłyszałem co, a byłem zanadto zmęczony, żeby się dopytywać. Poczułem, że stoję na cienkim sienniku. Usiadłem, po czym wyciągnąłem się na nim, tylko po to jednak, by niemal natychmiast się poderwać, gdyż moja ręka natrafiła na czyjeś ciało.

— Nie obawiaj się — usłyszałem głos Jonasa. — To tylko ja.

— Dlaczego nie odezwałeś się wcześniej? Widziałem cię, jak przechodziłeś, ale nie mogłem oderwać się od tych dwojga staruszków. Trzeba było podejść do nas.

— Nie odezwałem się, bo byłem pogrążony w myślach, a nie podszedłem do was, ponieważ najpierw nie mogłem uwolnić się od kobiet, które się mną zaopiekowały, potem zaś one nie mogły uwolnić się ode mnie. Severianie, ja muszę stąd uciec.

— Każdy tego pragnie — odparłem. — Ja też.

— Ale ja muszę. — Jego lewa, szczupła, silna ręka zacisnęła się na mojej. — Jeśli tego nie zrobię, zabiję się albo stracę zmysły. Jestem twoim przyjacielem, prawda? — Zniżył głos do najcichszego z szeptów. — Czy twój talizman… ten błękitny klejnot… mógłby nas uwolnić? Wiem, że pretorianie go nie znaleźli, bo obserwowałem ich, kiedy cię przeszukiwali.

— Nie chcę go tutaj wyjmować, gdyż świeci w ciemności — odparłem.

— Zasłonię nas swoim siennikiem.

Kiedy to uczynił, wyjąłem Pazur z ukrycia. Żarzył się tak słabo, że bez trudu mógłbym ukryć go w dłoni.

— Czy on umiera? — zapytał Jonas.

— Nie, tak właśnie zazwyczaj wygląda. Lśni tylko wtedy, kiedy jest aktywny — tak jak wówczas, kiedy zamienił wodę w wino i ocalił mnie przed małpoludami. Nawet jeśli mógłby przyczynić się do naszego uwolnienia, to nie sądzę, żeby był do tego zdolny akurat teraz.

— Musimy spróbować przy drzwiach — powiedział Jonas drżącym głosem. — Może otworzy zamek.

— Później, kiedy wszyscy zasną. Jeśli uda mi się nas uwolnić, chciałbym pomóc także pozostałym, ale wolałbym, żeby nikt go nie zobaczył. A teraz powiedz mi, dlaczego musisz natychmiast stąd uciec.

— Kiedy rozmawiałeś z dwojgiem starych ludzi, ja zostałem wzięty na spytki przez pewną rodzinę: kilka staruszek, mężczyzna około pięćdziesiątki, drugi, mniej więcej trzydziestoletni, trzy młodsze kobiety i gromada dzieci. Zanieśli mnie do swojej niszy, gdzie inni więźniowie mogliby wejść tylko za zaproszeniem, którego, ma się rozumieć, nie otrzymali. Przypuszczałem, że będą wypytywać mnie o przyjaciół na wolności, o politykę lub przebieg wojny, oni jednak najwyraźniej pożądali jedynie rozrywki. Chcieli wiedzieć, gdzie bywałem, jak teraz wygląda rzeka i czy wielu ludzi ubiera się tak jak ja. Aha, i jedzenie… Wiele pytań dotyczyło jedzenia, w tym sporo było wręcz niedorzecznych. Czy byłem kiedyś w rzeźni? Czy zwierzęta błagają, aby darować im życie? Czy to prawda, że ludzie, którzy produkują cukier, noszą zatrute miecze i są gotowi walczyć w jego obronie? Nigdy też nie widzieli pszczół, gdyż myśleli, że są wielkości królików.

Po pewnym czasie ja zacząłem zadawać im pytania i prędko przekonałem się, że żadne z nich, nawet najstarsza kobieta, nigdy nie było wolne. Wygląda na to, że kobiety i mężczyźni, którzy są tu zamknięci, rozmnażają się, i choć strażnicy zabierają większość dzieci, to niektóre zostają na zawsze. Nie mają nic własnego, nawet nadziei na uwolnienie. W gruncie rzeczy nawet nie bardzo wiedzą, co to jest wolność, i choć starszy mężczyzna i jedna z dziewcząt twierdzili, że bardzo pragną opuścić to miejsce, to wydaje mi się, że prędko by do niego zatęsknili. Stare kobiety twierdzą, że są więźniarkami w siódmym pokoleniu, choć jedna z nich wspomniała mimochodem, iż jej matka mówiła to samo o sobie.

Pod wieloma względami są naprawdę zdumiewający. Miejsce, w którym przyszło im spędzić całe życie, ukształtowało ich wygląd, ale w głębi duszy mają ukrytą… — Jonas umilkł na chwilę, jakby poszukując właściwych słów, a ja poczułem fizyczny dotyk otaczającej nas zewsząd ciszy — …pamięć pokoleniową, tak to się chyba nazywa. Opowieści z zewnątrz, przekazywane z pokolenia na pokolenie, poczynając od tych, którzy trafili tu jako pierwsi i zapoczątkowali tę społeczność więźniów. Czasem nie wiedzą nawet, co oznaczają poszczególne słowa, niemniej jednak hołubią te opowieści, gdyż są wszystkim, co im pozostało.

Umilkł ponownie, tym razem na dłużej. Schowałem do buta pełgający niepewnie płomyk Pazura, tak że znaleźliśmy się w zupełnej ciemności. Jonas oddychał głośno i z wysiłkiem.

— Zapytałem, jak nazywał się pierwszy więzień, od którego wszyscy wywodzą swój rodowód. Kimleesoong… Słyszałeś kiedyś to imię?

Zgodnie z prawdą odparłem, że nie.

— Albo podobne? Na przykład składające się z trzech wyrazów?

— Na pewno nie. Większość ludzi, których znam, ma jednowyrazowe imiona, takie jak twoje, chyba że dodano im jakiś tytuł lub przydomek, żeby odróżnić od innych Bolcanów, Altosów i temu podobnych.

— Powiedziałeś mi kiedyś, że uważasz, iż mam niezwykłe imię. W czasach, kiedy byłem… chłopcem… nikogo nie zdziwiłoby takie imię jak Kim Lee Song. Słyszałeś kiedyś o moim statku, Severianie? Nazywał się ,,Szczęśliwy Obłok".

— Uprawiano na nim hazard? Nie słyszałem, ale… Kątem oka dostrzegłem zielonkawą poświatę, tak słabą, że ledwo widzialną w ciemności. Okazało się jednak, że nie ja jeden ją zauważyłem, gdyż przez pomieszczenie przebiegł pomruk. Usłyszałem, jak Jonas zrywa się na równe nogi. Uczyniłem to samo, ale zanim zdążyłem do końca się wyprostować, zostałem oślepiony eksplozją jaskrawobłękitnego światła. Jeszcze nigdy nie zaznałem równie potwornego bólu. Poczułem się tak, jakby ktoś zdarł mi skórę z twarzy i z pewnością runąłbym na podłogę, gdyby nie to, że bezwiednie oparłem się o ścianę.