Przygotowano do strzału wszystkie działa, na reje zaś wciągnięto żółto-czarne proporce miasta magów. Okręt zbliżał się coraz bardziej aż wreszcie załoga skierowała go równolegle do brzegu, w obawie, że lada chwila osiądą na mieliźnie. Zbożowe Dziewice podążały za nimi a było ich już tak dużo, iż pokrywały ziemię jak prawdziwe, falujące zboże. Jednak młodzieniec ze snów nie zapomniał, że właśnie tutaj powinien lada chwila spodziewać się widoku olbrzyma.
Kiedy po trwającej pół dnia żegludze minęli cypel, ich oczom ukazało się ujście głębokiego, krętego, wrzynającego się daleko w głąb wyspy kanału. Przy jego wylocie wznosiła się rotunda z białego marmuru, otoczona ogrodami. Tam właśnie młodzieniec polecił rzucić kotwicę i zszedł na brzeg.
Ledwo postawił stopę na lądzie, kiedy zobaczył zmierzającą mu na spotkanie kobietę niezwykłej urody. Miała smagłą cerę, czarne włosy i błyszczące oczy. Dowódca wyprawy skłonił się przed nią głęboko, po czym rzekł:
— Księżniczko lub królowo, widzę, że nie należysz do Zbożowych Dziewic, gdyż ich szaty są zielone, twoją zaś uszyto z sobolich futer. Jednak nawet gdybyś była ubrana tak jak one, natychmiast bym cię rozpoznał, gdyż w twoich oczach nie ma rozpaczy, a blask, który w nich dostrzegam, nie pochodzi z Urth.
— Słusznie mówisz — odparła księżniczka. — Jestem Noctua, córka Nocy, spłodzona przez tego, którego postanowiłeś zgładzić.
— Skoro tak, to nie możemy być przyjaciółmi, Noctuo, ale przynajmniej nie bądźmy wrogami — powiedział młody człowiek.
Nie wiedział, dlaczego, ale będąc stworzonym ze snów czuł, jak coś go ku niej popycha, ona zaś nie mogła oderwać od niego oczu, w których lśniło światło gwiazd.
Na to księżniczka rozłożyła ręce i oznajmiła:
— Wiedz, że ojciec posiadł matkę siłą i wbrew mojej woli trzyma mnie tutaj, gdzie szybko postradałabym zmysły, gdyby nie to, że ona odwiedza mnie u schyłku każdego dnia. Jeśli nie dostrzegasz rozpaczy w moich oczach, to tylko dlatego, iż skrywam ją w sercu. Chętnie doradzę ci, w jaki sposób możesz odnaleźć mego ojca i pokonać go w walce.
Młodzi ludzie z miasta magów umilkli i zgromadzili się wokół niej, aby nie uronić ani słowa.
— Przede wszystkim musicie wiedzieć, że kanały na tej wyspie ustawicznie zmieniają swój bieg, co niezmiernie utrudnia orientację. Płynąc nimi nie możecie używać żagli, lecz musicie zdać się na maszyny, jeśli chcecie bezpiecznie dopłynąć do celu.
— Jesteśmy na to przygotowani — odparł młodzieniec ze snów. — Pół ogromnego lasu legło pokotem, aby napełnić nasze ładownie, a te wielkie koła, które widzisz, potrafią młócić wodę z siłą olbrzyma.
Księżniczka zadrżała na to i rzekła:
— Och, nie wspominaj o olbrzymach, gdyż nie wiesz, o czym mówisz. Widziałam tu już wiele takich okrętów jak wasz, lecz wszystkie spotkał ten sam, okrutny los i teraz dna tych niezmierzonych kanałów są usłane bielejącymi czaszkami. Mój ojciec pozwalał im tak długo pływać między niezliczonymi wysepkami, aż wreszcie kończyło im się paliwo, a wtedy dopadał ich pod osłoną nocy, kiedy nie mogli go zobaczyć, i wybijał wszystkich do nogi.
Wówczas w sercu młodzieńca ze snów pojawił się niepokój.
— Będziemy go szukać, tak jak przysięgliśmy, ale czy nie istnieje jakiś sposób, aby udało nam się uniknąć losu naszych poprzedników?
Księżniczka poczuła dla niego wielkie współczucie, gdyż wszyscy, którzy mają cokolwiek wspólnego ze snami, są bliscy sercom córek Nocy.
— Po to, żeby odnaleźć mego ojca, zanim spalicie ostatni kawałek drewna, musicie przeszukiwać jedynie ciemne, zmącone wody, gdyż poruszając się podnosi z dna mnóstwo mułu — powiedziała. — Jednak pamiętajcie, aby codziennie zaczynać poszukiwania o świcie, a kończyć je w południe, gdyż w przeciwnym razie moglibyście natrafić na niego o zmroku, co źle by się dla was skończyło.
— Za tę radę chętnie oddałbym ci życie — odparł młodzieniec, a jego towarzysze jak jeden mąż wznieśli radosny okrzyk. — Teraz jestem pewien, że go pokonamy.
Poważna twarz księżniczki spochmurniała jeszcze bardziej.
— Nie możesz być tego pewien, gdyż jest on śmiertelnie groźnym przeciwnikiem w każdej morskiej bitwie. Znam jednak pewien fortel, który może wam pomóc. Powiedziałeś, że jesteście dobrze wyposażeni; czy macie także smołę na wypadek, gdyby wasz okręt zaczął przeciekać?
— Wiele baryłek.
— W takim razie podczas walki manewrujcie w taki sposób, aby znaleźć się po jego nawietrznej stronie, a kiedy bitwa rozgorzeje na dobre — z pewnością nie będziecie musieli na to długo czekać — wrzućcie smołę do palenisk. Nie obiecuję, że na pewno da to wam zwycięstwo, ale z pewnością bardzo pomoże.
Młodzieńcy podziękowali jej szarmancko, a Zbożowe Dziewice, które przysłuchiwały się całej rozmowie, zakrzyknęły nie głośno, ale wesoło, tak jak czasem czynią dziewczęta.
Wkrótce potem młodzi śmiałkowie poczęli szykować się do drogi, rozpaliwszy ogień pod kotłami, aż z kominów zaczęła wydobywać się biała para, która pcha naprzód wszystkie dobre statki bez względu na to, skąd wieje wiatr. Księżniczka patrzyła na nich z brzegu, śląc im swoje błogosławieństwo.
Kiedy wielkie koła zaczęły się poruszać, początkowo tak powoli i dostojnie, że trudno było to zauważyć, wezwała młodego dowódcę, aby zbliżył się do relingu, i przemówiła w te słowa:
— Może zdarzyć się tak, że odnajdziecie mojego ojca. Może też zdarzyć się tak, że go pokonacie, choć dysponuje naprawdę ogromną siłą. Jednak nawet wówczas będziecie musieli wrócić na otwarte morze, co nie będzie łatwą sprawą, gdyż sieć kanałów przecinających tę wyspę jest niezwykle gęsta i skomplikowana. Istnieje jednak sposób, aby tego dokonać: po walce z prawej ręki mojego ojca obetnij czubek małego palca. Ujrzysz tam tysiące splątanych linii, ale nie obawiaj się niczego, gdyż będzie to mapa kanałów, którą w ten prosty sposób zawsze nosi przy sobie.
Część czwarta — Bitwa z olbrzymem
Skierowali dziób okrętu, w głąb wyspy. Zgodnie z przepowiednią księżniczki kanał, którym płynęli, wkrótce rozdzielił się, a potem jeszcze raz i jeszcze, aż wreszcie znaleźli się wśród tysiąca odnóg i dziesięciu tysięcy wysepek. Kiedy cień głównego masztu stał się nie większy od kapelusza, młodzieniec ze snów rozkazał rzucić kotwicę i przygasić ogień. Przez całe popołudnie czekali w pogotowiu, oliwiąc działa oraz przygotowując wszystko, co może być potrzebne podczas najkrwawszej z bitew.
Wreszcie ujrzeli zbliżającą się Noc. Przeskakiwała z wysepki na wysepkę, z czarnymi nietoperzami u ramion i okrutnymi wilkami podążającymi jej śladem. Wydawało się, że mogliby łatwo dosięgnąć ją pociskiem wystrzelonym z najmniejszego z dział, ale wystarczyło się dokładniej przyjrzeć, aby stwierdzić, że to nie ona przesuwa się przed gwiazdami, lecz gwiazdy przed nią. W pewnej chwili zwróciła ku nim twarz, ale nikt nie potrafił odczytać wyrazu jej oczu. Wszyscy jednak zastanawiali się, czy istotnie olbrzym posiadł ją niegdyś wbrew jej woli, tak jak twierdziła jej córka, a nawet jeżeli tak było, to czy nadal chowała o to do niego w sercu urazę.