Выбрать главу

O pierwszym brzasku rozległ się dźwięk trąbki, a do palenisk wrzucono solidną porcję drewna. Ponieważ wiał sprzyjający wiatr, młody dowódca polecił wciągnąć na maszty wszystkie żagle, tak że kiedy wielkie koła zaczęły się wreszcie obracać, okręt pomknął przed siebie ze zdwojoną prędkością.

Pokonali w ten sposób wiele mil, nie refując żagli ani nie zmniejszając szybkości. Mijali ujścia setek mniejszych kanałów, wpatrując się uważnie w każde z nich, lecz wszędzie woda była czysta jak kryształ. Trzeba by co najmniej tuzina opowieści równie długich jak ta, aby opisać wszystkie dziwy, jakie napotkali po drodze: wielkie kobiety wyrastające z ziemi niczym kwiaty, które próbowały złożyć pocałunki na twarzach młodzieńców, obsypując ich pyłkiem ze swoich kielichów; mężczyzn zmarłych z opilstwa, którzy leżeli przy tryskających z ziemi źródełkach wina, zbyt oszołomieni trunkiem, aby zdać sobie sprawę, że ich życie dobiegło już końca; zdumiewające stworzenia o zniekształconych kończynach, pokryte sierścią w niezwykłych kolorach, które stanowiły ostrzeżenie przed zbliżającymi się czasami, zwiastując krwawe wojny, trzęsienia ziemi i zabójstwa władców.

Wreszcie młody człowiek pełniący obowiązki pierwszego oficera zbliżył się do dowódcy i powiedział:

— Pokonaliśmy już znaczną odległość, płynąc tym kanałem, a słońce, które nawet nie zdążyło nas powitać, kiedy ruszaliśmy w drogę, zbliża się teraz do zenitu. Minęliśmy tysiąc innych kanałów, lecz w żadnym z nich nie dostrzegliśmy śladu olbrzyma. Czy nie sądzisz, że wybraliśmy niewłaściwą drogę? Może lepiej byłoby zawrócić i skierować się gdzie indziej?

— Właśnie mijamy ujście kolejnego kanału — odparł młodzieniec ze snów. — Wychyl się za burtę i powiedz mi, czy jego wody są bardziej zmącone od tych, po których płyniemy.

Pierwszy oficer postąpił zgodnie z poleceniem.

— Są nawet czystsze — powiedział po jakimś czasie.

— A teraz zwróć uwagę na ten po drugiej stronie. Jak głęboko sięga twój wzrok?

Młodzian zaczekał, aż okręt znajdzie się dokładnie naprzeciwko odnogi, o której mówił jego dowódca, po czym rzekł:

— Do samego dna. Widzę wrak jakiegoś statku, spoczywający na głębokości wielu sążni.

— A czy możesz dostrzec dno tego kanału, którym właśnie płyniemy?

Młody śmiałek spojrzał na wodę przy burcie okrętu i zobaczył, że jest czarna jak atrament, rozbryzgi zaś wylatujące spod obracających się kół przypominają wrony i kruki. Zrozumiał w jednej chwili, co to oznacza, więc krzyknął do innych, by stanęli przy działach, bo nie mógł powiedzieć im, żeby je szykowali, gdyż były gotowe już od dawna.

Z przodu pojawiła się wysepka wyższa od wszystkich, obrośnięta wysokimi drzewami. W tym miejscu kanał lekko skręcał, tak że wiatr, do tej pory wiejący prosto w rufę, teraz zmienił się na trzy czwarte z tyłu. Sternik zakręcił kołem, załoga zaś poluzowała część żagli, refując inne, a kiedy okręt minął cypel, śmiałkowie ujrzeli wąski kadłub ze wznoszącym się na śródokręciu zamkiem ze stali. Z pojedynczego otworu strzelniczego sterczała lufa największego działa, jakie w życiu widzieli.

Młodzieniec ze snów otworzył usta, aby wydać rozkaz otwarcia ognia, ale zanim zdążył powiedzieć choć jedno słowo, przemówiło ogromne działo nieprzyjaciela. Huk był tak potworny, jakby pod ich stopami zawaliła się kamienna wieża niebotycznej wysokości.

Pocisk trafił w zamek jednego z dział na sterburcie i roztrzaskał je na kawałki, które, pospołu z odłamkami samego pocisku, przemknęły nad pokładem niczym czarne liście umykające przed gnającym bez opamiętania wiatrem, zabijając wielu spośród tych, którzy stanęli im na drodze.

Sternik, nie czekając na rozkaz, odwrócił okręt, tak że przemówiły działa na sterburcie. Każde z nich wystrzeliło z osobna, a ich pociski albo spadły do wody po obu stronach nieprzyjaciela, albo trafiły w stalowy zamek, który zadźwięczał niczym żałobny dzwon dla tych, co przed chwilą pożegnali się z życiem, albo spadły na pokład, który także był ze stali, i odbiły się od niego z przeraźliwym chichotem.

A potem samotne działo przeciwnika przemówiło powtórnie.

I tak to trwało długie chwile, które uczestnikom tych wydarzeń wydawały się latami. Wreszcie młodzieniec ze snów przypomniał sobie o radzie księżniczki. Jednak wiatr, choć silny, wiał niemal dokładnie od strony dziobu, a jeśli okręt miałby zmienić położenie w taki sposób, żeby dym z palonej smoły leciał w stronę wroga, musiałby przez pewien czas prowadzić ostrzał jedynie z dział na rufie, potem zaś zwrócić się do olbrzyma sterburtą, na której brakowało już jednego działa i wielu ludzi z załogi zginęło.

Uświadomił sobie jednak, że na razie walczą dokładnie tak samo, jak zapewne przed nimi walczyły setki innych okrętów, których wraki zalegają teraz dna kanałów żłobiących oblicze wyspy. Wydał więc natychmiast rozkazy sternikowi, ale ten nie odpowiedział, gdyż był martwy, a stał tylko dlatego, że podtrzymywało go koło, które wciąż dzierżył w swoich rękach. Widząc to, młodzieniec ze snów sam stanął za kołem sterowym i odwrócił okręt rufą do nieprzyjaciela. Okazało się, iż uczynił to w samą porę, gdyż zaraz potem jeden pocisk wystrzelony z ogromnego działa przeleciał na długość wiosła od lewej, drugi zaś obok prawej burty.

Teraz jednak nieprzyjaciel, który dotąd trwał w bezruchu, także zaczął zakręcać. Na ten widok załoga okrętu z miasta mędrców podniosła radosny okrzyk, gdyż wydawało się, że wróg szykuje się do ucieczki, lecz zaraz potem radość zniknęła z twarzy dzielnych młodzieńców, gdyż stalowy zamek obrócił się jakimś cudownym sposobem, tak że ich okręt wciąż znajdował się w zasięgu potężnego działa.

W chwilę później zostali trafieni w śródokręcie. Jedno z dział na sterburcie wyskoczyło z zamocowań i potoczyło się po pokładzie jak pijany człowiek, miażdżąc wszystko, co znalazło się na jego drodze. Pozostałe armaty zagrały ze zdwojoną siłą, jakby pragnąc pomścić towarzysza, a ponieważ odległość między dwoma adwersarzami zmniejszyła się o połowę w stosunku do tego, co było na początku starcia (a może tylko dlatego, że okazując lęk nieprzyjaciel osłabił istotę swojej konstrukcji), miotane przez nie pociski nie odbijały się już od stalowego zamku z donośnym dzwonieniem, lecz z głuchym, przytłumionym odgłosem, przypominającym dźwięk, jaki wydobywa się z pękniętego dzwonu, na oleiście czarnych murach zamku zaś zaczęły pojawiać się rysy i odpryski.

Młodzieniec krzyknął wtedy do rury łączącej mostek z maszynownią, aby ci, którzy pozostali jeszcze na stanowiskach, zaczęli wrzucać w płomienie baryłki ze smołą. Bał się, że wydał rozkaz już tylko trupom albo że w ferworze walki nie został zrozumiany, lecz wkrótce potem gęsty cień padł na lśniącą w blasku słońca wodę między nimi a nieprzyjacielem.

Jak głosi starożytna legenda, odziana w łachmany córka rybaka znalazła kiedyś na plaży zakorkowaną butelkę, a otworzywszy ją została królową niemal całego świata. Wydawało się, że w taki sam sposób jakaś elementarna istota, mocna siłą dającego życie ognia, wydostała się na wolność przez wysokie kominy okrętu, buchając kłębami smolistej radości i rosnąc z każdą chwilą w dmącym bez przerwy wietrze.

A wiatr wiał naprawdę mocno. Chwycił ciężki dym w niezliczone dłonie i cisnął go na nieprzyjaciela. Mimo że wkrótce młodzi śmiałkowie przestali cokolwiek widzieć, nie tracąc ani chwili rzucili się do dział i poczęli z jeszcze większym zapałem strzelać do wroga. Od czasu do czasu słyszeli także groźny ryk jego działa, ale nie widzieli rozbłysków ognia ani też nie mogli się zorientować, gdzie padają miotane przez nie pociski.