Выбрать главу

— Ale ty nie jesteś ojcem Inire — powiedziałem. — Teraz wiem, kim jesteś! Poznajesz mnie?

Uniosłem maskę, by mógł zobaczyć moją twarz. Uśmiechnął się.

— Przyszedłeś tylko raz. Domyślam się, że nie znalazłeś tego, czego szukałeś.

— Tamta dziewczyna dała mi mniej niż kobieta, którą udawała, albo ja po prostu kochałem tamtą bardziej, niż przypuszczałem. Dzisiejszej nocy straciłem przyjaciela, natomiast bez przerwy spotykam starych znajomych. Czy mogę zapytać, w jaki sposób dotarłeś tutaj z Lazurowego Pałacu? Czyżbyś został wezwany z powodu święta? Zdaje mi się, że niedawno zauważyłem jedną z twoich kobiet.

Skinął obojętnie głową. Pochylone lustro wiszące na ścianie dziwacznego pokoju pochwyciło jego delikatny profil, a ja domyśliłem się, że ubrany na żółto mężczyzna w rzeczywistości jest androgynem. Ogarnęło mnie współczucie, a także poczucie bezsilności, kiedy wyobraziłem go sobie, otwierającego co noc drzwi przed gośćmi w jego przybytku w Algedonie.

— Tak — powiedział. — Zostanę tutaj na czas trwania uroczystości, po czym odejdę.

Przypomniałem sobie obraz, który stary Rudesind pokazał mi w korytarzu.

— A więc możesz mi wskazać drogę do ogrodu. Wyczułem, że nie bardzo wie, co odpowiedzieć. Niewykluczone, że po raz pierwszy od wielu lat. W jego spojrzeniu pojawił się ból, a lewa ręka drgnęła nieznacznie, jakby chciała dotknąć fiolki wiszącej na szyi.

— Słyszałeś o tym… — wymamrotał wreszcie. — Nawet gdybym znał drogę, dlaczego miałbym ci ją wskazać? Wielu pragnęłoby nią uciec, kiedy morska flota zbliży się do lądu.

ROZDZIAŁ XXI

Hydromancja

Minęło kilka długich chwil, zanim znaczenie jego słów dotarło do mego umysłu. Kiedy to się stało, poczułem wyraźną woń upieczonego ciała Thecli i odniosłem wrażenie, że słyszę niespokojny szelest liści. Zapomniawszy na chwilę, jak niewiele warte w tym dziwacznym pomieszczeniu są zwykłe środki ostrożności, rozejrzałem się szybko dokoła, aby upewnić się, że nikt nas nie podsłuchuje, po czym stwierdziłem, że bezwiednie (gdyż przed przyznaniem się do związków z Vodalusem chciałem najpierw wybadać androgyna) wyjąłem z sakwy mały, metalowy przedmiot w kształcie sztyletu.

Mój rozmówca uśmiechnął się.

— Podejrzewałem, że to możesz być ty. Oczekuję cię już od wielu dni, wydałem więc polecenie temu starcowi, a także wielu innym, by przyprowadzali do mnie wszystkich obiecujących nieznajomych.

— Zostałem uwięziony w przedpokoju — wyjaśniłem. — Dlatego przybywam tak późno.

— Ale zdołałeś uciec, jak widzę. Wątpię, czy zostałbyś uwolniony, gdyby nie zjawił się tam mój człowiek. Dobrze, że ci się udało, bo nie mamy wiele czasu. Święto potrwa trzy dni, a potem będę musiał odejść… Chodź, pokażę ci drogę do Ogrodu, chociaż wcale nie jestem pewien, czy cię tam wpuszczą.

Otworzył drzwi, przez które wszedł do fałszywego pokoju, a ja dopiero teraz zauważyłem, że wcale nie są prostokątne. Sąsiednie pomieszczenie okazało się niewiele większe od tego, które opuściliśmy, ale przynajmniej było zupełnie normalne i bogato umeblowane.

— Dopiero teraz znalazłeś się we właściwym Tajnym Pałacu — poinformował mnie androgyn. — Ci, którym udaje się tu dotrzeć, zazwyczaj muszą pokonać bardzo długą i męczącą drogę. A teraz wybacz mi na chwilę, gdyż muszę zapoznać się z wiadomością, którą przyniosłeś.

Podszedł do czegoś, co w pierwszej chwili wziąłem za zwykły stolik o szklanym blacie. Położył na nim metalowy przedmiot, który otrzymałem od Vodalusa, i niemal natychmiast nad stolikiem zapłonęło światło. Mimo że wytężałem wzrok, jak mogłem, nie byłem w stanie dostrzec jego źródła. Androgyn nasunął nad miniaturowy sztylet coś w rodzaju drugiego, szklanego blatu i sztylet zaczął dosłownie rosnąć w oczach. Kiedy był już rozmiarów krótkiego miecza, okazało się, że delikatne nacięcia na jego ostrzu tworzą krągłe, połączone ze sobą litery.

— Cofnij się — powiedział człowiek w żółtej szacie. — Jeżeli nie przeczytałeś tego wcześniej, tym bardziej nie powinieneś uczynić tego teraz.

Postąpiłem zgodnie z poleceniem i przez dłuższą chwilę obserwowałem w milczeniu, jak pochyla się nad przedmiotem dostarczonym przeze mnie z kryjówki Vodalusa. Wreszcie wyprostował się i głęboko westchnął.

— A więc nie ma rady… Musimy prowadzić walkę na obu skrzydłach. Ale to nie twoja sprawa. Czy widzisz tę szafkę, na której drzwiczkach wyryto scenę przedstawiającą zaćmienie Słońca? Otwórz ją i wyjmij książkę, którą znajdziesz w środku. Możesz położyć ją na tym pulpicie.

Mimo że obawiałem się jakiegoś podstępu, zrobiłem to, o co mnie poprosił. W szafce znajdowała się tylko jedna, ogromna księga — wysoka jak ja i szeroka na co najmniej dwa łokcie — oprawiona w marszczoną, błękitnozieloną skórę. Wyglądała niemal jak zwłoki zaraz po otwarciu trumny. Schowałem miecz do pochwy, chwyciłem wielki tom obiema rękami i umieściłem go na pulpicie. Androgyn zapytał, czy już kiedyś widziałem tę księgę, a ja zgodnie z prawdą odparłem, że nie.

— Odniosłem wrażenie, że się jej przestraszyłeś, a niosąc ją odwracasz od niej twarz. — Otworzył księgę, odsłaniając pierwszą stronę pokrytą czerwonym pismem, którego nie potrafiłem odczytać. — To ostrzeżenie dla tych, którzy pragną w ten sposób odnaleźć drogę — poinformował mnie. — Chcesz, abym ci je odczytał?

— Wydawało mi się, że widzę martwego człowieka o moich rysach twarzy — wyjąkałem.

Zamknął księgę i przesunął ręką po okładce.

— Tę skórę wyprawiali rzemieślnicy, których już dawno nie ma na świecie. Linie, jakie możesz dostrzec, jeśli wytężysz wzrok, to blizny które na grzbietach zwierząt pozostawiły uderzenia bicza. Nie musisz tam iść, jeżeli się boisz.

— Otwórz ją — zażądałem. — Pokaż mi mapę.

— Nie ma żadnej mapy, tylko to — odparł i gwałtownym ruchem ponownie otworzył księgę, lecz tym razem nie na pierwszej stronie.

Na chwilę przestałem cokolwiek widzieć, tak jak dzieje się to ciemną nocą, kiedy oślepi nas blask błyskawicy. Karty księgi wydawały się zrobione z czystego, wypolerowanego do granic możliwości srebra, które wychwytywało każdy, nawet najmniejszy promień światła i wzmacniało go tysiąckrotnie.

— Zwierciadła — powiedziałem, ale już w następnej chwili pojąłem, że nie mam racji i że są to te same przedmioty, dla których nie znamy lepszego określenia niż „zwierciadła", i które niecałą wachtę temu umożliwiły Jonasowi powrót między gwiazdy. — Skąd biorą moc, jeżeli nie są ustawione dokładnie naprzeciwko siebie?

— Weź pod uwagę fakt, że długo znajdowały się w takiej właśnie pozycji, kiedy księga była zamknięta. Pole jest na tyle silne, że będzie mogło utrzymać się przez jakiś czas. Idź, jeśli masz odwagę.

Nie miałem. Wpatrując się w rozświetlone powietrze nad kartami księgi, dostrzegłem tam przedziwną istotę, stanowiącą połączenie kobiety z motylem. Tak jak obserwując górę uwidocznioną w tle jakiegoś obrazu wiemy doskonale, iż w rzeczywistości jest ona ogromna jak wyspa, tak i ja zrozumiałem natychmiast, że oglądam tę istotę z wielkiej odległości. Jej skrzydła chłostały protonowy wiatr kosmosu, cała Urth zaś mogła być zaledwie jednym z niezliczonych pyłków wprawionych w ruch ich uderzeniami. Nagle ona także mnie zobaczyła, tak jak niedawno androgyn zobaczył powiększone pismo na przesłanym przez Vodalusa przedmiocie, odwróciła się w moją stronę i rozpostarła szeroko skrzydła, abym mógł im się dobrze przyjrzeć. Były na nich namalowane oczy.