Выбрать главу

— Czuję, że to mój ostatni występ. Publiczność na pewno zażąda kogoś…

Ziewnęła i przeciągnęła się zmysłowo. Wydawało się niemal pewne, że opięty do granic wytrzymałości trykot zaraz pęknie. Na wszelki wypadek odwróciłem oczy, a kiedy spojrzałem na nią ponownie, już spała.

Na rufie łodzi znajdowało się pojedyncze, długie wiosło. Ująłem je w dłonie, po czym przekonałem się, że pod okrągłym kadłubem Jest jednak tradycyjny kil. Na środku rzeki prąd wodny był tak silny, że nie musiałem wcale wiosłować, a tylko delikatnymi ruchami wiosła pomagałem łodzi pokonywać łagodne zakręty. Tak jak idąc w towarzystwie zakapturzonego sługi przez korytarze, komnaty i podcienia Domu Absolutu mijałem je przez nikogo nie zatrzymywany i nie niepokojony, tak teraz płynąłem z Jolentą bez najmniejszego wysiłku i bez hałasu, sunąc mila za milą wśród wydawało się nie mających końca ogrodów. Pary, które tu i ówdzie leżały na miękkie trawie pod drzewami albo we wnętrzu altanek i letnich domków, uważały nas zapewne za coś w rodzaju dekoracji, puszczonej z biegiem rzeki dla ich rozrywki, a nawet jeśli ktoś dostrzegł moją głowę wystającą nad kielich sztucznego nenufaru, to z pewnością doszedł do wniosku, że podążam gdzieś w jakichś własnych, ważnych sprawach. Tu i ówdzie na drewnianych ławeczkach siedzieli pogrążeni w medytacjach filozofowie, a czasem mijaliśmy odosobnione zakątki, w których właśnie odbywały się zabawy i przyjęcia, niektóre wybitnie orgiastycznej natury.

Wreszcie zirytował mnie sen Jolenty. Zostawiłem wiosło w spokoju i ukląkłem obok niej na poduszkach. Niewinność malująca się na jej twarzy, choć cokolwiek sztuczna, stanowiła dla mnie wielkie zaskoczenie, gdyż dostrzegłem ją po raz pierwszy. Pocałowałem ją w usta, a wówczas wydało mi się, że na wpół uchylone, wielkie oczy są oczami Agii, rudozłote włosy zaś nabrały w moich oczach niemal brązowego połysku. Zacząłem ją rozbierać. Wydawała się znajdować pod wpływem jakiegoś narkotyku (być może były nim nasączone poduszki) albo też po prostu zmęczył ją długi marsz i ciężar bujnego ciała. Odsłoniłem jej piersi, z których każda niemal dorównywała wielkością głowie, a potem obfite uda, kryjące między sobą coś, co przypominało świeżo wyklute pisklę.

* * *

Po naszym powrocie wszyscy zdawali się wiedzieć, gdzie byliśmy, choć na Baldandersie nie wywarło to najmniejszego wrażenia. Dorcas szlochała w ukryciu, pojawiając się od czasu do czasu z zaczerwienionymi oczami i heroicznym uśmiechem na twarzy, doktor Talos zaś, jak mi się wydaje, był jednocześnie wściekły i zachwycony. Odniosłem wrażenie (które nie opuściło mnie po dziś dzień), że Jolentą nigdy mu się tak naprawdę nie podobała, a mimo to był jedynym mężczyzną na Urth, któremu oddałaby się całkowicie, dobrowolnie i w każdej chwili.

Czas, jaki pozostał do zmierzchu, spędziliśmy przysłuchując się negocjacjom, które doktor Talos prowadził z różnymi osobistościami z Domu Absolutu, oraz na próbach. Ponieważ opowiedziałem już wcześniej, jak wygląda inscenizacja sztuki doktora Talosa, przytoczę teraz jej tekst, jednak nie w takiej postaci, w jakiej istniał na mnóstwie kartek i karteluszek, które przez całe popołudnie przekazywaliśmy sobie z rąk do rąk, a które częstokroć zawierały jedynie najbardziej ogólne wskazówki, mające pomóc nam w improwizacji, a w takiej, w jakiej mógłby zostać zarejestrowany przez jakiegoś pilnego urzędnika (i został, tyle tylko, że przez obdarzonego doskonałą pamięcią demona ukrytego za moimi oczami).

Najpierw jednak muszę opowiedzieć, jak wyglądał teatr. Krawędź Urth przesłoniła już cały czerwony krąg słońca; nad naszymi głowami bezszelestnie przemykały nietoperze o szerokich skrzydłach, a zielony księżyc w pierwszej kwadrze zawisł nad wschodnim horyzontem. Wyobraźcie sobie małą (najwyżej tysiąc kroków) dolinę, otoczoną łagodnymi wzniesieniami. Między nimi znajdują się drzwi — niektóre nie szersze od zwykłych drzwi do pokoju, inne potężniejsze od wrót bazyliki. Wszystkie są otwarte, przez wszystkie też wsuwają się macki wilgotnej mgły. Od drzwi aż do niewielkiego proscenium prowadzą ścieżki wyłożone wielkimi, płaskimi kamieniami. Podążają nimi kobiety i mężczyźni w fantastycznych kostiumach i maskach, najczęściej nawiązujących do dawnych czasów, tak że ja, który zaledwie liznąłem nieco wiedzy historycznej dzięki wysiłkom Thecli i mistrza Palaemona, byłem w stanie rozpoznać tylko nieliczne. Służący roznoszą tace zastawione kubkami i dzbanami lub uginające się od pieczonych mięs i wonnych słodkości. Przed sceną stoją półkolem lekkie fotele z mahoniu i atłasu, ale wielu widzów woli stać, a podczas całego przedstawienia nieprzerwanie trwa ruch: niektórzy przychodzą, inni zaś odchodzą, czasem wysłuchawszy zaledwie kilku wersów. W gałęziach drzew śpiewają żaby i słowiki, na szczytach wzgórz zaś to pojawiają się, to znów znikają ruchome posągi. We wszystkie postaci wcielili się doktor Talos, Baldanders, Dorcas, Jolenta i ja.

ROZDZIAŁ XXIV

Sztuka doktora Talosa: Eschatologia i Genesis

Według jego słów sceniczna adaptacja niektórych fragmentów zaginionej „Księgi Nowego Słońca".

Osoby dramatu:

Gabriel

Wielki Sen

Meschia, Pierwszy Mężczyzna

Meschiane, Pierwsza Kobieta

Jahi

Autarcha

Hrabina

Jej Służąca

Dwaj Żołnierze

Posąg

Prorok

Generalissimus

Dwa Demony (w przebraniu)

Inkwizytor

Jego Pomocnik

Anielskie Istoty

Nowe Słońce

Stare Słońce

Księżyc

Tylna część sceny jest pogrążona w ciemności. Pojawia się GABRIEL, skąpany w złotym blasku, z kryształową trąbką w dłoni.

GABRIEL: Pozdrawiam wszystkich. Przybyłem tu po to, żeby wprowadzić was w akcję — w końcu na tym właśnie polega moja rola. Jest noc po ostatnim dniu, która jednocześnie jest nocą przed dniem pierwszym. Stare Słońce zaszło i już nigdy nie pojawi się na niebie. Jutro wzejdzie Nowe Słońce, które powitam wraz z moimi braćmi. Tej nocy… Tej nocy nikt nie wie, co się stanie. Wszyscy śpią.

Rozlegają się ciężkie, powolne kroki. Wchodzi SEN.

GABRIEL: O, wszechwiedzący! Obroń swego sługę!

SEN: Jemu służysz? W takim razie nie skrzywdzę cię, chyba że on sam poleci mi inaczej.

GABRIEL: Należysz do jego domu? W jaki sposób porozumiewa się z tobą?

SEN: Prawdę mówiąc, w ogóle tego nie robi. Muszę domyślać się, co chce, bym uczynił.