GENERALISSIMUS: (Salutuje). Jak sobie życzysz, panie.
AUTARCHA: I przyślijcie tutaj kobietę w biżuterii.
SEN próbuje zejść ze sceny, ale powstrzymują go piki. GENERALISSIMUS wyciąga pistolet.
SEN: Nie jestem wolny?
GENERALISSIMUS: Skądże znowu!
SEN: (Do Autarchy). Powiedziałem ci, gdzie leży mój kraj. Na wschód stąd.
GENERALISSIMUS: Tam jest znacznie więcej niż tylko twój kraj. Znam dobrze te tereny.
AUTARCHA: (Ze znużeniem). Powiedział całą prawdę, jaką znał. Być może jest to jedyna prawda.
SEN: A więc mogę odejść.
AUTARCHA: Myślę, że ten, kogo pragniesz powitać, przybędzie bez względu na to, czy będziesz wolny, czy nie. Istnieje jednak niewielka szansa, że tak się nie stanie, a poza tym istoty takie jak ty w żadnym wypadku nie powinny być wypuszczane na swobodę. Nie możesz odejść ani teraz, ani później.
SEN ucieka ze sceny, ścigany przez GENERALISSIMUSA. Strzały, krzyki i łomoty. Sylwetki otaczające AUTARCHĘ nikną. Zgiełk narasta, gdyż ponownie rozlega się bicie dzwonów. SEN wraca z oparze-liną po laserowym promieniu na policzku. AUTARCHA bije go berłem. Po każdym uderzeniu rozlega się eksplozja i tryskają pióropusze iskier. SEN chwyta AUTARCHĘ i zamierza cisnąć nim o ziemię, kiedy zjawiają się dwa DEMONY przebrane za kupców, powalają go i osadzają AUTARCHĘ z powrotem na tronie.
AUTARCHA: Dziękuję wam. Zostaniecie hojnie wynagrodzeni. Porzuciłem już nadzieję, że zostanę uratowany przez moje straże, i widzę, że miałem całkowitą rację. Czy mogę wiedzieć, kim jesteście?
PIERWSZY DEMON: Twoje straże nie żyją. Olbrzym roztrzaskał ich czaszki o ściany i połamał kręgosłupy na kolanie.
DRUGI DEMON: Jesteśmy tylko zwykłymi kupcami. Pojmali nas twoi żołnierze.
AUTARCHA: To oni powinni wziąć się za handel, wy zaś winniście zająć ich miejsce! Dysponujecie zdumiewającą siłą, zważywszy, że obaj jesteście dość skromnej postury.
PIERWSZY DEMON: (Kłania się). Naszą siłę zawdzięczamy władcy, któremu służymy.
DRUGI DEMON: Z pewnością zastanawiasz się, skąd my, dwaj zwykli handlarze niewolników, znaleźliśmy się nocą na twojej ziemi. Otóż przybyliśmy tu, żeby cię ostrzec. Podczas naszych podróży zapuściliśmy się w rozciągające się na północy dżungle i tam, w starożytnej świątyni tak bardzo zrujnowanej i pokrytej roślinnością, że przypomina raczej niewielki zielony pagórek, rozmawialiśmy ze starym szamanem, który przepowiedział, iż już niedługo staniesz twarzą w twarz z wielkim niebezpieczeństwem.
PIERWSZY DEMON: Uzyskawszy tę wiadomość co tchu ruszyliśmy w drogę, aby powiadomić cię, zanim będzie za późno. Jak się okazało, dotarliśmy w ostatniej chwili.
AUTARCHA: Co muszę uczynić?
DRUGI DEMON: Świat, który jest bliski zarówno nam, jak i tobie, krąży wokół słońca od tak dawna, że powrozy trzymające go na uwięzi zmurszały, a gdzieniegdzie stały się już cienkie jak nici.
PIERWSZY DEMON: Kontynenty przypominają stare kobiety, bezpłodne i pozbawione resztek dawnej urody. Zbliża się Nowe Słońce…
AUTARCHA: Wiem!
PIERWSZY DEMON: …a kiedy przybędzie, ciśnie je do morza jak stoczone przez korniki okręty.
DRUGI DEMON: Spod fal wydobędzie zaś nowe, lśniące złotem, srebrem, żelazem i miedzią, wysadzane diamentami, rubinami i turkusami, pokryte grubą warstwą żyznej gleby, spłukiwanej przez tysiąclecia do morza przez płynące bez ustanku rzeki.
PIERWSZY DEMON: Przygotowywana jest nowa rasa, która zaludni te lądy. Ludzkość, którą znasz, zniknie, tak jak trawa porastająca step niknie pod ostrzem pługa, ustępując miejsca zbożu.
DRUGI DEMON: Ale co by się stało, gdyby przed siewem ziarno zostało spalone? Co wtedy? Wysoki mężczyzna i szczupła kobieta, których spotkałeś nie tak dawno temu, są właśnie takim ziarnem. Kiedyś można było mieć nadzieję, że uda się zatruć je na polu, lecz ta, którą wysłano, aby tego dokonała, straciła ziarno z oczu wśród martwej trawy i brył ziemi, a za kilka niewinnych sztuczek trafiła w ręce twojego inkwizytora. Mimo to istnieje jeszcze szansa na spalenie ziarna.
AUTARCHA: Pomysł, który mi podsuwacie, przyszedł mi do głowy już dawno temu.
PIERWSZY DEMON I DRUGI DEMON: (Razem). Oczywiście!
AUTARCHA: Ale czy śmierć tych dwojga istotnie powstrzyma przyjście Nowego Słońca?
PIERWSZY DEMON: Nie. Naprawdę pragnąłbyś tego? Przecież te nowe ziemie będą twoje.
Na ekranach pojawiają się porośnięte lasami wzgórza i miasta pnące się ku niebu niezliczonymi wieżami. AUTARCHA odwraca się, przygląda się przez chwilę, po czym wydobywa z kieszeni komunikator.
AUTARCHA: Oby Nowe Słońce nigdy nie dowiedziało się o tym, co tu robimy… Okręty! Skierujcie na nas ogień i prowadźcie go tak długo, aż zostanie tylko spalona ziemia!
DEMONY odchodzą, pojawia się SEN. Z ekranów znikają wzgórza i miasta, ustępując miejsca zwielokrotnionemu obliczu AUTARCHY. Na scenie zapada ciemność.
Kiedy ponownie zapalają się światła, na środku sceny za wielkim biurkiem siedzi INKWIZYTOR. Obok stoi jego POMOCNIK w stroju kata i masce na twarzy. Dokoła widać różne przyrządy służące zadawaniu tortur.
INKWIZYTOR: Bracie, wprowadź kobietę, na której ciąży podejrzenie, że jest wiedźmą.
POMOCNIK:Za drzwiami czeka Hrabina, a ponieważ pochodzi ze szlachetnego rodu i jest faworytą naszego władcy, proszę cię, abyś zechciał najpierw zająć się jej sprawą.
Wchodzi HRABINA.
HRABINA: Słyszałam, co powiedziałeś, a ponieważ przypuszczałam, Inkwizytorze, że nie pozostaniesz głuchy na tę prośbę, ośmieliłam się wejść nie czekając na wezwanie. Czy uważasz to za zuchwałość z mojej strony?
INKWIZYTOR: Bawisz się słowami, Hrabino. Owszem, tak właśnie uważam.
HRABINA: W takim razie mylisz się. Już osiem lat przebywam w Domu Absolutu. Kiedy po raz pierwszy krew popłynęła z moich lędźwi i matka przyprowadziła mnie tutaj, ostrzegła mnie, abym nigdy nie zbliżała się do twoich apartamentów, gdzie krew płynie bezustannie, nie zważając na fazy księżyca. Postąpiłam zgodnie z jej radą, i oto jestem tu po raz pierwszy, drżąc z lęku.
INKWIZYTOR: Dobrzy ludzie nie mają się czego lękać. Jednak to, co mówisz, potwierdza tylko, że jesteś zuchwała.
HRABINA: A czy jestem dobra? Czy ty jesteś dobry? A on? Mój spowiednik z pewnością poinformowałby cię, że nie jestem. Czy twój mówi ci to samo? A może za bardzo się boi? Co byś zrobił, gdyby okazało się, że twój pomocnik jest lepszy od ciebie?
POMOCNIK: Nie chciałbym, aby tak było.
HRABINA: Nie jestem zuchwała, podobnie jak nie jestem tutaj bezpieczna. Tylko strach zmusił mnie, bym zeszła do tych ponurych komnat. Z pewnością wiesz już o nagim mężczyźnie, który mnie uderzył. Czy został schwytany?
INKWIZYTOR: Nie przyprowadzono go tutaj.
HRABINA: Niecałą wachtę temu żołnierze znaleźli mnie w ogrodzie jęczącą z bólu. Moja służąca próbowała mi jakoś pomóc, ale na próżno. Ponieważ bałam się zostać na zewnątrz w ciemności, zanieśli mnie do mojego apartamentu tak zwaną Powietrzną Drogą. Znasz ją?
INKWIZYTOR: Nawet dość dobrze.
HRABINA: W takim razie wiesz, że jest to galeria z mnóstwem okien, przez które światło dociera do sąsiadujących z nią pomieszczeń. W jednym z nich dostrzegłam jakiegoś wysokiego mężczyznę o szerokich ramionach i wąskiej talii.
INKWIZYTOR: Jest wielu takich mężczyzn.
HRABINA: Też tak pomyślałam. Jednak zaraz po tym ta sama postać pojawiła się w następnym oknie… i jeszcze następnym… Błagałam niosących mnie żołnierzy, żeby zaczęli do niego strzelać, ale oni pomyśleli, że oszalałam, i nie uczynili tego. Dwóch poszło, żeby go pojmać, lecz wrócili z pustymi rękami, a on wciąż przyglądał mi się z kolejnych okien i wydawał się lekko falować.