Выбрать главу

— Jeżeli mamy rację, musimy pójść w jego ślady. Powinieneś zacząć od zestawienia takiej właśnie listy.

— Będzie mi łatwiej niż jemu. Wystarczy spojrzeć na trajektorie na tabliczce: jedne są bardziej zagęszczone, inne mniej. Im rzadziej rozstawione ślady, tym wyżej lata ptaszek.

— A później, kiedy nauczysz się czytać te obrazy, wystarczy ci rzut oka, żeby wychwytywać anomalie.

Łatwo mu było tak mówić, bo to nie on miał się tym zająć!

Od dłuższej chwili sprawiał wrażenie zaniepokojonego i znudzonego jednocześnie. Rozejrzał się po refektarzu, jakby szukał ciekawszego partnera do rozmowy… Ale w końcu znowu spojrzał mi w oczy.

— Zmieńmy temat — zaproponował.

— Chętnie. Zarzuć jakiś.

Jeżeli się zorientował, że z niego drwię, to nie dał tego po sobie poznać.

— Fraa Paphlagon.

— Ten setnik, który został powołany.

— Tak jest.

— Nauczyciel Orola.

— Zgadza się. Bezmian sugeruje, że jego powołanie i kłopoty Orola muszą być jakoś powiązane.

— Brzmi to rozsądnie. Sam chyba skłaniam się ku takiemu twierdzeniu.

— Zazwyczaj nie mamy pojęcia, nad czym pracują centenaryści, bo z poznaniem ich dzieł trzeba czekać do najbliższego apertu stuletniego. Jednakże zanim Paphlagon dwadzieścia dwa lata temu przeszedł przez górny labirynt, opublikował kilka prac, które poszły w świat przy okazji apertu dziesięcioletniego w sześćset siedemdziesiątym. Dziesięć lat później, a potem po kolejnych dziesięciu latach, czyli kilka miesięcy temu, nasza biblioteka odebrała przypadającą jej co dziesięć lat górę publikacji. Zacząłem w nich szukać odniesień do prac Paphlagona.

— Po co te podchody? Przecież wszystkie dzieła Paphlagona są u nas.

— To prawda, ale to nie o nie mi chodziło. Chciałem się raczej dowiedzieć, kogo tam na zewnątrz zainteresowały jego dokonania. Kto mógł przeczytać prace Paphlagona sprzed dwudziestu lat i uznać, że to ciekawa postać? Chodzi o to…

— …że ktoś tam, w Saeculum, najwyraźniej stwierdził: „Paphlagon to nasz człowiek. Dawać go tutaj!”.

— No właśnie.

— I co znalazłeś?

— Widzisz, to jest właśnie najciekawsze. W pewnym sensie Paphlagon prowadził podwójne życie.

— To znaczy? Masz na myśli jego profesję?

— Można powiedzieć, że jego profesją była filozofia. Metateoryka. Proceńczycy nazwaliby ją nawet jakąś odmianą religii. Jest kosmografem jak się patrzy, zajmuje się podobnymi problemami co Orolo, ale w wolnym czasie obmyśla i spisuje wielkie idee. I ludzie na zewnątrz zwrócili na niego uwagę.

— Jakie to idee?

— Nie chcę teraz się w to wgłębiać.

— Do licha ciężkiego…

Uciszył mnie pojednawczym gestem.

— Sam sobie poczytaj. Ja nie o tym chciałem mówić. Próbuję zrozumieć, kto go wybrał i dlaczego. Kosmografów nie brakuje, prawda?

— Oczywiście.

— Jeżeli zatem został powołany, aby odpowiadać na pytania natury kosmograficznej, pojawia się pytanie…

— Dlaczego właśnie on.

— Otóż to. Natomiast mało jest takich specjalistów od metateoryki jak on.

— Rozumiem, do czego zmierzasz. Bezmian sugeruje, że powołano go właśnie z tego powodu, a nie względu na jego dokonania kosmograficzne.

— No właśnie. Niewielu ludzi interesuje się pracami metateorycznymi Paphlagona, tak przynajmniej wynika z materiałów, które dostaliśmy w sześćset osiemdziesiątym i dziewięćdziesiątym, ale jest taka jedna suur w Baritoe, nazywa się Aculoä, która szczerze go podziwia. Napisała dwie książki o jego pracy.

— Dziesiętniczka? Czy…

— Nie, unarystka. Od trzydziestu czterech lat.

A więc nauczycielka. Nikt inny nie tkwiłby tak długo w matemie jednorocznym.

— Późna Evenedryczka — dodał Jesry, odpowiadając na moje następne pytanie, zanim zdążyłem je zadać.

— Niewiele wiem o tym zakonie.

— A pamiętasz, jak Orolo wspomniał, że pod koniec życia Evenedryk zmienił zainteresowania?

— To chyba był Arsibalt, nie Orolo, ale…

Jesry zbył moją poprawkę wzruszeniem ramion.

— Późnych evenedryków interesuje właśnie ten schyłkowy okres.

— Myślisz, że to suur Aculoä go wybrała?

— Nie, na pewno nie. Jest nauczycielką filozofii, jednoroczną…

— To prawda, ale w koncencie z Wielkiej Trójki!

— Do tego właśnie zmierzam — odparł cierpko Jesry. — Wielu ważnych sekularów odsłużyło parę lat w matemach Wielkiej Trójki, a potem je opuściło i zrobiło karierę.

— Uważasz, że ta suur miała fida, dziesięć, może piętnaście lat temu, który w późniejszym czasie został gryzipiórkiem. Ale przedtem zdążyła mu naopowiadać, jakim wspaniałym i mądrym człowiekiem jest fraa Paphlagon. A teraz coś się stało…

Jesry z zapałem pokiwał głową.

— Coś, co sprawiło, że ten jej ex-fid powiedział „Miarka się przebrała. Sprowadźcie go, najlepiej na wczoraj!”.

— Co takiego mogło się wydarzyć?

Wzruszył ramionami.

— Oto jest pytanie, prawda?

— Może przejrzenie prac Paphlagona coś by nam wyjaśniło?

— To oczywiste, ale trudno to zrobić, dopóki Arsibalt używa ich jako semafora.

W pierwszej chwili zupełnie go nie zrozumiałem.

— Stos książek na parapecie…

Jesry pokiwał głową.

— Arsibalt zgarnął wszystkie dzieła Paphlagona i przeniósł je do Fundy Shufa.

Parsknąłem śmiechem.

— A co z pracami suur Aculoi?

— Tulia je przegląda. Szuka wzmianek o jakichś wyróżniających się fidach.

Dolina Dzwoneczków: (1) Dolina górska słynąca z wielkiej liczby potoków spływających po jej skalistych ścianach ze znajdujących się powyżej lodowców. Ich dźwięk porównywany bywa do dźwięczenia dzwonków. Znana również (bardziej poetycko) jako Dolina Tysiąca Ruczajów. (2) Matem założony tamże w roku 17 p.r., specjalizujący się w zgłębianiu tajników sztuk walki oraz pokrewnych zagadnień.

Droga dzwoneczków: W noworthyjskim: obszerny termin obejmujący sztuki walki bronią i bez, historię wojskowości, strategię i taktykę, ściśle związane (w świecie matemowym) z deklarantami z Doliny Dzwoneczków, którzy od czasu założenia tam matemu (17 p.r.) specjalizują się w tej problematyce. Uwaga: W mowie potocznej oraz w jęz. fluksyjskim używa się czasem skrótu dron. Skrót ten podkreśla jednak aspekt bojowy drogi dzwoneczków, pomijając bardziej akademickie i biurokratyczne jej aspekty. Extramuros dron jest odmianą widowiska rozrywkowego, a także (dla tych sekularów, których uda się przekonać, żeby zaczęli ćwiczyć, zamiast po prostu się przyglądać) rodzajem szkoły.

— Słownik, wydanie czwarte, 3000 p.r.

Siedzenie w dziurze w ziemi tak mnie pochłonęło, że nie miałem pojęcia, co się wokół mnie dzieje. Odkąd jednak Jesry uświadomił mi, że moi fraa i suur ciężko pracują, zdwoiłem wysiłki zmierzające do odczytania tabliczki. Miałem na niej zapisane wszystkie siedemnaście pogodnych nocy. Kiedy nabrałem trochę wprawy, wyświetlenie zapisu z całej nocy w postaci jednego obrazu zajmowało mi około pół godziny. Za pomocą kątomierza mierzyłem następnie rozstaw linii. Zgodnie z przewidywaniami Jesry’ego niektóre ptaszki pojawiały się w większych odstępach, odzwierciedlających wyższą orbitę, ale parametry orbity dla wybranego ptaszka powtarzały się regularnie: za każdym okrążeniem, noc w noc. W związku z tym obserwacje z jednej nocy z powodzeniem wystarczyłyby do sporządzenia wstępnej wersji spisu satelitów — ale ja rzetelnie przejrzałem wszystkie siedemnaście zapisów, między innymi dlatego, że nie bardzo wiedziałem, co innego mógłbym robić. Podczas każdej wizyty w piwnicy załatwiałem jedną, rzadziej dwie noce — a nie co dzień miałem okazję tam zaglądać.