Выбрать главу

Kiedy w końcu oswoiłem się z nieprzyjemną myślą, że zostałem zdemaskowany, zaczęły mi przychodzić do głowy inne pytania. Czy to przypadek, że koszulkę z tabliczki znalazł ten sam ita, który odwiedzał Cord w hali maszyn? Doszedłem do wniosku, że albo faktycznie był to zwyczajny zbieg okoliczności, albo Sammann jest wysoko postawionym itą, odpowiedzialnym za jakieś ważne aspekty funkcjonowania gwiezdnego kręgu. Tak czy inaczej, dalsze łamanie sobie nad tym głowy nie miało sensu.

— Fy fen ita próbował fe f tobą porowumief? — spytał Lio przez opuchnięte wargi.

— To znaczy? Co miał zrobić, zakradać się nocą do matemu i podrzucać mi liściki?

Moja odpowiedź zaskoczyła Lio, który okazał to w typowy dla siebie sposób: zmienił pozycję. Chrobot kamienia o szpadel na chwilę ucichł.

— Nie, czy próbował wtedy, w czasie rzeczywistym… Na tabliczce czy… No wiesz…

— Nie, Ostogłowy, muszę ci się przyznać, że nie mam zielonego pojęcia…

— Itowie są mistrzami inwigilacji.

— Naturalnie. Jeżeli wierzysz w Twierdzenie Saunty Patagar.

Lio był chyba rozczarowany moją naiwnością: on oczywiście wierzył. Wrócił do szlifowania szpadla. Od zgrzytu kamienia o metal zęby mi wibrowały, ale doszedłem do wniosku, że powinienem raczej mieć pretensję do ewentualnych szpiegów, którzy mogliby nas podsłuchiwać.

Wyglądało na to, że mam odgrywać w Sauncie Edharze całkiem nową rolę: chronionego przez wszystkich niewiniątka.

— Powiedz mi coś — poprosiłem. — Jeżeli naprawdę inwigilują nas na każdym kroku, to chyba muszą wiedzieć wszystko o mnie i o tabliczce, prawda?

— No, chyba tak…

— To dlaczego nic nie robią? Nie wydaje mi się, żeby Spelikon i Trestanas mieli do mnie słabość.

— Mimo to nie jestem zaskoczony. Nie ma w tym nic dziwnego.

— Jak to?

Zawahał się — dostatecznie długo, żebym mógł sobie pomyśleć, że wymyśla odpowiedź na poczekaniu. Zanurzył osełkę w wodzie.

— Itowie na pewno nie mówią Regulatorce wszystkiego, co wiedzą; Trestanas musiałaby przesiadywać z nimi od rana do wieczora, żeby przyswoić tyle informacji. Sami podejmują decyzję, co przekazać dalej, a co zachować dla siebie.

Słowa Lio odkrywały przede mną mnogość niezwykle interesujących scenariuszy, których analiza zabrałaby mi sporo czasu. Nie chciałem stać nad rzeką z rozdziawionymi ustami (dość się już tak nastałem), schyliłem się więc i podniosłem szpadel. Widząc, że ostrzejszy już nie będzie, rozejrzałem się w poszukiwaniu kępy kolcojagód, którą mógłbym zmasakrować. Nie szukałem długo. Kiedy ruszyłem w jej stronę, Lio podążył za mną.

— Gdyby tak było, na itach spoczywałaby ogromna odpowiedzialność — zauważyłem.

Podniosłem szpadel i z całej siły dźgnąłem nim korzenie krzewów kolcojagód. Przeciąłem kilkanaście z nich. Znakomicie.

— Możemy chyba założyć, że są nie mniej inteligentni od nas, prawda? Przecież żyją z tego, że obsługują skomplikowane urządzenia syntaktyczne! Stworzyli Retikulum. Wiedzą doskonale, że wiedza to władza. Kierując się strategią i taktyką przy wyborze tego, co powiedzieć, a co przemilczeć, osiągają zamierzone cele.

Przetrawiając jego słowa, zgładziłem jard kwadratowy kolcojagód.

— Chcesz powiedzieć, że istnieje cały wielki świat polityki itów i hierarchów, o którym kompletnie nic nie wiemy.

— Z pewnością. Inaczej nie byliby ludźmi — odparł Lio i zaatakował mnie transkwestacją hipotrochijną, czyli zmienił temat w taki sposób, jakby kwestia sporna została rozstrzygnięta, i to na jego korzyść: — Wróćmy do mojego pytania: czy Sammann na tabliczce robi coś, żeby przekazać ci wiadomość? Czy chociaż daje ci do zrozumienia, że wie, że jego obraz jest rejestrowany?

Wyrzucił osełkę do rzeki.

Poprawna odpowiedź na transkwestację hipotrochijną brzmiała Zaraz, nie tak prędko!, ale Lio zadał tak interesujące pytanie, że postanowiłem mu odpuścić.

— Nie wiem — przyznałem po długiej chwili, która upłynęła mi na przyjemnym maltretowaniu kolcojagód. — Ale mierzenie wycinków tortu już mi się znudziło, a ponieważ i tak nie wiem, czego jeszcze mógłbym szukać, sprawdzę to, co mówisz.

* * *

Niestety, przez prawie tydzień nie udało mi się zajrzeć do piwnicy. Koncent przygotowywał się do obchodów równonocy i musiałem uczestniczyć w próbach śpiewu. Wojna chwastów weszła w fazę wymagającą sporządzenia co najmniej jednego szkicu. Musiałem się zająć obsadzeniem i obsianiem swojego kłębu. A kiedy wreszcie miałem chwilę dla siebie, w Fundzie Shufa zawsze kręcił się ktoś obcy. Stała się modna.

— Trzeba uważać, o co się prosi — poskarżył mi się Arsibalt pewnego popołudnia. Pomagałem mu przenosić rozmontowany ul do warsztatu. — Zaprosiłem wszystkich do korzystania z Fundy i mam za swoje: zwalili mi się na głowę i nie mam gdzie pracować.

— Ja też nie.

— A teraz jeszcze to! — Wziął do ręki szpachelkę, zupełnie nieprzydatną do tej roboty, i z roztargnieniem zaczął skubać nadpróchniały rożek ramy ula. — Katastrofa!

— Znasz się na stolarce?

— Nie.

— A na metateorycznych pracach fraa Paphlagona?

— A i owszem. Wydaje mi się, że Orolo chciał, żebyśmy się z nimi zapoznali.

— Skąd ten pomysł?

— Pamiętasz nasz ostatni dialog?

— O różowych smokach pierdzących gazem paraliżującym? Takich rzeczy się nie zapomina.

— Zanim go spiszemy, musimy mu wymyślić jakiś dostojniejszy tytuł. — Arsibalt się skrzywił. — Ale mniejsza z tym. Moim zdaniem Orolo próbował podsunąć nam do przemyślenia pewne idee, które jego nauczyciel uważał… nadal uważa za istotne.

— W takim razie to dziwne, że nie wspomniał o samym Paphlagonie — zauważyłem. — Pamiętam, że przewinęło się imię saunta Evenedryka, coś o jego późnych pracach, ale…

— Jedno z drugim się wiąże. Orolo wiedział, że w swoim czasie dotrzemy i do Paphlagona.

— Ty dotarłeś… O czym pisze?

Wydawało mi się, że to rozsądne pytanie, ale Arsibalt pokręcił głową.

— O tym, za co proceńczycy nas nie lubią.

— To znaczy… o Hylaejskim Świecie Teorycznym?

— Oni tak by to właśnie nazwali, protekcjonalnie sugerując, że jesteśmy naiwni. Ale idea HŚT rozwija się co najmniej od czasów Protasa i metateoryka stała się niezwykle skomplikowana. Można by powiedzieć, że prace Paphlagona tak się mają do klasycznej myśli proceńskiej, jak nowoczesna teoria grup do rachowania na palcach.

— Ale nadal się z nią wiążą?

— Naturalnie.

— Przypomina mi się moja rozmowa z tym inkwizytorem…

— Varaksem?

— Mhm. Zastanawiam się, czy jego zainteresowanie tym tematem…

— Poprawka: jego interesowało tylko to, czy my się nim interesujemy.

— No tak. Czy można to uznać za potwierdzenie autentyczności Hipotetycznego Interesującego Fida Suur Aculoi?

— Moim zdaniem powinniśmy zachować powściągliwość w domysłach na temat HIFSA, dopóki suur Tulia nie znajdzie dowodów jego istnienia. W przeciwnym razie zapuścimy się w gąszcz spekulacji, które nie wytrzymałyby próby Grabi.

— A gdybyś tak przestał mi powtarzać to, co wiem i bez twoich podpowiedzi… Masz jakiś pomysł, dlaczego ktoś w Saeculum miałby uznać, że prace Paphlagona mają jakieś praktyczne znaczenie?

— Mam. I powiem ci, jeśli naprawisz mi ten ul.

* * *