– Oczywiście, Jiro, jestem tego świadom. Przecież i u mnie w pracy trwało nieustające współzawodnictwo. Zbyt dobrze to wszystko znam. Bywa, że zaszczyt przypada w udziale tym, którzy właściwie nie powinni nawet być rozpatrywani jako konkurenci. Lecz coś takiego nie może cię zniechęcać. Nie ustawaj w wysiłkach, a na końcu zatriumfujesz. A teraz może skończylibyśmy partię?
Mój mąż rzucił okiem na szachownicę, lecz nie wykonał żadnego ruchu w jej kierunku.
– Był ojciec o krok od zwycięstwa, o ile mnie pamięć nie myli – powiedział.
– Cóż, znalazłeś się w kłopotliwym położeniu, lecz nie jest to sytuacja bez wyjścia. Pamiętasz, Jiro, początki naszej nauki, kiedy ostrzegałem cię, byś zbyt wcześnie nie ruszał wież? Tymczasem wciąż popełniasz ten sam błąd. Widzisz?
– Tak, wieże. Ma ojciec rację.
– A tak nawiasem mówiąc, Jiro, nie wydaje mi się, byś planował swoje posunięcia. Pamiętasz, ile trudu kosztowało mnie nauczenie cię planowania trzech ruchów naprzód? Nie odnoszę jednak wrażenia, byś robił coś takiego.
– Trzy ruchy naprzód? Nie, chyba nie. Nie uważam się za takiego eksperta w tej materii jak ojciec. W każdym razie możemy powiedzieć, że ojciec wygrał.
– Cóż, Jiro, już na samym początku partii stało się boleśnie oczywiste, że zupełnie nie przemyśliwujesz swoich posunięć. Jak często mam ci to powtarzać? Dobry szachista musi myśleć naprzód, przynajmniej trzy ruchy naprzód.
– Tak, ma ojciec rację.
– Na przykład powiedz mi, dlaczego postawiłeś tu skoczka? Spójrz, Jiro, ty przecież nawet nie patrzysz. Czy pamiętasz, czemu go tutaj postawiłeś?
Jiro rzucił wzrokiem na szachownicę.
– Jeśli mam być zupełnie szczery, to nie pamiętam – wyznał. – Najwyraźniej jednak miałem wtedy jakiś istotny powód.
– Istotny powód? Cóż za nonsens, Jiro. Przez pierwszych kilka ruchów myślałeś naprzód, to dało się zauważyć. Wtedy realizowałeś pewną strategię. Jednak gdy pokrzyżowałem ci szyki, poddałeś się i zacząłeś przewidywać tylko jeden ruch. Czyż nie pamiętasz, co zawsze ci powtarzałem? Gra w szachy polega na realizacji przemyślanej strategii. Polega na tym, że nie poddajemy się, gdy przeciwnik krzyżuje nam szyki, lecz bezzwłocznie obieramy nową strategię. Partia nie kończy się w chwili, gdy król jest przyparty do muru. Jej los jest przesądzony w momencie, gdy gracz rozpoczyna chaotyczne posunięcia. Gdy wszyscy jego żołnierze są w rozsypce, gdy nie mają wspólnego celu i myślą tylko o najbliższym ruchu: to właśnie oznacza klęskę.
– Dobrze, ojcze, zgadzam się. Przegrałem. I myślę, że możemy o tym zapomnieć. Ogata-san spojrzał na mnie, a potem na Jira.
– Poczekaj, co to w ogóle jest za rozmowa? Cały dzień bardzo uważnie studiowałem szachownicę i widzę, że masz aż trzy możliwości wyjścia z opresji.
Mój mąż opuścił gazetę.
– Proszę o wybaczenie, jeśli się mylę – rzekł – lecz ojciec powiedział właśnie przed chwilą, że gracz, który nie potrafi realizować przemyślanej strategii, jest skazany na klęskę. I ma ojciec rację, ja cały czas myślę jeden ruch naprzód, więc chyba nie ma sensu tego dalej ciągnąć. Teraz ojciec wybaczy, lecz chciałbym doczytać ten artykuł do końca.
– Ależ, Jiro, to jest czysty defetyzm. Powtarzam ci, że nie jesteś wcale skazany na klęskę. Musisz teraz zaplanować swoje posunięcia, aby nie ulec i znowu stanąć w szranki. Jiro, już kiedy byłeś dzieckiem, wyczuwałem u ciebie skłonności defetystyczne. Miałem nadzieję, że udało mi się to z ciebie wykorzenić, lecz widzę, że się myliłem.
– Ojciec wybaczy, lecz nie wiem, co to wszystko ma wspólnego z defetyzmem. To przecież zwyczajna partia…
– Być może jest to jedynie zwykła partia. Jednak ojciec dobrze widzi, co drzemie w jego synu. Ojciec umie rozpoznać te niepożądane skłonności w momencie, gdy się pojawiają. Nie jest to coś, z czego mógłbym być dumny, Jiro. Gdy tylko pokrzyżowałem ci szyki, natychmiast się poddałeś. A teraz, gdy jesteś zmuszony do przejścia do defensywy, dąsasz się i nie chcesz dalej grać. Tak samo się zachowywałeś, gdy miałeś dziewięć lat.
– Ojcze, to naprawdę jest nonsens. Mam ciekawsze zajęcia niż myślenie cały dzień o szachach. – Jiro wypowiedział te słowa podniesionym głosem i przez chwilę Ogata-san wyglądał na nieco zaskoczonego. – Dobrze ojcu mówić – ciągnął mój mąż. – Ojciec ma cały dzień na przemyśliwanie tych swoich strategii i taktycznych posunięć. Ja naprawdę znam ciekawsze sposoby spędzania czasu.
Wypowiedziawszy te słowa, mój mąż na powrót zagłębił się w lekturze swojej gazety. Jego ojciec patrzył na niego ze zdumieniem. Na koniec Ogata-san wybuchnął śmiechem.
– Daj spokój, Jiro – powiedział. – Krzyczymy na siebie jak przekupki. – Znów się zaśmiał. – Zupełnie jak przekupki.
Jiro nie przerwał czytania. – Daj spokój, Jiro. Skończmy tę kłótnię. Jeśli nie chcesz skończyć tej partii, to jej nie kończmy. Mój mąż wciąż udawał, że nic nie słyszy. Ogata-san znów się zaśmiał.
– No dobrze, wygrałeś. Nie będziemy już grać. Pozwól tylko, że pokażę ci, jak mogłeś wyjść z tej opresji. Mogłeś zrobić trzy rzeczy. Pierwsza wersja jest najprostsza i gdybyś ją zastosował, niewiele mógłbym zrobić. Patrz, Jiro, spójrz tutaj. Jiro, patrz, pokazuję ci coś. Mój mąż nadal ignorował ojca. Na jego twarzy widać było ogromne skupienie. Odwrócił stronę i czytał dalej. Ogata-san pokiwał głową i cicho się zaśmiał.
– Zupełnie jak w dzieciństwie. Gdy coś się mu nie udaje, zaczyna się dąsać i nic nie można z nim zrobić. – Spojrzał w moją stronę i zaśmiał się dość dziwnie. Potem odwrócił się do swego syna. – Jiro, spójrz tylko. Niech ci przynajmniej pokażę. To dziecinnie proste.
Całkiem niespodziewanie mój mąż cisnął gazetę i wykonał ruch w kierunku swojego ojca. Nie ulegało wątpliwości, iż zamierzał strącić na podłogę szachownicę wraz z figurami. Jednakże uczynił to niezdarnie i nim zdążył dosięgnąć szachownicy, zahaczył nogą o imbryk. Naczynie przewróciło się, pokrywka spadła, a herbata wylała się wartką strugą na tatami. Jiro, nie wiedząc, co się stało, obejrzał się ze zdziwieniem na rozlaną herbatę. Później rzucił wściekłe spojrzenie na szachownicę. Widok figur, nadal stojących na swoich miejscach, wywołał w nim jeszcze większy gniew i przez chwilę zdawało mi się, że jeszcze raz spróbuje je strącić. Zerwał się na równe nogi, chwycił gwałtownie swoją gazetę i bez słowa wyszedł z pokoju.
Podbiegłam szybko do miejsca, gdzie rozlała się herbata Płyn zdążył już częściowo wsiąknąć w poduszkę, na której siedział Jiro. Przesunęłam ją i otarłam rąbkiem fartucha.
– Nie zmienił się ani trochę – powiedział Ogata-san. W oczach błysnął mu cień uśmiechu. – Dzieci dorastają, lecz pozostają dziećmi.
Poszłam do kuchni po ścierkę. Gdy wróciłam, Ogata-san siedział na tym samym miejscu, a w jego oczach nadal czaił się uśmiech. Przyglądał się kałuży na tatami i wyglądał na zamyślonego. Zdawał się tak bardzo pochłonięty widokiem rozlanej herbaty, że zawahałam się, nim przyklęknęłam, by ją wytrzeć.
– Nie denerwuj się tym, Etsuko – rzekł w końcu. -Takie rzeczy nie powinny cię denerwować.
– Wiem – odparłam, nie przerywając wycierania tatami.
– Myślę, że można by niedługo pójść spać. Czasem dobrze jest zakończyć wcześniej dzień.
– Tak.
– Nie możesz się tym denerwować, Etsuko. Zobaczysz, do jutra Jiro o wszystkim zapomni. Dobrze pamiętam te jego zachowania. Szczerze mówiąc, gdy widzę coś takiego, ogarnia mnie nostalgia. Od razu przypominają mi się czasy, kiedy był mały. Tak, to wystarczy, by obudzić wspomnienia.