Za oknem zrobiło się już prawie jasno. Gdzieś przy oknie śpiewał samotny ptak.
– Twój ojciec bywał czasami zbyt wielkim idealistą. Widzisz, on wtedy sądził, że nie jest w stanie zapewnić jej tutaj szczęśliwego życia. – Niki wzruszyła ramionami. Obserwowałam ją jeszcze przez chwilę, po czym dodałam: – Wiesz, Niki, ja wiedziałam od początku. Wiedziałam od początku, że ona nie będzie tu szczęśliwa. Mimo to jednak zdecydowałam się ją tu przywieźć. Moja córka zastanawiała się przez moment.
– Nie wygłupiaj się – powiedziała, odwracając się do mnie. – Jak mogłaś wiedzieć? Zrobiłaś dla niej wszystko, co mogłaś. Jesteś ostatnią osobą, która może się o cokolwiek obwiniać.
Milczałam. Jej nie umalowana twarz wyglądała niezwykle młodo. – Tak czy inaczej, czasami trzeba podjąć ryzyko. Postąpiłaś słusznie. Trudno przecież patrzeć, jak życie przecieka przez palce – rzekła.
Odstawiłam filiżankę z kawą i pobiegłam spojrzeniem do ogrodu. Nic nie zapowiadało deszczu, a niebo było czystsze niż w poprzednie poranki.
– To by była głupota, gdybyś poddała się biegowi wydarzeń i została tam, gdzie byłaś. A tak przynajmniej zdobyłaś się na jakiś krok – stwierdziła moja córka.
– No dobrze. A teraz zmieńmy temat.
– Ludzie tak głupio marnują swoje życie.
– Zmieńmy temat – powiedziałam twardo. – Nie ma sensu wracać do tego wszystkiego.
Niki znów się odwróciła. Siedziałyśmy chwilę w milczeniu. Potem wstałam i podeszłam do okna.
– Ranek dziś znacznie ładniejszy. Może wyjdzie słońce. Jeśli tak, Niki, to możemy wybrać się na przechadzkę. Dobrze nam to zrobi.
– Pewnie tak – odrzekła niewyraźnie.
Gdy wychodziłam z pokoju, moja córka wciąż siedziała na krześle, z podbródkiem opartym na dłoni, i spoglądała pustym wzrokiem na ogród.
Gdy zadzwonił telefon, Niki i ja kończyłyśmy śniadanie w kuchni. W ciągu ostatnich kilku dni telefonowało do niej tyle osób, że gdy poszła go odebrać, uznałam to za rzecz naturalną. Kiedy wróciła, jej kawa zdążyła już wystygnąć.
– Znów twoi przyjaciele? – spytałam. Kiwnęła głową i poszła włączyć czajnik.
– Okazuje się, mamo, że muszę wracać dziś po południu. Nie gniewasz się? – Stała z czajnikiem w jednej ręce, drugą rękę oparłszy na biodrze.
– Oczywiście, że nie. Bardzo mi miło, że chciałaś do mnie przyjechać.
– Zjawię się u ciebie niedługo. Ale teraz naprawdę muszę wracać.
– Niepotrzebnie się tłumaczysz. Najważniejsze jest to, że żyjesz teraz swoim własnym życiem. – Odwróciła się, czekając, aż woda zacznie wrzeć. Okna nad zlewozmywakiem były lekko zaparowane, lecz na zewnątrz świeciło słońce. Niki nalała sobie kawy, po czym siadła przy stole. – Jeszcze jedno, mamo – powiedziała. – Ta koleżanka, o której ci mówiłam, ta, która pisze o tobie wiersz…
Uśmiechnęłam się.
– Ach tak, twoja koleżanka.
– Prosiła mnie, żebym przywiozła jej jakieś zdjęcie. Zdjęcie Nagasaki. Masz coś takiego? Może jakąś starą widokówkę?
- Sądzę, że coś znajdę. Cóż za absurd. – Roześmiałam się. – A co ona może o mnie pisać?
– Ona jest naprawdę dobrą poetką. Wiele już przeszła. Dlatego właśnie ci o niej mówiłam.
– Jestem pewna, że napisze wspaniały wiersz, Niki.
– Jakąś starą widokówkę, cokolwiek. Żeby mogła zobaczyć, jak to wszystko wyglądało.
– Wiesz co, Niki, nie wiem, jak to będzie. Ma tam być widać, jak wszystko wyglądało, prawda?
– Wiesz, o co mi chodzi.
Znów się zaśmiałam.
– Poszukam później.
Niki wzięła posmarowaną wcześniej grzankę i zaczęła zdrapywać z niej część masła. Moja córka była chuda od dziecka i ubawiła mnie myśl, iż może się obawiać, że przytyje. Obserwowałam ją przez chwilę.
– Wiesz – stwierdziłam w końcu – szkoda, że dzisiaj wyjeżdżasz. Miałam ci zaproponować wyjście do kina dziś wieczór.
- Do kina? A co grają?
– Nie wiem, jakie filmy można w dzisiejszych czasach oglądać w kinie. Liczyłam, że ty wiesz coś więcej na ten temat.
– Prawdę mówiąc, mamo, już całe wieki nie byłyśmy razem w kinie, prawda? Chyba od czasu, gdy byłam mała. – Niki uśmiechnęła się i przez moment jej twarz przypominała twarz dziecka. Potem odłożyła nóż i wbiła wzrok w swoją filiżankę. – Ja też nie chodzę często do kina. W Londynie wyświetlają masę filmów, ale rzadko wybieramy się na cokolwiek.
– Cóż, jeśli wolisz, jest jeszcze do wyboru teatr. Teraz autobus zawozi cię pod sam gmach. Nie wiem, co obecnie grają, lecz możemy sprawdzić. Czy ta gazeta za tobą to lokalna?
– Wiesz co, mamo, dajmy temu spokój. Nie ma sensu.
– Wydaje mi się, że czasami grają całkiem dobre sztuki. Niektóre współczesne. To będzie w gazecie.
– Naprawdę nie ma sensu, mamo. I tak dzisiaj muszę wracać. Chętnie bym została, lecz naprawdę muszę jechać.
– Oczywiście, Niki, nie musisz się tłumaczyć. -Uśmiechnęłam się do niej. – Szczerze mówiąc, świadomość, że masz dobrych przyjaciół, z którymi dobrze się czujesz, jest dla mnie wielką pociechą. Zawsze możesz przyjechać tutaj z nimi.
– Tak, mamo, dziękuję ci.
Wolny pokój, który Niki sobie wybrała, był mały i pusty; owego dnia rozświetlały go promienie słońca.
– Czy coś takiego wystarczy? – spytałam, stając w progu.
Niki pakowała leżącą na łóżku walizkę i rzuciła tylko okiem na znaleziony przeze mnie kalendarz.
– Tak, świetne – odparła.
Weszłam do pokoju. Z okna widać było sad i równe rzędy młodych drzewek. Kalendarz miał kiedyś zdjęcie na każdy miesiąc, lecz wszystkie kartki, poza ostatnią, zostały zerwane. Przez chwilę przyglądałam się ocalałej fotografii.
– Nie dawaj mi niczego ważnego – powiedziała Niki. – Jeżeli nie masz nic, to nie ma znaczenia.
Zaśmiałam się i położyłam zdjęcie na łóżku obok innych jej rzeczy.
– To tylko stary kalendarz, nic więcej. Nie mam pojęcia, dlaczego go trzymałam.
Niki wsunęła kosmyk włosów za ucho, po czym powróciła do pakowania.
– Przypuszczam, że jeszcze przez jakiś czas pomieszkasz w Londynie – odezwałam się w końcu. Wzruszyła ramionami.
– Całkiem mi tam dobrze.
– Musisz przekazać swoim przyjaciołom moje najlepsze pozdrowienia. – W porządku, przekażę. - I Davidowi. Tak ma na imię, prawda? Znów wzruszyła ramionami, lecz nie odezwała się ani słowem. Przywiozła ze sobą trzy pary wysokich butów i teraz bez powodzenia usiłowała upchnąć je w walizce.
– Przypuszczam, Niki, że jeszcze nie zamierzasz wychodzić za mąż?
– A po cóż miałabym wychodzić za mąż? – Tak tylko pytam.
– Dlaczego miałabym wychodzić za mąż? W jakim celu?
– Zamierzasz po prostu mieszkać w Londynie, prawda? – Cóż, dlaczego miałabym wychodzić za mąż? To taka głupota, mamo. – Zwinęła kalendarz i schowała go. – Tyle kobiet daje się ogłupić. Wydaje im się, że najważniejszą rzeczą w życiu jest wyjść za mąż i mieć czeredę dzieciaków.
Nie spuszczałam z niej wzroku. Potem powiedziałam:
- Koniec końców, Niki, do tego wszystko się sprowadza.
– Na Boga, mamo, jest mnóstwo rzeczy, które mogę robić. Nie chcę być gdzieś uwiązana z mężem i bandą wrzeszczących dzieciaków. A czemu tak nagle zaczęłaś o to pytać? – Wieko walizki nie chciało się domknąć. Docisnęła je niecierpliwie.