– Tutaj?
– Tutaj nie, wszędzie. Zaczęło się przed godziną, ale o nas przypomniano sobie dopiero teraz.
– Co robimy? – zapytał kapitan Vogt.
– A co możemy zrobić? Znajdujemy się w pułapce. Nie wypłyniemy stąd przed upływem ośmiu godzin. Cholera, tak niewiele brakuje nam do szczęścia. Rób swoje, Vogt, według instrukcji! Ja wyprowadzę państwa…
– Proszę się nami nie zajmować – zaoponowała Maggi. Nie będziemy przeszkadzać…
Jej wypowiedź przerwało zjawienie się kilku nowych oficerów.
– Cała załoga ma wrócić na pokład? – zapytał jeden z przybyłych.
Pionowa zmarszczka niczym kilwater przecięła czoło komandora.
– Nieee. Tylko ochrona, obsługa rakietowa i wachta! W najgorszym wypadku zatopimy jednostkę.
– Instrukcja mówi o zdetonowaniu – zaoponował tęgi oficer.
– Ale na pełnym morzu, a nie na gęsto zamieszkanym atolu, zresztą nie przypuszczam, żeby naprawdę coś nam groziło. Nikt nie wie, że tu jesteśmy.
– Wywiady wiedzą!
– Mamy stałą łączność z samolotami wczesnego ostrzegania i zwiadem kosmicznym, więc jakikolwiek ruch na Pacyfiku zostanie nam zasygnalizowany i będziemy mieli co najmniej kwadrans na podjęcie decyzji. Na razie proponuję jedynie uruchomić maszyny. I spokój, spokój. A my chodźmy – tu zwrócił się do gości – panno Barbaro, co pani jest?
Nim ktokolwiek zdążył zareagować, nogi ugięły się pod Maggi i osunęła się na podłogę.
– Zemdlała! – krzyknął Ziegler – i nerwowo sięgnął do piersiówki.
– Vogt, co się gapisz, lekarza! – zawołał komandor klękając przy zemdlonej, okropnie pobladłej dziewczynie. Szelma pomyślał Ziegler – świetnie to zrobiła – chociaż zatrzymanie oddechu i doprowadzenie do autoomdlenia jest elementem dywersanckiego “abc" dla naśladowczyń Maty Hari.
– Przenieście ją – komenderował Bowling – gdzie nosze?
– Zaraz będą – odkrzyknął ktoś z załogi.
– Proponuję – wtrącił się Roy – położyć ją gdzieś tutaj, nosze zablokują wam trap, a tam zdaje się okropny ruch.
– Racja – zgodził się komandor – wyniesiemy ją. jak się trochę uspokoi.
– Będę przy niej czuwał – zaofiarował się profesor.
Lekarz znajdował się na lądzie i zanim przybył upłynęło sporo czasu. Z kabiny łącznościowców dochodziły tymczasem sprzeczne meldunki, które uzupełniane nasłuchem cywilnych stacji radiowych, dawały obraz kompletnego chaosu opanowującego ościenne kontynenty. Ogłoszono wnet i alarm drugiego stopnia, co spowodowało automatyczne odblokowanie kluczy głowicowych, choć równocześnie poufne szyfrogramy uspokajały: “Szefostwa Mocarstw są w stałym kontakcie, to tylko zabezpieczenie. Wojny nie będzie". Potem mieli ciekawy telefon z dowództwa Pacyfiku. Sztab dopytywał się o funkcjonowanie pokładowego reaktora.
– A jak ma działać? W porządku! – odpowiedział Bowling.
Zjawił się lekarz, stwierdzając, że pasażerka odzyskała przytomność.
Jedynie mocny szok, wszystko będzie w porządku – padła diagnoza.
– Można już przenieść ją na ląd?
– Nie ma takiej potrzeby, za pół godziny zejdzie na własnych nogach.
Jednak nikomu z załogi nie dane było doczekać tej półgodziny. Bowling meldował właśnie po raz kolejny, że wszystko w porządku i bezskutecznie usiłował dowiedzieć się od swych szefów z Pearl Harbour czy istnieją jeszcze Stany Zjednoczone, gdy z wnętrza łodzi rozległ się pomruk detonacji. Zawył brzęczyk alarmowy. Z dolnych korytarzy zaczął dobywać się gęsty, bury dym. Jednocześnie zagrały jakieś gwizdki, zaiskrzyły lampki.
– Radioaktywny wyciek! – krzyknął oficer dyżurny – i pożar na dolnym pokładzie!
– Spokojnie – dyrygował Bowling – założyć maski, odzież ochronną, gasić!
Czy było tylko jedno źródło dymu – trudno orzec, dla patrzących z lądu cała łódź okryła się gęstą pierzyną brudnej mgły.
Bowling kaszląc wydał polecenie odpłynięcia jak najdalej od brzegu, ku nie zamieszkanej części laguny. W ogólnym zamieszaniu nikt nie zauważył pięciu postaci, które spod wody wgramoliły się na pokład. Wszystkie one niezwłocznie nałożyły maski przeciwgazowe…
Zarówno Maria Bernini, jak pastor Lindorf i Tardi. dotarli do Miami jeszcze przed alarmem. Zdążyli już jednak doświadczyć jego skutków. Nowego przewodniczącego Konwentu awaria energetyczna uwięziła w windzie między piętrami, co nie jest rzeczą najprzyjemniejszą dla chorego na klaustrofobię. Pannie Bernini odcięcie prądu zmazało całość referatu wpisywanego w pamięć komputera przed puszczeniem go na drukarkę.
– Dobrze, że chociaż wiem, co chciałam powiedzieć, mamrotała Włoszka, sięgając z niechęcią po długopis i notatnik. Tardi w dyżurującym banku dowiedział się, że powaga sytuacji zmusza giełdę do wstrzymania wszelkich manipulacji finansowych aż do wyjaśnienia. Poufnie mówiono o niewiarygodnie dużym skoku złota, przy spadku wszystkich walut z wyjątkiem dolara australijskiego – może giełdziarze przypuszczali, że kataklizm ominie ten kontynent?
Jakiś dziennikarz z “Washington Post" spędzający urlop na Florydzie, przelazł balkonem do pokoju Marii i nie zwracając uwagi na jej skąpy peniuar zasypał Włoszkę gradem pytań, sprowadzających się do jednego:
– Co będzie?
– Dlaczego zwraca się pan do mnie z tą kwestią? – zdziwiła się Pierwsza Dama Ekologii – nie jestem Sybillą.
– Czuję w tym waszą rękę! Zapowiadaliście Wielką Zmianę! I dziwię się, że ci durnie z Waszyngtonu i innych stolic niczego nie kojarzą. Gdyby ode mnie zależało, przymknąłbym was wszystkich i wycisnął… – Dzięki Bogu jesteśmy w wolnym kraju, a pańscy koledzy chętniej obalają prezydentów. niż mówią gorzkie prawdy swemu społeczeństwu zripostowała ekolożka.
– Wróćmy do tematu. Co będzie jutro? Co wyłoni się z tego chaosu?
– Nie wiem.
– Nie chce pani mówić przed czasem? Świetnie. Proszę przvnajmniej obiecać, że będę pierwszy, któremu udzieli pani wywiadu, kiedy już będzie można…
– To prędzej.
– Kiedy mam wpaść z magnetofonem. Jutro rano?
– Powiedzmy – za trzy godziny.
Do końca akcji pozostał zaledwie kwadrans – na neutralizację czekało kilka obiektów z południowego Pacyfiku i Australii. Północna półkula była już czysta, tak jakby nikt nigdy nie odkrył promieniotwórczości, kiedy Lee Grani nadal do Denninghama niepokojący meldunek:
– Chyba się już zorientowali – zażądali wyjaśnień i rozmowy z całą obsadą Californii.
– A nasi?
– Grają na zwłokę…
– Czy możliwe jest wykrycie promieni kappa?
– Aktualnie posiadanym sprzętem wykluczone, ale jest dostatecznie dużo danych, by California znalazła się na czele listy podejrzanych.
– Jakie przewidujesz działanie?
– Wiem. że uruchamia się programy zmierzające do zniszczenia obiektu. Nasz ośrodek jest cały czas w kontaktach z Camp David… Czekamy na decyzję prezydenta.
– Możesz dać nam bezpośrednią łączność z orbitą?
– Mogę, ale wówczas sam będę musiał się ewakuować. W kwadrans złamią moje szyfry i rozpracują nasze dekodery. A przede wszystkim dotrą do mnie.
– Konspiracja nie będzie już potrzebna. Dawaj mi ich.
Po minucie Denningham ma bezpośrednią łączność z SiUestrim.
– Kończycie? – brzmi zakodowane pytanie.
– Tak.
– Musicie przygotować się do ewakuacji. Kiedy postawią wam ultimatum, zejdziecie do promu, zapowiadając opuszczenie laboratorium orbitalnego.
– Nie zdążymy wyrzucić emitora.
– Zostawcie na pokładzie ładunek z nastawionym zapalnikiem. Kiedy prom odbije, zgadzajcie się na wszystkie żądania władz. Jeśli będziecie żywi, to nawet jeśli chwilowo was aresztują, wyciągniemy was.