— Tak być nie powinno — stwierdził Stary Mędrzec. — Długo żyliśmy bez żadnych trosk w jedynym prawdziwym raju. Byłoby lepiej, gdybyśmy wszyscy umarli.
— Dla mnie nie ma nic gorszego od świadomości, że wkrótce muszę umrzeć — odparło stanowczo ostatnie Dziecko Mroku.
Coś, co do tej pory spowijało świat, znikło w okamgnieniu. Rzeka i mgła, roztańczeni ludzie z łąkomorza i rozśpiewany Ostatni Głos, a także więźniowie nic się nie zmienili, ale to, co znikło, było ogromne, a Stąpający po Piasku wcześniej nigdy tego nie zauważył, ponieważ było zawsze, teraz zaś za nic nie mógł sobie przypomnieć, jak wyglądało. Niebo się otworzyło, nic już nie oddzielało ptaków od słońca; mgła, która kłębiła się wokół Ostatniego Głosu, bez trudu mogłaby dotrzeć nawet do Kobiety o Płonących Włosach. Stąpający spojrzał na ostatniego z Dzieci Mroku i spostrzegł, że tamten płacze, choć nie pozostała mu już ani jedna łza. Sam czuł się tak samo.
— Matko, jaki kolor mają moje oczy? — spytał Rozkołysane Gałęzie Cedru.
— Zielony — odparła. — W tym świetle wyglądają jak szare, ale są zielone. Taki właśnie kolor powinny mieć oczy.
— Zielony… — wyszeptały za jej plecami Siedem Oczekujących Dziewcząt i Słodkousta.
— Oczy Różowych Motyli też są zielone — dodała Rozkołysane Gałęzie Cedru.
Chwilę potem, prześwitując przez mgłę czerwienią zaschniętej krwi, wysoko w górze na północy, tam gdzie Ocean wił się niczym węgorz pod szarym niebem, pojawiła się maleńka iskierka. Stąpający po Piasku dostrzegł ją jako pierwszy. W miarę jak rosła i rozpalała się coraz bardziej, po wodzie niósł się przybierający na sile świst i pomruk. Jedna z tańczących na brzegu kobiet wrzasnęła przeraźliwie i wyciągnęła rękę w kierunku ognistej rozmazanej plamy, która z przeraźliwym syczeniem spadała z nieba. Dźwięk ten bardzo przypominał odgłos, z jakim błyskawica zabija drzewo. Do pierwszej dołączyły dwie kolejne krwistoczerwone gwiazdy. Ich lotowi towarzyszyło potępieńcze wycie przerażonych ludzi, a kiedy wreszcie runęły do wody, mieszkańcy łąkomorza rzucili się do panicznej ucieczki. Słodkousta i Siedem Oczekujących Dziewcząt ukryły twarze na piersi Stąpającego. Strażnicy umykali co sił w nogach, w biegu pozbywając się trawiastych ozdób.
Pozostał tylko Ostatni Głos. Umilkł, lecz nie uciekł. Stąpającemu zdawało się, że widzi w jego oczach rozpacz wyczerpanego zwierzęcia, które wreszcie zatrzymuje się, odwraca i obnaża gardło przed ścigającym je drapieżnikiem.
— Chodźmy — powiedział Stąpający po Piasku. Odepchnął dziewczęta i ujął matkę za ramię, lecz tuż przy jego uchu rozległ się szept Starego Mędrca:
— Nie.
Ktoś się zbliżał, głośno rozchlapując wodę. Był to Wschodni Wiatr.
— Uciekłeś — powiedział na jego widok Ostatni Głos.
— Tylko na chwilę — odparł zawstydzony Wschodni Wiatr. — Potem sobie przypomniałem.
— Nie powiem już nic więcej — oświadczył Ostatni Głos, po czym odwrócił się do nich plecami i zapatrzył na Ocean.
— Odchodzimy — powiedział Stąpający. — Nie próbuj nas powstrzymać.
— Zaczekajcie! — Wschodni Wiatr spojrzał błagalnie na Rozkołysane Gałęzie Cedru. — Powiedz mu, żeby zaczekał.
— On też jest moim synem… — wyszeptała. — Zaczekaj.
Stąpający wzruszył ramionami, a następnie zapytał z goryczą:
— Czego od nas chcesz, bracie?
— To sprawa dla mężczyzn, nie dla kobiet ani nie dla takich jak on — wskazał na ostatnie Dziecko Mroku. — Niech wejdą na brzeg i ruszą w górę rzeki. Daję słowo, że nikt nie będzie ich zatrzymywał.
Kobiety nie protestowały, ale ostatnie Dziecko Mroku powiedziało tylko:
— Zaczekam na brzegu.
Wschodniemu Wiatrowi nie pozostało nic innego jak potulnie skinąć głową.
— A teraz, bracie — zwrócił się do niego Stąpający po Piasku, kiedy zostali sami — może mi powiesz, co się dzieje?
— Dopóki gwiazdy pozostają na swoich miejscach, gwiezdny wędrowiec może sądzić ludzi. Kiedy jednak gwiazdy spadają, rzeka musi napić się jego krwi, żeby zapomnieć. To zadanie dla jego ucznia, któremu pomagają ci, co akurat są w pobliżu.
Stąpający spojrzał na niego z pytaniem w oczach.
— Potrafię uderzyć, ale bardzo go kocham, więc cios może się okazać za słaby — dodał Wschodni Wiatr. — Musisz mi pomóc. Chodź.
Razem przepłynęli rzekę i na drugim brzegu znaleźli drzewo o białej korze, takie samo, jakich kilkanaście we śnie Stąpającego po Piasku rosło wokół Wschodniego Wiatru. Korzenie drzewa sięgały do gorzkiej wody. Wschodni Wiatr wybrał nie grubszy od palca, odgryzł go u nasady i wręczył Stąpającemu po Piasku. Korzeń był długości męskiego ramienia, obrośnięty skorupiakami, cuchnący mułem. Wschodni Wiatr urwał jeszcze jeden, prawie taki sam, po czym obaj tak długo biczowali Ostatni Głos, aż wypłynęła z niego cała krew, a ostre krawędzie muszli rozcinały już tylko białe ciało.
— Pochodził z gór — powiedział Wschodni Wiatr. — Wszyscy gwiezdni wędrowcy muszą być stamtąd.
Stąpający opuścił zakrwawiony bicz do wody.
— I co teraz?
— Już po wszystkim. — Oczy Wschodniego Wiatru były mokre od łez. — Jego ciało nie zostało zjedzone, tylko popłynie do Oceanu. To największa z ofiar.
— A ty rządzisz teraz łąkomorzem?
— Najpierw muszą mi opalić głowę, tak jak jemu.
— Dlaczego sądzisz, że pozwolę ci żyć? Przecież kazałbyś utopić nawet naszą matkę! Nie jesteś człowiekiem i zasługujesz na śmierć.
Zanim Wschodni Wiatr zdołał cokolwiek powiedzieć, Stąpający po Piasku chwycił go za włosy i odgiął mu głowę do tyłu.
— Jeśli go zabijesz, zabijesz też cząstkę siebie — usłyszał szept Starego Mędrca.
— Nie szkodzi. Właśnie na tym mi zależy.
— Czy on też by to zrobił?
— Kazałby utopić nas wszystkich.
— Ponieważ był przekonany, że tak trzeba. Ty uczynisz to wyłącznie z nienawiści. Myślisz, że on też zamordowałby ciebie z zimną krwią?
— Jest taki sam jak ja — odparł Stąpający, po czym jeszcze bardziej odgiął bratu głowę, tak że woda sięgnęła tamtemu do czoła i zaczęła zalewać oczy.
— Możemy się o tym przekonać — powiedział Stary Mędrzec.
Ostatni z Dzieci Mroku ponownie wszedł do wody. Jak tylko Stary Mędrzec zorientował się, że Stąpający to widzi, powtórzył:
— Jest sposób, żeby się o tym przekonać.
— Jaki?
— Puść go — powiedziało Dziecko Mroku, po czym zwróciło się do Wschodniego Wiatru: — Zjadaliście nas, ale wiecie, że jesteśmy ludźmi i dysponujemy magiczną mocą.
— Wiemy o tym — wydyszał Wschodni Wiatr, jak tylko złapał powietrze.
— Dzięki naszej mocy sprawiłem, że gwiazdy zaczęły spadać z nieba, lecz teraz dokonam jeszcze większej sztuki. Uczynię cię Stąpającym, Stąpającego zaś uczynię tobą.
Błyskawicznie, niczym atakujący wąż. Dziecko Mroku rzuciło się naprzód i zatopiło zęby w ramieniu Wschodniego Wiatru, którego twarz natychmiast zmieniła się w nieruchomą maskę, a oczy zapatrzyły się w rzeczy niewidzialne.
— To, co wypłynęło z moich ust, krąży teraz w jego żyłach — oznajmiło Dziecko Mroku, ocierając z warg krew Wschodniego Wiatru. — A ponieważ przemówiłem do niego i on mi uwierzył, wyobraża sobie, że jest tobą.