Выбрать главу

Na Freddim owe argumenty najwyraźniej nie wywarły wrażenia. Ziewnął raz jeszcze i wyrecytował: Maty ptaszek z żółtym dzióbkiem Za okienkiem przysiadł zgrabnie W szybkę puknął dzióbka czubkiem Wstawaj, śpiochu; fe, nieładnie.

— Twoje poświęcenie dla obowiązków służbowych i troska o dobro naszego gościa przynoszą ci zaszczyt, kapitanie. O której musisz tam być? Dwie godziny wcześniej, tak? I startujesz w samo południe, gdy dzwony na wieży będą bić na Anioł Pański?

— Tak, ale…

— W takim razie Helen — masz na imię Helen, nieprawdaż? — nie musi się śpieszyć. Wystarczy, jeżeli zjawi się w porcie nie później niż na trzydzieści minut przed odlotem. Osobiście tego dopilnuję.

— Posłuchaj, Fred: Dobrze wiesz, że nie cierpię psuć innym zabawy. Nie mogę jednak tracić godziny na szukanie i wysyłanie tu jakiejś pieprzonej dorożki.

— Tak, to okrutna prawda. Dorożkarze unikają nas, a ich konie nie lubią, gdy się je gania po tych wzgórzach. Właśnie dlatego, drogi szwagrze, wynająłem ostatniej nocy powóz, dając w zastaw sakiewkę złota. W tej chwili stary, wierny Rosynant stoi w którejś ze stajni dozorcy, pożywiając się kolbami smacznej kukurydzy i zbierając siły przed oczekującą go ciężką próbą. Hojnie wynagrodziłem za to ciecia. Obiecał, że gdy tylko zadzwonię na dół, poczciwa bestia zostanie natychmiast zaprzężona i razem z karetą będzie czekać u wyjścia. W ten sposób dostarczę Helen pod sam trap nie później niż na trzydzieści i jedną minutę przed odlotem. Bądź spokojny; ręczę ci, że będziesz miał o czasie ten kawałek ciała najbliższy twemu sercu.

— Przestań pajacować.

— Jakże bym śmiał?! Po prostu wyrażam się najdelikatniej, jak potrafię.

— Co ty na to, Marjie?

— Hmm… Czy tak będzie w porządku, lanie? Naprawdę nie mam teraz ochoty wyskakiwać z łóżka. Z drugiej jednak strony wolałabym nie spóźnić się na twój statek.

— Nie spóźnisz się. Na Freddim można polegać, choć nie wygląda na takiego, „tylko wyjdźcie stąd o jedenastej; wówczas, jeśli będziesz musiała, zdążysz nawet piechotą. Mogę zatrzymać twoją rezerwację nawet po odprawie; kapitan ma pewne przywileje.

Ian zerknął na zegarek — Na mnie już czas.

— Hej! Pocałuj mnie na do widzenia.

— Po co? Zobaczymy się przecież na pokładzie statku. I pamiętaj, że mamy randkę w Winnipeg.

— Pocałuj mnie, do diabła, albo spóźnię się na ten cholerny statek!

— Wypłacz się więc z ramion tego grubego Rzymianina i uważaj, żeby nie poplamić mi munduru.

— Nic z tego, staruszku. Mogę co najwyżej wyświadczyć ci tę przysługę i pocałować Helen w twoim imieniu.

Ian nachylił się nade mną i pocałował mnie czule. Nawet nie musnęłam jego pięknego kapitańskiego uniformu. Pocałował też Freda w lekko łysiejące czoło, po czym wyprostował się i powiedział: — Baw się dobrze, stary, tylko nie zapomnij przywieźć jej o czasie.

W chwili, kiedy to mówił, do pokoju zajrzała Betty. Jej brat otoczył ją ramieniem i zabrał z powrotem.

Gdy zamknęli za sobą drzwi, odwróciłam się do Freda.

— Gotowa? — zapytał z szelmowskim uśmiechem.

— Gotowa — odrzekłam, myśląc jednocześnie, że Ian, Betty i Freddie są właśnie tym, czego potrzebował Piętaszek, aby wymazać z pamięci wspomnienie o paru tchórzliwych hipokrytach, z którymi żył o wiele za długo.

Betty weszła z poranną herbatą w odpowiednim momencie, z czego wywnioskowałam, że musiała podsłuchiwać pod drzwiami. Usiadła na łóżku, krzyżując nogi, i wypiła ją razem z nami. Potem wszyscy troje zabraliśmy się za Śniadanie. Ja zjadłam owsiankę, dwa jajka z majonezem, gruby płat szynki Canterbury, porcję frytek, pomarańczę oraz dwie ciepłe bułeczki z dżemem truskawkowym i najsmaczniejszym na świecie masłem. Gdyby na całej Ziemi podawano takie śniadania jak na Nowej Zelandii, nie byłoby wojen.

Freddie ubrał się przed jedzeniem w szlafrok, ale Betty pozostała naga. Poszłam więc za jej przykładem. Wychowując się w sierocińcu, nie nauczyłam się zbyt wiele na temat obyczajów i etykiety panującej wśród normalnych ludzi. Wiedziałam jednak, że będąc gościem, kobieta — nie chcąc urazić swoich gospodarzy — musi być albo ubrana, albo kompletnie rozebrana. Ja nie jestem przyzwyczajona siedzieć nago w czyjejś obecności (sierociniec to całkiem inna sprawa), lecz Betty najwyraźniej nie miała najmniejszych oporów. Byłam ciekawa, czy ona również wyrzuciłaby mnie z mieszkania, gdyby dowiedziała się, że jestem humanoidem. Myślę, iż nie zrobiłaby tego, wolałam jednak nie próbować. Po co psuć tak przyjemnie zaczęty dzień?

Freddie odprowadził mnie aż do hali odlotów. Była jedenasta dwadzieścia, kiedy przez wewnętrzny interkom wywołał lana i zapytał o moją rezerwację. Zgodnie z obietnicą kapitan zatrzymał ją dla mnie. Po kwadransie siedziałam już w fotelu przeciążeniowym, a Ian zapinał mi pasy bezpieczeństwa.

— Ostatnim razem nie potrzebowałaś tak naprawdę pomocy, nieprawdaż? — zapytał półgłosem.

— Masz rację — odrzekłam szeptem — ale cieszę się, że udawałam co innego.

— W czasie odliczania rozmawiałem z Janet. Powiadomiłem ją, iż zjesz razem z nami obiad. Janet prosiła, abym przekazał ci, że mogłabyś zostać również na śniadanie. Ja także nie miałbym nic przeciwko temu. Wyjeżdżanie z Winnipeg w środku nocy nie jest najlepszym pomysłem. Pełno teraz napadów. Nielegalni imigranci, którzy przedostają się przez granicę z Imperium, potrafiliby cię zabić nawet dla kawałka chleba.

— Porozmawiamy o tym, kiedy dotrzemy na miejsce, zgoda?

„Kapitanie lanie, ty» wolny człowieku«— pomyślałam. — Mówiłeś przecież, że nigdy byś się nie ożenił. Ponoć należysz do tych, co» chodzą zawsze własnymi ścieżkami«. Ciekawam, czy pamiętasz jeszcze naszą pierwszą rozmowę. Nie sądzę jednak, by tak było”.

— Właściwie wszystko już postanowione — odezwał się ponownie Ian. — Janet mogłaby nie zaufać mojej opinii na temat kobiety. Z jakichś nieznanych mi powodów twierdzi, że jestem uprzedzony do wszystkiego, co nosi spódnicę. Ale Betty ufa bezgranicznie i właśnie teraz z nią rozmawia. Zna Betty o wiele dłużej niż mnie; mieszkały razem w McGill. Tam właśnie spotkałem ją po raz pierwszy. Tam też Freddie poznał moją siostrzyczkę. Musisz wiedzieć, że wszyscy czworo byliśmy wywrotowcami — od czasu do czasu planowaliśmy przenieść cichcem w inne miejsce Biegun Północny.

— Czy Janet jest tak sympatyczna jak Betty?

— I tak, i nie. To właśnie Janet była niespokojnym duchem naszej paczki. Zresztą, porozmawiamy o tym później. Teraz muszę cię przeprosić. Powinienem przynajmniej poudawać, że jestem kapitanem. Co prawda całą tą blaszaną trumną steruje obecnie komputer, ale mam zamiar dowiedzieć się, jak mu to idzie.

Spędziwszy z Ianem, Freddim i Betty noc pijanych Saturnaliów, poczułam coś w rodzaju oczyszczającego katharsis. Nareszcie mogłam w racjonalny sposób myśleć o swojej eksrodzinie. Czy oni faktycznie mnie oszukali? W końcu podpisałam ten głupi kontrakt z własnej woli; łącznie z ostatnią klauzulą, o którą się potknęłam. Czy seks był jedyną rzeczą, za którą zapłaciłam?

Nie. To, co powiedziałam kiedyś Ianowi, było prawdą: do łóżka mogłam pójść z każdym. Zapłaciłam za przywilej należenia. Za niewyszukaną radość ze zmieniania dzieciom mokrych pieluszek, za zmywanie naczyń w kuchni i za zabawy na dywanie z kociętami. Mister Underfoot był mi zawsze bez porównania bliższy niż Anita, choć nigdy nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Naprawdę starałam się kochać ich wszystkich, dopóki dzięki matce Ellen nie ujrzałam prawdziwego oblicza Rodzinnej Grupy Davisona.