Выбрать главу

Tak czy owak, zrobił mi kilka naprawdę świetnych holografii. Szczególnie jedna przypadła mi do gustu. Przedstawiała mnie leżącą w dosyć lubieżnej pozycji na niskiej kanapie wraz z pięcioma kociętami gramolącymi się po moich piersiach, udach i brzuchu. Tak mi się spodobała, że poprosiłam Georgesa, by ją dla mnie skopiował.

Potem zrobił jeszcze kilka ujęć, na których pozowałyśmy wspólnie z Janet. Te również były fantastyczne. Jasna cera Janet i oliwkowa karnacja mojej skóry stanowiły naprawdę cudowny kontrast, choć odniosłam wrażenie, iż holografie Georgesa upiększały nieco rzeczywistość. W końcu jednak zaczęłam ziewać i moja urocza gospodyni stwierdziła, że na dzisiaj dosyć. Przeprosiłam, mówiąc, iż nie wiem, skąd wzięła się moja senność — w strefie czasowej, w której zaczęłam dzisiejszy dzień, ciągle jeszcze był wczesny wieczór.

— To, że komuś chce się spać, niekoniecznie musi mieć coś wspólnego z zegarami i strefami czasowymi — odrzekła Janet. — Panowie, idziemy do łóżek.

Gdy obie znalazłyśmy się w tej bajecznej łazience, położyła mi dłonie na ramionach.

— Marjie, potrzebujesz towarzystwa, czy będziesz raczej spać sama? Wiem od Betty, że ostatnia noc była dla ciebie bardzo wyczerpująca, może więc tę wolałabyś spędzić sama? Wybór należy do ciebie.

— Nigdy nie sypiam sama z własnej woli.

— Ja również — odrzekła z uśmiechem. — Kogo chciałabyś zabrać do łóżka?

Zbaraniałam. Czyżby naprawdę zamierzała zrezygnować ze swojego własnego męża, który przecież dopiero co wrócił do domu?!

— Postawmy sprawę inaczej — powiedziałam po chwili. — Kto chce spać ze mną?

— Każdy! Tak mi się przynajmniej wydaje. To nie musi być tylko jedno z nas. Ty wybierasz.

Przetarłam oczy, usiłując przypomnieć sobie, ile wypiłam.

— Czworo w jednym łóżku?!

— Lubisz to?

— Nigdy jeszcze nie próbowałam. Brzmi podniecająco, ale pod kołdrą zapanuje przecież potworny tłok.

— Ach, prawda! Nie byłaś jeszcze w moim pokoju, więc nie widziałaś naprawdę dużego łóżka. Bardzo często sypiamy we troje: ja i obaj moi mężowie… i ciągle jeszcze jest mnóstwo miejsca dla gości, którzy zechcieliby do nas dołączyć.

No tak, musiałam być rzeczywiście nieźle wstawiona. Dwie noce z rzędu — to przerastało chyba możliwości mojej biednej głowy.

— Dwaj mężowie? Nie wiedziałam, że Brytyjska Kanada przyjęła Plan Australijski.

— Brytyjska Kanada nie, lecz jej obywatele: owszem. A w każdym razie wielu spośród nich. Pozostałym nic do tego. No więc, chcesz wypróbować to olbrzymie łóżko? Jeśli poczujesz się senna, zawsze będziesz mogła wyślizgnąć się do swojego pokoju. Nie bez powodu zaprojektowałam to skrzydło w taki, a nie inny sposób. Co ty na to, skarbie?

— No… tak. Mogę tylko czuć się nieco speszona.

— To szybko przejdzie. Zabierajmy się więc do…

Przerwał jej brzęczyk przy terminalu.

— A niech to szlag! — rzekła, najwyraźniej wyprowadzona z równowagi. — To niemalże na pewno oznacza, że Ian musi jechać do portu. Że też nie mogą dać mu spokoju; przecież dopiero co wysiadł z kokpitu.

Podeszła do terminalu i ze złością wcisnęła przełącznik.

— … w stanie gotowości. Granica z Imperium Chicago została szczelnie zamknięta, a uchodźcy stamtąd — aresztowani i odizolowani. Atak od strony prowincji Quebec jest o wiele poważniejszy, lecz nie wyklucza się błędu oceny dowództwa tamtejszego okręgu. Jak dotychczas nie wiadomo nic na temat oficjalnego wypowiedzenia wojny. Od tej chwili obowiązuje stan wyjątkowy. Zostańcie w swoich domach, nie wychodźcie na ulice, zachowajcie spokój i rozwagę. Czekajcie na oficjalne wiadomości oraz instrukcje, które będą podawane na tym kanale.

Spojrzałam na Janet, a potem przeniosłam wzrok na zegar. Mijała północ.

Zaczynał się Czerwony Czwartek.

Rozdział X

Myślę, że nie ma nikogo, kto nie pamiętałby Czerwonego Czwartku i tego, co nastąpiło po nim. Ale aby wytłumaczyć swoje postępowanie (między innymi samej sobie, o ile to możliwe), muszę najpierw opowiedzieć, jaki obraz tego dnia pozostał w mojej pamięci.

Wszyscy czworo zebraliśmy się w olbrzymim łóżku Janet, lecz nikt nawet nie myślał o seksie. Razem było po prostu raźniej. Wzrok każdego z nas utkwiony był w ekranie terminalu, a uszy pilnie wychwytywały każdy strzęp informacji. Spiker powtarzał wciąż to samo: atak od strony prowincji Quebec odparty, władca Imperium Chicago zamordowany we własnej sypialni, granica z Imperium zamknięta, nie potwierdzone doniesienia o sabotażu, nie wychodźcie z domów, zachowajcie spokój i rozwagę… Lecz chociaż kolejne komunikaty nie zawierały nic nowego, milknęliśmy za każdym razem, gdy były nadawane, czekając na jakąś wiadomość, która ułożyłaby poprzednie doniesienia w jakąś logiczną całość.

Niestety, im bliżej świtu, tym poważniejszy stawał się ton komunikatów. Około czwartej nad ranem wiedzieliśmy już, że fala zabójstw i sabotaży ogarnęła cały glob. O świcie zaczęły napływać kolejne nie potwierdzone wieści o zamieszkach na Ell-Cztery, potem w Bazie Stacjonarnej i na Tycho; wiadomość z Ceres została przerwana przez zakłócenia. Nikt nie wiedział, czy rozruchy ogarnęły rejony tak odległe jak Alfa Centauri czy Tau Ceti, lecz ton wypowiedzi ważnych osobistości, pojawiających się kolejno na ekranie, oraz sposób, w jaki starali się oni omijać ów temat, nie pozostawiały zbyt wielu wątpliwości.

Tuż po czwartej zrobiłam wraz Janet parę kanapek. Zaparzyłyśmy też kawę.

Obudziłam się o dziewiątej. Bez większego zdziwienia spostrzegłam, że spałam z głową na piersi Georgesa, obejmując go ramieniem, Ian również spał, oparty o ścianę, ni to siedząc, ni leżąc, z poduszeczką wciśniętą pod głowę. Jego spojrzenie nadal utkwione było w ekranie, ale powieki dawno już opadły. Janet nie było w pokoju; najprawdopodobniej poszła do mojej sypialni i zasnęła w „moim” łóżku.

Ostrożnie, żeby nie obudzić Georgesa, podniosłam głowę z jego piersi i powoli zsunęłam się z łóżka, po czym — teraz już nie zwlekając — pobiegłam do łazienki. Hektolitry kawy, wypite w ciągu nocy, dawały teraz o sobie znać. Gdy opuszczałam łazienkę, czułam się już znacznie lepiej. Przechodząc obok „mojego” pokoju, zajrzałam do środka, by sprawdzić, czy Janet również jeszcze śpi. Nie spała. Machnęła ręką w moją stronę i posunęła się, robiąc mi miejsce obok siebie. Gdy wsunęłam się pod kołdrę, pocałowała mnie w czoło.

— Jak tam chłopcy? — spytała.

— Jeszcze śpią. A przynajmniej spali trzy minuty temu.

— To dobrze. Potrzebują snu. Obaj mają mocno nadszarpnięte nerwy. Ja natomiast nie. Zresztą stwierdziłam, że siedzenie i wpatrywanie się w ekran aż do bólu oczu mija się z celem, toteż wyszłam i położyłam się tutaj. Ty wtedy też już spałaś, jak sądzę.

— Bardzo możliwe. Nie mam pojęcia, kiedy zasnęłam. Wydawało mi się, że bez przerwy słyszę te same, ciągle złe wiadomości. I nagle się obudziłam.

— Niczego nie straciłaś. Co prawda wyłączyłam dźwięk, lecz włączyłam teletekst. Na ekranie pojawiały się niezmiennie te same, straszne doniesienia. Marjorie, oni wszyscy obawiają się, że dojdzie do bombardowań. Nie sądzę, by było aż tak źle.

— Obyś miała rację. Ja nie jestem taką optymistką.

— Pomyśl tylko, kto i przeciw komu miałby użyć bomby H? Gdzie szukać wroga? Wszystkie najważniejsze bloki militarne znajdują się w nie lada opałach; tak przynajmniej wynika z doniesień. Zresztą, pomijając to, co wydaje się być jedynie idiotyczną pomyłką jakiegoś generała z Quebec, jak na razie ani jeden oddział wojskowy nie został wprowadzony do akcji. Owszem, wiadomo o skrytobójstwach, pożarach, wybuchach, o sabotażu wszelkiego typu i pokroju, o terroryzmie i zamieszkach — ale na tym koniec! To nie wojna Wschodu z Zachodem ani marksistów przeciwko faszystom, ani też czarnych przeciwko białym. I jeżeli ktokolwiek odpali rakiety, to będzie oznaczało, że cały świat zwariował.