Выбрать главу

Energobil stał w ogrodzie warzywnym. Gdy zobaczyła to Janet, z jej ust wydobył się potok określeń, o których znajomość nigdy jej nie podejrzewałam. Pojazd miał zwyczajny, przysadzisty kadłub antygrawitatorowca. Był niewiele mniejszy od tego, który miała moja rodzina na South Island. Moja była rodzina. Myślałam teraz o niej bez cienia żalu. Miejsce Grupy Davisona w moim sercu zajęła Janet i jej mężowie. Cóż, donna e mobile. W tej chwili najbardziej jednak pragnęłam znaleźć się gdzieś blisko Szefa. Tęsknota za ojcem, którego nie miałam? Być może. Nie miałam zamiaru roztrząsać przyczyny.

— Pozwól, że obejrzę tego rzęcha, zanim odlecicie — powiedział Ian. — I tak będziecie jak dzieci we mgle.

Otworzył luk i wskoczył do środka. Po chwili był już z powrotem na zewnątrz.

— Ogólnie rzecz biorąc można nim latać — rzekł z namysłem. — Jest jednak kilka problemów. Po pierwsze, to pudło wyposażone jest w transponder identyfikacyjny. Najprawdopodobniej ma też aktywną radiolatarnię, chociaż nie mogłem jej znaleźć. Napęd jest wyczerpany w sześćdziesięciu dziewięciu procentach, możecie więc zapomnieć o dotarciu tym do Quebec. Wszystkie systemy w porządku. Nie wspomniałem jednak jeszcze o najgorszym. Terminal pokładowy wzywa porucznika Dickeya.

— Więc zignorujemy jego wezwania.

— Oczywiście, Georges. Tylko że po tej sprawie z Ortega w ubiegłym roku większość policyjnych energobili została wyposażona w zdalnie sterowany system autodestrukcji. Szukałem czegoś w tym rodzaju. Gdybym znalazł, rozbroiłbym świństwo. Ale nie znalazłem. Nie znaczy to bynajmniej, że go tam nie ma.

— Trudno — wzruszyłam ramionami. — Nie raz już ryzykowałam, jeśli było to konieczne. Zresztą i tak musimy pozbyć się tej kupy złomu. Trzeba ją wysłać dokądkolwiek. Georges, wskakuj do środka.

— Nie tak prędko, Marjie! Latadła to moja specjalność. To jest wyposażone w autopilota; standardowy, wojskowy AG. Proponuję więc wyprawić maszynę pustą… powiedzmy na wschód. Powinna rozbić się, zanim dotrze do Quebec. W ten sposób policja będzie przekonana, iż próbowałeś uciec, Georges. Tymczasem będziesz siedział bezpiecznie w Norze.

— Nic z tego, Ian. Mówiłem już, że nie zamierzam ukrywać się w żadnej dziurze. Zgodziłem się towarzyszyć Marjie, ponieważ ktoś musi się nią opiekować.

— Jeżeli już, to ona będzie bronić ciebie.

— Nie mówiłem, że będę jej bronił. Użyłem słowa „opiekować się”.

— Na jedno wychodzi.

— Niezupełnie.

— Ian — przerwałam im — czy maszyna da radę dolecieć do Imperium?

— Według wskazań urządzeń pokładowych — tak. Nadal jednak twierdzę, że nie powinniście do niej wsiadać. To zbyt niebezpieczne.

— Zmieniłam zamiary — odrzekłam. — Zaprogramuj autopilota tak, aby leciał cały czas na południe z maksymalną prędkością. Jeśli nie uaktywni się autodestruktor, strąci go wasza straż graniczna albo zrobią to nad Imperium. W najgorszym wypadku rozbije się po wyczerpaniu Napędu. Tak czy owak, pozbędziemy się go raz na zawsze, nie wzbudzając żadnych podejrzeń.

— Zrobione! — powiedział z nieukrywanym entuzjazmem Ian, wskakując do środka. Po chwili usłyszeliśmy ciche buczenie antygrawitatorów i pojazd zaczął się powoli unosić. Był już dwa lub trzy metry nad ziemią, gdy Ian ponownie stanął w otworze luku. Zeskoczył prosto na grządkę cebuli.

— Nic ci się nie stało? — spytałam, pomagając mu wstać.

— Wszystko w porządku. Popatrz w górę!

Policyjny energobil szybko oddalał się na wschód. Nagle skręcił na południe, odbijając ostatnie promienie zachodzącego słońca, po czym przyspieszył gwałtownie i zniknął nam z oczu.

Rozdział XIV

Znowu siedzieliśmy w kuchni, jednym okiem śledząc ekran terminalu, sącząc martini przyrządzone przez Georgesa i zastanawiając się, co dalej.

— Marjie — przekonywał mnie Ian — mogłabyś spokojnie przeczekać tu, aż wszystko wróci do normy. Byłabyś przynajmniej bezpieczna. W razie czego w Norze nikt cię nie znajdzie, choć wątpię, by w ogóle ktokolwiek jeszcze szukał ciebie tutaj. W międzyczasie Georges namalowałby cię nago, jak radziła Betty. Co ty na to, Georges?

— Nie zmarnowałbym takiej okazji.

— Sama widzisz.

— Ianie, postaraj się mnie zrozumieć. Jeśli powiem swojemu szefowi, że nie mogłam wrócić na czas z powodu zamknięcia granicy, po prostu nie uwierzy mi. Wiesz przecież dobrze, iż tak naprawdę nie da się zamknąć granicy o długości ponad dwóch tysięcy kilometrów.

Miałam mu powiedzieć, że jestem jednym z najlepiej wyszkolonych kurierów? Nie, nie było takiej potrzeby. W każdym razie jeszcze nie wówczas.

— Co więc zamierzasz zrobić?

— Myślę, że sprawiłam wam wystarczająco dużo kłopotów. Kiedy obudzicie się rano, już mnie tu nie będzie i życie — przynajmniej w tym domu — wróci do normy.

— Nie!

— Janet, przecież gdy tylko skończy się całe to zamieszanie, odezwę się. I jeśli będziecie chcieli, odwiedzę was natychmiast, gdy będę miała trochę wolnego. Teraz jednak muszę wracać do pracy. Powtarzam to cały czas od chwili, gdy się tu pojawiłam.

Janet po prostu nie chciała słyszeć, że będę sama przedzierać się przez granicę. Ja natomiast potrzebowałam towarzystwa tak samo, jak wąż potrzebuje butów. Moje argumenty nie trafiały jej jednak do przekonania. Wymyśliła, że oboje — Georges i ja — będziemy używać paszportów należących do niej i do lana. Nasze rysopisy nawet niewiele się różniły, a poza tym mało kto przygląda się dokładnie zdjęciom.

— Potem będziecie mogli odesłać je z powrotem, choć okaże się pewnie, iż nie będzie to takie łatwe. Może lepiej byłoby nawet, gdybyście, używając jedynie kart turystycznych, pojechali najpierw do Vancouver, a stamtąd przedostali się do Konfederacji Kalifornijskiej. Nie mam oczywiście na myśli waszych kart. Gotówki raczej wam nie zabraknie, a w razie czego macie jeszcze karty kredytowe. Gdy tylko przekroczycie granicę Kalifornii, będziecie bezpieczni. Marjie, nie sądzę, byś miała tam jakiekolwiek problemy z uzyskaniem połączenia ze swoim pracodawcą; nawet przy użyciu twoich własnych kart kredytowych. Wątpię też, żeby ktoś zechciał was tam internować.

— Masz rację — zgodziłam się. — Pomysł z użyciem kart turystycznych jest znacznie lepszy. Tak będzie bezpieczniej i dla nas, i dla was. Jeśli uda mi się dostać do miejsca, gdzie ważne będą karty kredytowe wydane w Imperium, moje problemy skończą się. Natychmiast podejmę tyle gotówki, ile się tylko da i już nigdy więcej nie dopuszczę, bym znalazła się bez niej z dala od domu. W Bellingham nie mogę już chyba wpaść w jeszcze większe kłopoty niż tutaj — dodałam. — A stamtąd bez trudu przedostanę się prosto do Republiki Samotnej Gwiazdy. Czy wiadomo coś nowego na temat Teksasu?

— Gdy podawali ostatnie wiadomości, wszystko było w porządku — odrzekł Ian. — Mogę zresztą sprawdzić w komputerze.

— Zrób to, proszę. W razie czego spróbuję dotrzeć do Vicksburga. Za odpowiednią ilość gotówki z pewnością znajdzie się ktoś, kto przewiezie mnie przez rzekę; pełno tam szmuglerów.

— Przewiezie n a s — poprawił mnie Georges.

— Nie wydaje mi się, Georges, byś musiał jechać razem ze mną do Imperium. Wystarczy, jeśli znajdziesz się jak najdalej stąd; najlepiej w Quebec. Wspominałeś też, że mógłbyś zatrzymać się w McGill.

— Nie mam ochoty jechać do McGill, młoda damo. Dopóki policja może mi sprawiać kłopoty tu, gdzie jest mój prawdziwy dom, zamierzam razem z tobą powłóczyć się trochę po świecie. Natychmiast, gdy dotrzemy do prowincji Washington w Kalifornii, będziesz mogła zmienić nazwisko z Tormey na Perreault. Myślę nawet, że okaże się to niezbędne, gdyż obie moje karty kredytowe wystawione są na to właśnie nazwisko i bez wątpienia będą tam honorowane.