— Georges, jesteś naprawdę rycerski — uśmiechnęłam się do niego. „Tylko gdy znowu będę musiała skręcić komuś kark, twoja rycerskość może okazać się niezbyt przydatna — dodałam w myślach. — A prawdopodobnie bez tego się nie obejdzie”. Nie mogę powiedzieć ci, że musisz zostać w domu — kontynuowałam już na głos. — Musisz jednak wiedzieć, iż jestem zawodowym kurierem. Podróżuję praktycznie bez przerwy i to nie tylko po Ziemi. Nie raz i nie dwa odwiedzałam już osiedla orbitalne i Księżyc. Jak dotychczas nie latałam jeszcze na Marsa czy Ceres, lecz w każdej chwili mogę dostać taki rozkaz…
— Czy chcesz mi powiedzieć, że wolałabyś raczej zrezygnować z mojego towarzystwa?
— Nie! Chcę ci jedynie wytłumaczyć, że jeśli postanowisz jechać ze mną, to w celach wyłącznie towarzyskich. Gdy jednak dotrzemy do Imperium, będziemy się musieli rozstać, bo zawód, jaki wykonuję, wymaga ode mnie, bym podróżowała sama. Postaraj się to zrozumieć.
— Wobec tego zgódź się przynajmniej — powiedział Ian — żeby Georges towarzyszył ci do chwili, gdy oboje znajdziecie się w miejscu, gdzie żadnemu z was nie będzie groziło internowanie, a ty będziesz mogła posługiwać się własną kartą kredytową.
Była to rozsądna propozycja, nie stawiałam więc dłużej oporów. Posługiwanie się kartami Georgesa miało jeden olbrzymi plus: żaden komputer nie będzie w stanie sprawdzić, czy i w jaki sposób wyjechałam z Winnipeg. Dopóki jednak będzie to możliwe, wolałam korzystać z konta porucznika Dickeya, które przez parę dni, a może nawet tygodni, powinno jeszcze być otwarte.
— Zgoda, lanie — zadecydowałam. — W takim razie nie ma co zwlekać. Ruszamy, Georges.
— Ejże! Nie po nocy! — zaprotestowała Janet. — Możecie przecież wyruszyć rano.
— Dlaczego nie teraz? Czyżby pociągi nie jeździły całą noc? — zdziwiłam się, choć wiedziałam, że jeżdżą.
— Owszem, tylko że do najbliższego dworca jest prawie dwadzieścia kilometrów. A na zewnątrz ciemno i raczej niebezpiecznie.
Nie było sensu dyskutować o jakichś urojonych niebezpieczeństwach.
— Nawet piechotą dotrę tam do północy — odrzekłam. — Łapiąc w miarę szybko jakieś połączenie i zyskując na różnicy czasu, będę w Bellingham praktycznie o tej samej porze. Zdążę się nawet porządnie wyspać. Jeśli tylko granica pomiędzy Imperium a Kalifornią nie jest zamknięta, rano zamelduję się swojemu szefowi.
Kilka minut później wszyscy czworo siedzieliśmy w tym samym powozie, którym tu przyjechałam… zaledwie wczoraj, Ian nie był chyba zbyt zadowolony, iż nie znalazł we mnie jednej z tych posłusznych, miękkich, słabych i bezbronnych istot, jakie z reguły bardziej podobają się mężczyznom. Mimo tego objął mnie mocno i pocałował, zanim oboje z Janet odjechali, zostawiając mnie i Georgesa przy wejściu do hali dworca. Udało się nam wcisnąć do kapsuły startującej o dwudziestej trzeciej, całą drogę przez pół kontynentu musieliśmy jednak odbyć stojąc.
Do Vancouver dotarliśmy o dwudziestej drugiej (w Winnipeg była już wtedy północ). Wchodząc na pokład kapsuły do Bellingham poprosiliśmy o karty turystyczne, wypełniliśmy je po drodze i podstemplowaliśmy kilka minut później, opuszczając pojazd już po drugiej stronie granicy. Kontroler obsługujący komputer nawet na nie nie spojrzał. Wrzucił obie karty w szczelinę czytnika i po chwili oddał nam z powrotem, mrucząc swoje „życzę miłego pobytu”.
W Bellingham wyjście ze stacji podziemnej kolei magnetycznej znajduje się w hallu tamtejszego Hiltona. Naprzeciwko wisi olbrzymi neon: BAR PRZEKĄSKOWY Dania — Koktajle — Błyskawiczna Obsługa.
Czynny Całą Dobę — Droga pani Tormey — powiedział Georges. — Przyszło mi na myśl, iż zupełnie zapomnieliśmy zjeść obiad.
— Bardzo słuszne spostrzeżenie, drogi panie Tormey — odrzekłam. — Co pan proponuje?
— Cóż, kuchnia w Konfederacji nie jest ani egzotyczna, ani zbyt wyrafinowana. Jednak ktoś, kto ma wystarczająco dużo czasu, by poczuć głód, może być z niej na swój sposób zadowolony. Kiedyś już jadłem w tym lokalu. Nie daj się zwieść nazwie; znajdziesz tu całkiem spory wybór potraw. Jeśli pozwolisz, że to ja wybiorę coś z menu, zapewniam cię, iż nie narażę twego podniebienia na rozczarowanie.
— Georges, to znaczy lanie — poprawiłam się szybko — jadłam już twoją zupę. Możesz zamawiać za mnie, kiedy tylko zechcesz.
To był prawdziwy bar. Żadnych stołów. Stołki barowe były jednak miękkie i wygodne, miały też oparcia. Gdy tylko usiedliśmy, przed każdym z nas pojawiła się szklaneczka aperitifu. Georges złożył zamówienie, po czym wstał i wyszedł, kierując się w stronę hotelowej recepcji. Gdy wrócił, usiadł obok mnie i uśmiechając się powiedział: — Teraz możesz znowu mówić do mnie „Georges”. Sama jesteś obecnie panią Perreault. W każdym razie pod tym nazwiskiem zostałaś zameldowana.
Podniósł do góry swoją szklaneczkę.
— Sante, ma chere femme.
— Merci. Et a la tienne, mon eher mari — odrzekłam, unosząc swoją również.
Napój był zimny i świetnie pobudzał apetyt. Co prawda nie szukałam na razie kandydata na męża, lecz Georges mógłby być niezły w tej roli.
Podano nasze „przekąski”: Zmrożony sok jabłkowy Yakima.
Truskawki z kremem Sequim.
Dwa sadzone jajka ułożone na delikatnie wysmażonym steku, na tyle miękkim, by można go było kroić samym widelcem — „Jaja Na Końskim Grzbiecie”.
Ciepłe grzanki z miodem i masłem o tej samej nazwie, co krem truskawkowy.
Kawa w dużych filiżankach z prawdziwej porcelany.
Kawę, sok i grzanki zamówiliśmy jeszcze raz. Panujący wokół hałas i sposób, w jaki siedzieliśmy, nie zachęcały raczej do rozmowy. Nad barem wisiał ekran lokalnego biura ogłoszeń. Każdy napis pozostawał na nim wystarczająco długo, by można go było spokojnie przeczytać. Nawet nie zauważyłam, jak nie przerywając jedzenia mimochodem zaczęłam czytać kolejne reklamy.
Niezależny okręt rekrutuje członków załogi.
Zgłoszenia osobiste w Delegaturze Giełdy Pracy Vegas.
Specjalne premie dla weteranów wojennych.
Czyżby statków pirackich nie było stać na coś lepszego? Nawet tych z Wolnego Stanu Vegas? Nigdy bym w to nie uwierzyła, gdybym nie przekonała się na własne oczy.
Te papierosy palił nawet Jezus!
ANIELSKI DYMEK Gwarantowana Antyrakogenność.
Ja i tak nie musiałam przejmować się rakiem. Nie dałam się jednak przekonać — usta kobiety powinny być zawsze słodkie.
Bóg czeka na ciebie w hallu wieżowca Lewisa i Clarka.
Nie każ Mu czekać zbyt długo. Jeśli to on przyjdzie po ciebie — będziesz żałować.
Po mnie nie przyjdzie na pewno.
NUDZISZ SIĘ?
Nic prostszego! Weź udział w pionierskiej wyprawie na dziewiczą planetę T-13. Wymagany wiek — 32 ±1 oraz współczynnik aktywności seksualnej 50-40-10 ±2 % Żadnych opłat! Żadnych podatków!
Gwarantowane bezpieczeństwo!
Korporacja Ekspansji Planetarnej Sekcja Demografii i Ekologii Luna City GPO z dopiskiem DEMO lub Tycho 800-2300 Przeczytałam to jeszcze raz. A może by tak wybrać się ramię w ramię z innymi na podbój nowych światów? Tam prawdopodobnie nie byłoby nikogo, kto wiedziałby o moim pochodzeniu lub przejmował się nim. Moje wyjątkowe zdolności wzbudzałyby raczej szacunek, a nie zdziwienie… przynajmniej tak długo, dopóki nie zaczęłabym ich demonstrować bez potrzeby.