Miałam już naprawdę dosyć. Moja karta, wydana w Saint Louis, nie była wyposażona w kod San Jose, tylko w kod Banku Imperialnego w Saint Louis. Spróbowałam się nim posłużyć, jednak bez większej nadziei na sukces.
Terminal połączył mnie z redakcją Głosu Katolickiego.
Podczas gdy komputer uczył mnie pokory, Georges czytał sportowe wydanie Los Angeles Times i czekał, aż skończę maltretować klawiaturę. W końcu uznałam wyższość maszyny i odwróciłam się do niego.
— Georges — spytałam — co piszą w porannych gazetach na temat stanu wyjątkowego?
— Jakiego stanu wyjątkowego?
— Daj spokój, nie mam ochoty na żarty.
— Moja droga, w Konfederacji Kalifornijskiej nie obowiązuje żaden stan wyjątkowy. Jedynym doniesieniem, jakim redakcja L.A. Times ośmieliła się niepokoić swoich czytelników, jest notatka zamieszczona przez Klub Sierra, którego członkowie ostrzegają, że niektóre gatunki Rhus Diversiloba zagrożone są całkowitym wyginięciem. Jest też wzmianka o mającej się po południu odbyć demonstracji przeciwko Draw Chemical. Ani słówka o sytuacji na froncie zachodnim.
Zmarszczyłam czoło, usiłując coś sobie przypomnieć.
— Mało wiem o polityce, jaką prowadzi Kalifornia…
— Kochana! Na ten temat nikt nie wie zbyt wiele, nie wyłączając kalifornijskich polityków.
— …ale wydaje mi się, że słyszałam jakieś informacje o kilku czy kilkunastu zamachach na co niektóre ważniejsze osobistości z tutejszych kręgów rządowych. Czyżby to były fałszywe plotki albo jakaś mistyfikacja? O ile się nie mylę, minęło najwyżej trzydzieści pięć godzin.
— Owszem, znalazłem parę nekrologów kilku prominentów, o których wspominano w doniesieniach dwa dni temu. Żaden z nich nie był jednak ofiarą zamachu. Jeden został przypadkowo postrzelony w czasie polowania. Kolejny zmarł wskutek przewlekłej choroby. Następny zginął w nieszczęśliwym wypadku, któremu uległ jego prywatny energobil. Prokurator Generalny wszczął ponoć w tej sprawie śledztwo. Tylko że, o ile mnie pamięć nie myli, jeszcze w domu słyszałem, iż Prokurator Generalny Konfederacji Kalifornijskiej został zamordowany.
— Georges, o co tu chodzi?
— Nie wiem, Piętaszku. Myślę jednak, że najrozsądniej będzie nie okazywać zbytniej dociekliwości.
— Nie zamierzam niczego dociekać. Nie interesuje mnie polityka. Chcę tylko dostać się do Imperium Chicago tak szybko, jak tylko to możliwe. Lecz by się tam dostać, potrzebuję gotówki, bo bez względu na to, co piszą w Los Angeles Times, granica jest z pewnością zamknięta. Karty kredytowej Janet użyję tylko w ostateczności, i tak poważnie nadszarpnęłam już stan jej konta. Natomiast chcąc mieć jakąkolwiek szansę skorzystania z własnej karty, muszę najpierw dotrzeć do San Jose. Chcesz tam jechać ze mną, czy wracasz do domu?
— Pani, mój los składam w twoje ręce. Wskaż mi tylko drogę do San Jose. Właściwie dlaczegóż nie miałbym pojechać z tobą aż do Imperium? Czyż nie sądzisz, że twój pracodawca mógłby wykorzystać także mój skromny talent? Nie mogę teraz wrócić do Manitoba z przyczyn, które oboje dobrze znamy.
— Georges, nie miałabym nic przeciwko temu, byś jechał razem ze mną, ale zrozum, że granica jest zamknięta. Niewykluczone, iż będę zmuszona zamienić się w ducha i przenikać przez ściany. Między innymi w tym zakresie zostałam wyszkolona, więc dam sobie radę; jednak pod warunkiem, że będę sama. Co więcej, nie wiemy, jak naprawdę przedstawia się sytuacja wewnątrz Imperium, choć z doniesień można przypuszczać, że raczej niewesoło. Po przekroczeniu granicy może się okazać, iż będę musiała dbać przede wszystkim o to, aby pozostać przy życiu. Tego również zostałam nauczona.
— A ja byłbym dla ciebie jedynie kulą u nogi. Czy to chcesz mi powiedzieć?
— Och, Georges, nie chciałam cię urazić. Posłuchaj: zaraz, gdy tylko dotrę na miejsce, dam ci znać. Tutaj, do domu, czy też dokądkolwiek, gdzie się zatrzymasz. Jeśli będzie jakiś bezpieczny sposób, by sprowadzić cię do Imperium — użyję go. („Georges miałby poprosić Szefa o pracę? Wykluczone! Chociaż… Szef może potrzebować doświadczonego inżyniera— genetyka. Nie znałam co prawda jego potrzeb poza tą małą działką, którą sama się zajmowałam, ale kto wie…”) — Chciałbyś naprawdę porozmawiać z moim szefem w sprawie pracy? Przecież ja nawet nie mam pojęcia, jak mu to powiedzieć.
Georges uśmiechnął się do mnie w taki sam sposób, w jaki ja uśmiecham się do celników oglądających fotografię w moim paszporcie.
— A ja to niby skąd miałbym wiedzieć? O twoim pracodawcy wiadomo mi jedynie tyle, że nie jesteś skłonna do rozmowy na jego temat i że pozwala sobie on używać kogoś takiego jak ty w charakterze gońca, kuriera czy Bóg wie czego jeszcze. Potrafię jednak lepiej niż kto inny ocenić, ile pieniędzy musiano włożyć, by cię stworzyć i wyszkolić. Mogę zatem również bez trudu odgadnąć, jaką cenę musiał zapłacić ktoś, kto cię wynajął.
— Nikt mnie nie wynajął. Jestem Wolną Osobą.
— W takim razie kosztujesz swojego szefa znacznie więcej, niż przypuszczałem. Na temat tego, ile, mogę jedynie snuć domysły. Ale nie przejmuj się, nie będę dociekliwy. Pytałaś, czy mówię serio. Zaraz zapoznam cię z moim curriculum vitae. Jeśli człowiek, który cię zatrudnia, znajdzie w nim coś interesującego, bez wątpienia da mi o tym znać. Teraz jednak porozmawiajmy o pieniądzach. Nie ma potrzeby martwić się o „nadszarpnięcie” konta Janet. Moja żona jest na tyle bogata, że nawet cała armia Piętaszków nie byłaby w stanie jej zrujnować. Poza tym nie przywiązuje do pieniędzy żadnej wagi. Ja jednak również mogę zaopatrzyć cię w taką ilość gotówki, jakiej tylko zapragniesz, i to z mojego własnego konta. Płacąc rachunki za kolację, śniadanie i pokój, zdążyłem przekonać się, że wszystkie trzy moje karty — Maple Leaf, Credit Quebec i American Express — są tu bez zastrzeżeń honorowane. Spróbuj zatem zrujnować mnie, moja droga.
— Wolałabym jednak korzystać z własnych pieniędzy. Najlepiej zrobimy, jeśli pojedziemy razem do San Jose. Jeśli również tam moja karta okaże się bezużytecznym kawałkiem plastiku, wówczas chętnie pożyczę jedną z twoich. Pieniądze i kartę oddam ci przy pierwszej sposobności.
Gdy to powiedziałam, nagle przyszło mi do głowy, czy nie poprosić Georgesa, żeby podjął gotówkę z konta porucznika Dickeya. Kobiecie raczej nie wypada wymachiwać przed nosem urzędnika bankowego kartą kredytową należącą do mężczyzny. Płacić za cokolwiek wsuwając kartę w szczelinę czytnika i podjąć na tę samą kartę większą ilość gotówki to dwie zupełnie różne sprawy.
— Nie ma mowy o żadnym zwrocie. Mówiłem ci już, że jestem na zawsze twoim dłużnikiem.
— Masz na myśli ostatnią noc?
— Chociażby. Zachowałaś się bardzo stosownie.
— Och! — udałam rozczarowaną.
Georges przestał się uśmiechać.
— Wolałabyś, żebym powiedział „niestosownie”?
— Dosyć tego, Georges — syknęłam. — Rozbieraj się. Idziemy z powrotem do łóżka. Nie wyjdziesz stamtąd żywy, ale zanim umrzesz, będziesz cierpiał. Dopiero gdy zaczniesz błagać o litość, skręcę ci kark w trzech miejscach. Odechce ci się tego „stosownie” i „niestosownie”.
Georges wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i zaczął rozpinać koszulę.
— Przestań, wariacie — powiedziałam. — Lepiej chodź tu i pocałuj mnie. W ten sposób nigdy stąd nie wyjedziemy.
Podróż do San Jose zajęła nam prawie tyle samo czasu, co podróż z Winnipeg do Vancouver. Na szczęście tym razem było gdzie usiąść. Gdy wysiedliśmy z kapsuły, zaczęłam z zainteresowaniem rozglądać się wokół. Nigdy jeszcze nie byłam w stolicy Konfederacji Kalifornijskiej.