Выбрать главу

Georges kupił dwa bilety. Weszliśmy do środka.

Po prawej stronie ciągnął się rząd kabin oddzielonych od siebie jedynie niskimi, cienkimi przepierzeniami. Ponad nimi unosił się wielki hologram: URZĄDZENIA TE W TROSCE O TWOJE ZDROWIE I WYGODĘ UDOSTĘPNIANE SĄZADARMO DZIĘKI RZĄDOWI KONFEDERACJI KALIFORNIJSKIEJ JOHN „WARWHOOP”* TUMBRIL NACZELNIK KONFEDERACJI [* Warwhoop — okrzyk Indian amerykańskich] Obok widniał naturalnej wielkości hologram naczelnika.

Za bezpłatnymi kabinami były kabiny wyposażone w wahadłowe drzwi, jednak za korzystanie z nich trzeba było już zapłacić. Na samym końcu znajdowały się pomieszczenia osłonięte czymś w rodzaju parawanów. Po lewej stronie było przypominające kiosk z gazetami stoisko. Pieczę nad nim sprawowała osoba, co do płci której nie można było mieć żadnych wątpliwości. Georges przystanął tam i ku mojemu zdziwieniu kupił kilka pudełek z kosmetykami oraz flakon tanich perfum. Wszystko to wrzucił do mojej torby, po czym poprosił o bilet do jednej z przebieralni na samym końcu toalety.

— J e d e n bilet? — Kobieta omiotła nas czujnym spojrzeniem. Georges potakująco skinął głową.

— Niegrzeczny chłopczyk. Nic z tego.

Georges nie odrzekł nic. W jego dłoni pojawił się banknot, który błyskawicznie zniknął w kieszeni jej fartucha.

— Tylko nie za długo — odezwała się kobieta przyciszonym głosem. — Jeśli usłyszycie brzęczyk, kończcie natychmiast. Numer siedem, na końcu po prawej.

Gdy znaleźliśmy się za parawanem, Georges sprawdził, czy z zewnątrz nikt nie może nas zobaczyć, pociągnął za sznurek spłuczki i odkręcił kran z zimną wodą. Posługując się francuskim, powiedział: — Musimy zmienić wygląd, skarbie, i to szybko. Ściągaj zatem ciuszki i wkładaj ten kostium, który masz w torbie.

Zerkając od czasu do czasu przez szparę w stronę wejścia, wytłumaczył mi dokładnie, co mam zrobić. Miałam ubrać ten skandaliczny kostium superskin, nałożyć krzykliwy makijaż i postarać się wyglądać jak Największa Dziwka Babilonu, czy coś w tym rodzaju.

— A ty? — zapytałam. — Nie zamierzasz chyba przebrać się w rzeczy Janet?

— Co to, to nie! — odparł. — Nie chcę robić z siebie panienki. Jedynie chłoptasia.

— Hę?!

— Nie przebiorę się w babskie ciuchy. Postaram się po prostu wyglądać jak zniewieściały mężczyzna.

— Nie bardzo rozumiem, ale spróbujmy.

Ze mną sprawa nie była zbytnio skomplikowana. Wystarczyło, że ubrałam ten wyzywający kostium, na który dał się złapać Ian, a Georges zrobił mi odpowiedni makijaż. Sprawiał wrażenie, jakby znał się na tym o wiele lepiej niż ja. Na koniec przy pomocy lakieru nastroszył mi włosy tak, że ich kosmyki sterczały na wszystkie strony.

Aby zmienić nieco własną twarz, Georges zużył trzy razy tyle szminki i tuszu. Następnie wylał na siebie prawie cały flakon tych ohydnych perfum (byłam mu wdzięczna, że nie wpadł na pomysł, bym ja również ich użyła), a z pomarańczowej szarfy, która służyła mi jako pasek, zrobił sobie apaszkę. Gdy odwrócił się od lustra i zrobił parę kroków, zrozumiałam, co miał na myśli, mówiąc, iż zamieni się w „chłoptasia”. Georges nadal wyglądał jak Georges, lecz poza wyglądem w niczym nie przypominał tego mężczyzny, który zeszłej nocy rozbierał mnie w hotelowym pokoju.

Zapakowałam z powrotem swoją torbę i wyszliśmy. Kobieta przy wyjściu na mój widok ze zdumienia przetarła oczy i wzięła głęboki wdech. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć. Stojący naprzeciw niej mężczyzna odwrócił się w naszą stronę, wycelował wskazującym palcem w pierś Georgesa i powiedział: — Ty! Naczelnik chce się z tobą widzieć. — Po czym dodał, tym razem sam do siebie: — Kurwa mać!

Georges uniósł ramiona w geście zdziwienia. Nie sądzę, by udawał.

— Och, mój miry! Zaszło chyba jakieś nieporozumienie?

Sługus wyjął spomiędzy zębów wykałaczkę, którą przez cały czas ssał.

— Też tak uważam, obywatelu — odrzekł. — Lepiej jednak będzie, jeśli sam mu o tym powiesz. Idziemy. Ty zostajesz, siostrzyczko.

— Nie ruszę się nigdzie bez mojej najdroższej siostry! — odezwał się piskliwie Georges. — Kategorycznie odmawiam, i już!

— Morrie — wtrąciło to krówsko zza lady — ona może zaczekać tu. Wejdź do środka, skarbie, i usiądź sobie — powiedziała do mnie, uśmiechając się obleśnie.

Georges pokręcił głową w ledwie dostrzegalny sposób; nie musiał jednak tego robić. Babsko wyglądało prawie tak samo odrażająco, jak Jeremy Rockford. Gdybym została, to albo ona natychmiast zabrałaby mnie z powrotem do tej przebieralni, albo ja wepchnęłabym ją w jej własny kubeł na śmieci, i to bez względu na to, co miałoby się stać później.

Stanęłam jeszcze bliżej Georgesa i wzięłam go za rękę.

— Nie rozstajemy się od chwili, gdy nasza kochana mamusia, będąc na łożu śmierci, kazała mi, bym się nim opiekowała. Teraz też nigdzie beze mnie nie pójdzie — powiedziałam stanowczo. — I już! — dodałam, zastanawiając się, co to właściwie oznacza, o ile oznaczało cokolwiek. Staliśmy tak oboje z zaciętymi minami.

Człowiek nazwany Morrie spojrzał najpierw na mnie, potem z powrotem na Georgesa i westchnął ciężko.

— A niech was szlag…! Dobra, siostro, chodź z nami. Tylko trzymaj dziób na kłódkę i nie odzywaj się, dopóki cię o to nie poproszą.

Zrewidowano nas chyba z pięć czy sześć razy, zanim zostaliśmy postawieni przed obliczem naczelnika. Mnie strażnicy obmacywali ze szczególną gorliwością. John Tumbril na pierwszy rzut oka wydawał się być znacznie wyższy, niż sądziłam do tej pory. Dopiero po chwili przyszło mi do głowy, że to prawdopodobnie brak owego dziwacznego nakrycia głowy sprawia takie wrażenie. Pomyślałam też, iż wygląda jeszcze bardziej pospolicie, niż na przedstawiających go hologramach i plakatach, których wszędzie było pełno. Jak wielu polityków przed nim, Tumbril obrócił swoją szczególną brzydotę na własną korzyść.

Czy głowa państwa musi mieć koniecznie pospolity wygląd? Jeśli popatrzeć w przeszłość, przystojni politycy rzadko kiedy robili zawrotną karierę. Wyjątek stanowił Aleksander Wielki, ale on już na starcie dostał fory — jego ojciec był królem.

Do pewnego stopnia „Warwhoop” Tumbril przypominał żabę, próbującą bez powodzenia stać się ropuchą. Gdy nas zobaczył, chrząknął znacząco.

— A o n a co tu robi? — zapytał.

— Sir — Georges ukłonił się — obawiam się, iż muszę wnieść bardzo poważną skargę. Ten człowiek… Ten człowiek — oskarżycielskim gestem wskazał na przeżuwacza wykałaczek — próbował rozdzielić mnie i moją ukochaną siostrę! Żądam, by został za to ukarany!

Tumbril popatrzył na Morriego, potem na mnie, potem z powrotem na swojego gwardzistę.

— Czy to prawda?

Morrie zapewnił, iż nie zrobił nic takiego, a nawet jeśli, to jedynie dlatego, iż sądził, że naczelnik tak właśnie rozkazał, gdyż w przeciwnym wypadku Morrie nigdy nie pomyślałby…

— Nikt nie kazał ci myśleć — przerwał mu Tumbril lodowatym tonem. — Później z tobą porozmawiam. I dlaczego pozwalasz, by ona stała? Natychmiast podaj jej krzesło, ośle! Czyja naprawdę muszę o wszystko dbać sam?

Natychmiast, gdy tylko usiedliśmy, „Warwhoop” zapomniał o moim istnieniu i całą swą uwagę skupił na Georgesie.

— To, co dziś pan zrobił, było odważne. Tak, proszę pana; to był Bardzo Odważny Czyn. Wielki Naród Kalifornijski dumny jest, że wychował takich Dzielnych Synów. Jak się pan nazywa?

Georges podał swoje nazwisko.

— ”Payroll” jest Dumą Kalifornijskich Nazwisk, Mr. Payroll; jednym z tych, które przydają blasku naszej Wielkiej Historii; od rancheros, którzy zrzucili jarzmo Hiszpan, aż do Dzielnych Patriotów, którzy zrzucili jarzmo Wall Street. Czy mogę się do pana zwracać per George?