Gdy podałam mu herbatę — z mlekiem i dwiema kostkami cukru — oraz nalałam filiżankę dla siebie, usiadłam i odzyskałam zimną krew. Jeśli chodzi o technologię, Szef zawsze posługuje się najnowocześniejszą. Jego maniery są natomiast co najmniej z poprzedniego stulecia. Nigdy nie słyszałam, by kiedykolwiek poprosił kobietę, by mu usługiwała, lecz jeśli jakaś kobieta znajduje się w pobliżu i zaproponuje, że naleje herbatę, jest oczywiste, że nie będzie miał nic przeciwko temu.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Wreszcie Szef odstawił swoją filiżankę i na nowo podjął przerwaną rozmowę.
— Piętaszku, zmieniałaś nazwiska i numery kart kredytowych tak często i szybko, że zawsze byliśmy o krok za tobą. Nie udałoby się nam wyśledzić cię w Vicksburgu, gdyby trasa twojej podróży nie podsunęła mi na myśl tego, co możesz planować. Co prawda nie mam w zwyczaju mieszać się w sprawy swoich kurierów, ograniczając się jedynie do dyskretnej obserwacji ich poczynań, miałem jednak zamiar powstrzymać cię od wyprawy w górę Missisipi… wiedząc, że ekspedycja ta była z góry skazana.
— Jaki właściwie był jej cel, Szefie? Nigdy nie uwierzyłam w to, co mi powiedziano.
— Zamach stanu…
— A więc jednak!
— …bardzo nieudolnie zorganizowany. W ciągu ostatnich dwóch tygodni Imperium miało trzech prezydentów. Obecny nie jest w niczym lepszy od swoich poprzedników i ma takie same szansę na przeżycie, jakie mieli oni. Piętaszku, sprawnie funkcjonująca tyrania jest znacznie lepszą bazą dla mojej działalnosei niż jakakolwiek forma demokratycznych rządów. Ale tego typu tyrania jest taką samą rzadkością, jak sprawnie funkcjonująca demokracja. Wracając jednak do tematu: w Vicksburgu zniknęłaś nam z oczu, bo wyruszyłaś praktycznie bez najmniejszej zwłoki. Zaokrętowałaś się na ten komiczny statek razem z tym komicznym oddziałem najemników, zanim jeszcze mój agent dowiedział się, że podpisałaś kontrakt, czym zresztą doprowadził mnie do irytacji. Jeszcze nie wiem, jak go ukarzę, lecz nie mogę pominąć milczeniem jego nieudolności.
— Wcale nie jestem taka pewna, że należy go ukarać, Szefie. Ja rzeczywiście działałam tak szybko, jak mogłam… bo czułam, że ktoś depcze mi po piętach. I choć bardziej c z u ł a m, niż wiedziałam, iż ktoś mnie śledzi, i tak nie pozwoliłabym, aby się ze mną skontaktował. Skąd mogłam wiedzieć, że to pana człowiek?
— Owszem, znam twoje możliwości. Zgodzisz się jednak, że miałem prawo poczuć się zirytowany, gdy jednego dnia doniesiono mi, iż mój agent stale ma cię na oku… a dwadzieścia cztery godziny później, że nie żyjesz.
— Może tak, może nie. Całkiem niedawno pewien człowiek w Nairobi również próbował siedzieć mi na karku. Kiedy poczułam na plecach jego oddech, był to zarazem ostatni oddech owego człowieka. Nie dałam mu możliwości, by mi się przedstawił. Jeśli jeszcze kiedyś wyśle pan za mną jakiegoś agenta, niech mu pan najpierw opowie tę historyjkę.
— Bardzo rzadko wysyłam kogoś, kto ma cię obserwować. W twoim przypadku znacznie lepiej działają punkty kontrolne. Szczęśliwie dla nas wszystkich żyjesz, więc nie ma potrzeby rozwodzić się nad tym tematem. Chociaż terminale moich wszystkich agentów w Saint Louis są stale inwigilowane, jest z nich jednak jakiś pożytek. Gdy próbowałaś nawiązać kontakt — trzy razy, i za każdym razem bezskutecznie — natychmiast poinformowano mnie o tym. Nie miałem stuprocentowej pewności, że to ty. Zdobyłem ją, kiedy dotarłaś do Fargo.
— No tak, mogłam się była domyśleć. Ten artysta od papierów…?
Udał, że nie dosłyszał pytania.
— Muszę wracać do pracy. Jeśli masz mi coś jeszcze do przekazania, to się streszczaj.
— Tak jest, sir. Gdy wpłynęliśmy do Imperium, udało mi się opuścić statek. Dotarłam do Saint Louis i przekonawszy się, że terminale, których kody posiadałam, są wyłączone z sieci bądź inwigilowane, ruszyłam w kierunku kanadyjskiej granicy. Przekroczyłam ją dwadzieścia sześć kilometrów na wschód od Pembiny, dotarłam do Winnipeg, a stamtąd do Vancouver. Dalej do Bellingham — to już wczoraj — i tutaj. To wszystko.
— Żadnych kłopotów?
— Nie, sir.
— Nic, co mogłoby mieć dla nas jakieś znaczenie?
— Nic, sir.
— W porządku. Gdy będziesz mogła, nagraj szczegółowy raport dla sztabu. Przyślę po ciebie za jakieś dwa, trzy tygodnie. Od jutra zaczynasz szkołę. Punktualnie o dziewiątej.
— Że co?!
— Nie grymaś, to nie przystoi młodej kobiecie. Piętaszku, twoja praca w pełni mnie satysfakcjonuje, lecz czas już najwyższy, byś stała się prawdziwą profesjonalistką. Właściwie powinienem powiedzieć: prawdziwą profesjonalistką na tym etapie. Jesteś straszną ignorantką, ale teraz to musi się zmienić. Jutro o dziewiątej.
— Tak jest, sir.
Ignorantką? Arogancki, stary skurczybyk! Cholera jasna; cieszyłam się, że znowu go widziałam, lecz ten fotel na kółkach niepokoił mnie.
Rozdział XXII
Pajaro Sands to jeden z hoteli w nadmorskim kurorcie leżącym w miejscu oddalonym od cywilizacyjnego zgiełku, obok zapomnianego przez Boga i ludzi miasteczka Watsonville. Istnienie Watsonville usprawiedliwiał tylko jeden powód: był to jeden z ważniejszych portów przeładunkowych ropy naftowej. Oprócz rurociągów, nabrzeży i kilku budynków portowych nie znajdowało się tam nic, co choć trochę upodobniałoby to miasto do ludzkiego osiedla. Jedyną atrakcją były kasyna i burdele w odległym o pięćdziesiąt kilometrów Carmel. Ja jednak nie jestem zagorzałą zwolenniczką ani hazardu, ani seksu za pieniądze — nawet w tak egzotycznym wydaniu jak kalifornijskie.
Do Carmel było zbyt daleko, toteż niewielu ludzi z Kwatery Głównej Szefa odwiedzało to miasto. Wybierając się tam konno, trzeba było jechać na cały weekend. Bezpośredniego połączenia koleją magnetyczną nie było, a chociaż władze kalifornijskie są dość liberalne jeśli chodzi o wydawanie pozwoleń na używanie prywatnych energobili, to Szef pozwalał nam posługiwać się nimi wyłącznie w celach służbowych.
Rozrywkę w Pajaro Sands stanowiły naturalne atrakcje, dla których zbudowano ów kurort w tym miejscu: surfing, słońce i plaża.
Ślizganie się po falach podobało mi się, dopóki nie nabrałam w nim wprawy — potem deska zaczęła mnie nudzić. Zazwyczaj codziennie opalałam się trochę, trochę pływałam, a w międzyczasie przyglądałam się olbrzymim tankowcom przyssanym do rurociągów wzdłuż nabrzeży. Nie bez pewnej satysfakcji spostrzegłam, iż oficerowie pełniący wachty na każdym ze statków również spoglądali dość często w moją stronę — przez szkła lornetek.
Nie było powodów, by ktokolwiek z nas musiał się tu nudzić. Każdy miał w pokoju swój własny terminal. Obecnie wszyscy tak bardzo przyzwyczajeni są do sieci komputerowych, że łatwo zapominają, jakim oknem na świat może być ekran terminalu. Mnie dotyczy to również. Komuś, kto przywykł posługiwać się terminalem wyłącznie w celu płacenia rachunków, zamawiania rozmów i oglądania serwisów informacyjnych, sporą niespodziankę sprawia odkrycie, że urządzenie to ma znacznie bogatsze zastosowanie. Jeśli tylko ma się pieniądze i ochotę, by za to zapłacić, przy terminalu zrobić można praktycznie wszystko, co można zrobić bez zdejmowania bielizny.
Muzyka na żywo? Owszem, można w sobotni wieczór wybrać się na koncert do Berkeley. Ale koncert, który odbył się przed dziesięcioma laty w Londynie, również może okazać się „żywy” i bezpośredni. Wystarczy tylko wprowadzić odpowiednią sekwencję znaków z klawiatury — i czas się cofa. Elektronom jest wszystko jedno.