— Sama się dowiedz. Gdybym ci powiedział, nadal niczego byś nie wiedziała. Po prostu usłyszałabyś coś dla siebie niezrozumiałego. Przestudiuj uważnie to, co ci poleciłem, a wówczas, pewnej nocy — takiej, gdy będziesz spała sama — obudzę cię i zapytam. A ty udzielisz mi odpowiedzi, i wtedy będziesz wiedzieć.
— Do ciężkiej cholery, czy pan zawsze wie, kiedy śpię sama?
— Zawsze — odrzekł i odwrócił się. — Odprawa skończona.
Rozdział XXIII
Opuszczając sanctum sanctorum byłam wściekła na Szefa. Do diabła z nim! Wyniosły, stary, arogancki podglądacz. Poszłam do swojego pokoju i zabrałam się do pracy. Zawsze był to jakiś sposób na wyładowanie gniewu.
Przede wszystkim wydałam komputerowi polecenie zebrania nazw i adresów wszystkich korporacji wchodzących w skład Shipstone. W czasie, gdy były one drukowane, zapytałam o historię całego tego kompleksu. Komputer wymienił dwie: wersję oficjalną, z suplementem w postaci biografii Daniela Shipstone, oraz wersję nieoficjalną, przy której widniała uwaga: „z niezależnych źródeł”. Oprócz tego maszyna podała jeszcze kilka innych pozycji.
Poleciłam wydrukować obie książki oraz pozostałe źródła, jeśli miały poniżej czterech tysięcy słów, lub streścić je, jeśli były bardziej obszerne. Następnie przyjrzałam się liście korporacji: Towarzystwo Gospodarcze Daniela Shipstone, Laboratoria Badawcze Muriel Shipstone, Shipstone Tempe, Shipstone Gobi, Shipstone Aden, Shipstone Sahara, Shipstone Africa, Shipstone Dolina Śmierci, Shipstone Karoo, Kompania Holdingowa Coca-Cola, Korporacja Transportu Wewnątrzplanetarnego, Shipstone Nigdy-Nigdy, Shipstone Ell-Cztery, Shipstone Ell-Pięć, Shipstone Baza Stacjonarna, Shipstone Tycho, Shipstone Ares, Shipstone Głęboka Woda, Shipstone Unlimited, Ltd., Sears-Montgomery Inc., Fundacja Badawcza „Prometeusz”, Szkoła Billa Shipstone Dla Dzieci Z Wadami Rozwoju, Jack & Beanstalk Co., Towarzystwo Morgana, Pozasystemowa Korporacja Kolonialna, Rezerwat Przyrodniczy Przełomu Wilczego Potoku, Muzeum i Szkoła Sztuk Pięknych Shipstone.
Patrzyłam na te nazwy bez specjalnego entuzjazmu. Już przedtem wiedziałam, że cały trust Shipstone musiał być olbrzymi. Teraz miałam wrażenie, iż dogłębne poznanie całego tego monstrum byłoby zajęciem na całe życie. Napędy nie interesowały mnie aż tak bardzo.
Szukałam właśnie jakiegoś punktu zaczepienia, kiedy do pokoju weszła Złociutka, mówiąc, że czas już najwyższy, by wrzucić coś na ruszt.
— Poza tym otrzymałam polecenie dopilnowania, abyś nie spędzała przy terminalu więcej niż osiem godzin dziennie, i byś nie pracowała w weekendy.
— Ach tak! Stary tyran.
Weszłyśmy do jadalni.
— Piętaszku…
— Tak, Złociutka?
— Zauważyłaś pewnie, że Mistrz stał się nieco gderliwy, a czasami wręcz… hmm… trudny.
— Poprawka: z nim zawsze trudno było wytrzymać, lecz ostatnio zrobił się wręcz nie do zniesienia.
— Wszystko przez to, że ból przestał już praktycznie go opuszczać. Na tym etapie lekarstwa przestają działać.
Przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu, nim wreszcie dotarło do mnie to, co powiedziała.
— Złociutka, co mu jest?
— Właściwie to nic. Powiedziałabym nawet, że trzyma się nadspodziewanie dobrze… jak na swój wiek.
— A ile on ma właściwie lat?
— Nie wiem. Wiem tylko na pewno, iż ponad sto, lecz ile wynosi to „ponad”, nie mam pojęcia.
— Coś ty? Musisz się mylić. Kiedy zaczęłam dla niego pracować, nie mógł mieć więcej jak siedemdziesiąt. Co prawda już wtedy używał kuł, ale był bardzo żwawy. Poruszał się przy ich pomocy tak szybko jak ty bez nich.
— To nie ma teraz znaczenia. Powinnaś tylko pamiętać, że on cierpi. Jeśli jest dla ciebie szorstki, przemawia przez niego ból.
W rzeczywistości jest do ciebie bardzo przywiązany i nigdy celowo by cię nie zranił.
— Dlaczego tak sądzisz?
— Ach… I tak powiedziałam ci już zbyt wiele o moim pacjencie. Lepiej zabierajmy się do jedzenia, nim wszystko będzie zimne.
Badając korporację Shipstone, nie próbowałam nawet zagłębiać się w teorię budowy samych Napędów. Sposobem — jedynym sposobem — na rozpracowanie owego zagadnienia byłby powrót do szkoły, zrobienie doktoratu z fizyki, ukończenie intensywnych studiów podoktoranckich z zakresu plazmy i ciał stałych, a następnie otrzymanie pracy w jednej z kompanii Shipstone i wywarcie tam swoim geniuszem, lojalnością i poświęceniem takie wrażenie, by dostać się do kręgu wtajemniczonych, sprawujących kontrolę nad produkcją i jakością Napędów.
Wszystko to wymagałoby co najmniej dwudziestu lat i powrotu do okresu dojrzewania. Nie sądziłam, aby Szef oczekiwał ode mnie odbycia tak długiej podróży.
Pozwólcie więc, że zacytuję kilka zdań z oficjalnej historii i materiałów propagandowych: Prometeusz — Krótka Biografia oraz Zwięzła Ocena Niesłychanych Odkryć Daniela Thomasa Shipstone, Profesora Nauk Przyrodniczych, Magistra Nauk Humanistycznych, Doktora Filozofii, Doktora Praw oraz Dobroczyńcy, który wynalazł Zbawienny System.
„…w ten sposób młody Daniel Shipstone udowodnił bezsprzecznie, iż problem nie leży w niedostatku energii, lecz w metodach jej uzyskiwania i transportowania. Energia jest wszędzie — w promieniowaniu słonecznym, w ruchach mas powietrza, które nazywamy wiatrem, w górskich rzekach i strumieniach, w kaloriach wydzielanego ciepła — skądkolwiek by ono nie pochodziło — w węglu, w ropie naftowej, w rudach pierwiastków promieniotwórczych, w roślinach zielonych. Szczególnie w głębinach oceanów i w zewnętrznych warstwach atmosfery kryje się niewykorzystana energia w ilościach przekraczających ludzką wyobraźnię.
Ci, co mówią o „deficycie energii” i o „racjonowaniu energii” po prostu nie są w stanie zrozumieć owej sytuacji. Z nieba leci manna — wystarczy tylko podstawić miski.
Za radą swej oddanej żony Muriel (z domu Greentree), która powróciła do pracy, by na stole Shipstone’ów nie zabrakło jedzenia, młody Daniel odszedł z General Atomics. Taki był początek kariery człowieka, który stał się ucieleśnieniem jednego z amerykańskich mitów: bohatera-wynalazcy z sutereny. Siedem długich i ponurych lat później skonstruował ręcznie pierwszy Napęd. Wynalazł…"
To, co wynalazł, było sposobem zmagazynowania tak wielkiej ilości kilowatogodzin w urządzeniu o tak małej objętości i masie, że dotychczas żaden inżynier nawet o tym nie śnił. Nazwać to „udoskonaloną baterią” (co robiono we wcześniejszych ocenach) to to samo, co mówić o bombie wodorowej jako o „udoskonalonej petardzie”. Wynalazek Shipstone’a oznaczał zupełny upadek największego (obok zinstytucjonalizowanej religii) przemysłu zachodniego świata.
Aby opowiedzieć, co działo się później, muszę sięgnąć do nieoficjalnej historii i pozostałych źródeł niezależnych — po prostu trudno uwierzyć w tę słodką i przeczystą wersję korporacji. Oto kilka zdań, które miała ponoć wyrzec Muriel do swego męża: — Dany, skarbie, nie zamierzasz chyba opatentować tego wynalazku? Co by ci to dało? Co najwyżej siedemnaście lat… podczas których będą cię ścigać nawet na końcu tego świata. Jeśli opatentujesz to lub choćby tylko spróbujesz to zrobić, Edison, P.O. & E. i Standard Co. natychmiast zablokują cię nakazami, zakazami, wytoczą ci kilka procesów, oskarżą o pogwałcenie prawa i Bóg wie co jeszcze. A przecież sam mówiłeś, że możesz oddać jedno ze swoich urządzeń najlepszemu zespołowi badawczemu laboratoriów G.A. i że jedyne, co będą mogli zrobić, to stopić go, o ile przedtem nie wysadzą sami siebie w powietrze. Czy to miałeś na myśli?