Выбрать главу

Greenowie byli przed wieloma laty moimi przyjaciółmi Ponieważ wykonywali tak niebezpieczny zawód, przekonałem ich, by zdeponowali swój materiał genetyczny: cztery jej jaja i pojemnik z jego spermą. Kiedy zostali zabici, zleciłem przeprowadzenie analizy genów oraz zbadanie szansy stworzenia pogrobowca. Okazało się, iż materiał jest niezgodny — dziecko odziedziczyłoby jedynie złe cechy genetyczne.

Możliwość ostrożnego wykorzystania ich komórek pojawiła się dopiero wówczas, kiedy wynaleziono metodę kreowania sztucznych istot ludzkich. W ty m konkretnym przypadku efektem jedynego projektu, którego realizacja powiodła się, jesteś właśnie ty. Pozostałe próby spełzły na niczym. Istoty, które powstały w ich wyniku, nie były nawet zdolne do życia.. Cóż, praca dobrego inżyniera genetycznego podobna jest do pracy dobrego fotografa: do idealnych rezultatów dochodzi się jedynie odrzucając bezwzględnie każdą próbę odbiegającą od ideału.

Nie będzie już więcej doświadczeń z wykorzystaniem komórek Greenów. Gameta Gaili przepadła, a plemniki Joego są najprawdopodobniej martwe. Nie istnieją również żadne możliwości zbadania stopnia „pokrewieństwa „pomiędzy tobą a Greenami. Jesteś jednak w pewnym sensie kimś, kogo można określić jako ich wnuczkę. Spora część twoich genów pochodzi również z innych źródeł. Cały materiał został wyselekcjonowany niezwykle starannie i dobrany w taki sposób, by zmaksymalizować w tobie wszystkie najlepsze dodatnie cechy i zalety gatunku homo sapiens. Taki właśnie jest twój potencjał. Jego wykorzystanie zależy wyłączne od ciebie.

Jak już wspomniałem, wszystkie dokumenty zostały zniszczone. Przedtem jednak sporządziłem listę przedstawicieli narodowości, których krew płynie w twoich żyłach. O ile dobrze sobie przypominam, znaleźli się tam między innymi: Fin, Polinezyjczyk, Indianka, Hindus, Dunka, rudy Irlandczyk, Swazi, Koreańczyk, Niemka, Chinka, Anglik — oraz w mniejszej części wiele innych, gdyż nie istnieje coś takiego, jak rasa genetycznie czysta. Nigdy nie będziesz więc mogła pozwolić sobie na rasizm — gryzłabyś własny ogon.

Wszystko, co napisałem powyżej, oznacza, iż stworzona zostałaś z najlepszego materiału genetycznego, jaki może sobie wymarzyć inżynier-genetyk. Nic więc dziwnego, że jesteś tak piękna.

Piękna?! Szefie, potrafię przecież patrzeć w lustro. Czy to możliwe, że on rzeczywiście tak myślał? To prawda, jestem nieźle zbudowana; powstałam w końcu w laboratorium, a nie zostałam urodzona. To miło, jeśli uważał tak naprawdę.

W jednym punkcie winien ci jestem wytłumaczenie, a może nawet przeprosiny. Zakładałem, iż zostaniesz wychowana przez przybranych rodziców jako ich naturalne dziecko. Ale ważyłaś jeszcze ciągle mniej niż pięć kilo, kiedy wtrącono mnie do więzienia. I chociaż w końcu udało mi się stamtąd uciec, nie mogłem jednak powrócić na Ziemię. Stało się to możliwe dopiero po Drugim Powstaniu Atlantyckim. Gdyby moje zamierzenia powiodły się, być może nie czułabyś teraz obawy i nieufności w stosunku do tak zwanych „normalnych” ludzi Mam nadzieję, że kiedyś pozbędziesz się tych uczuć — nawet nie wiesz, o ile łatwiejsze stałoby się wówczas twoje życie. Pewnego dnia w jakiś sposób będziesz musiała przekonać swoje serce do tego, co podpowiada ci intelekt: że należysz w pełni do rodzaju ludzkiego.

Co do reszty, cóż jeszcze mogę ci powiedzieć w ostatnim przesłaniu? Ów nieszczęsny zbieg okoliczności — skazanie mnie i uwięzienie w tak nieodpowiednim momencie — pozostawił zbyt głęboką ranę w twojej psychice. Musisz się, moja droga, całkowicie wyleczyć ze strachu, poczucia winy i wstydu. Musisz wyrwać z korzeniami twoją skłonność do użalania się nad własnym losem.

To już zrobiłam. Raz na zawsze!

Sądzę, że zdążyłaś już uodpornić się na pokusy wszelkich religii. Jeśli nie, nie jestem w stanie ci pomóc. Mogę jedynie mieć nadzieję, iż nie wpadniesz w narkomanię. Religia i wiara bywają niekiedy źródłem szczęścia, a ja nie chciałbym nikogo szczęścia pozbawić. Przede wszystkim jednak jest to ucieczka dla ludzi słabych. Ty się do nich nie zaliczasz. Największy problem z religią — każdą religią — to f akt, że ludzie religijni poprzez swą wiarę akceptują pewne rzeczy jako oczywiste, nie będąc w stanie, ani nawet nie próbując ocenić ich według rozumu. Można rozkoszować się gorącym płomieniem wiary albo spędzić życie na ciągłym zadawaniu sobie pytania: „dlaczego?” i odpowiadania na nie w miarę możliwości swojego intelektu. Pamiętaj jednak, że jedno wyklucza drugie.

Jest jeszcze coś — ostatnia sprawa — o której chciałbym ci powiedzieć dla własnej satysfakcji. Otóż jestem jednym z twoich „przodków”. Nie najważniejszym, nawet nie ważnym, ale coś z mojego własnego kodu genetycznego żyje i żyć będzie w tobie. Jesteś nie tylko moją przybraną córką — jesteś też w pewnym sensie moim naturalnym dzieckiem. Ku mojej dumie.

Pozwól, że zakończę słowami, na które nie mogłem sobie pozwolić… nie mogłem się zdobyczą życia: Kochający Hartley M. Baldwin Wsunęłam list na powrót do koperty, podkurczyłam nogi i siedziałam przez chwilę w zamyśleniu, wierzchem dłoni ocierając łzy, których nie starałam się wcale powstrzymywać. Nie widzę nic złego w płakaniu; ono „oliwi” psyche.

Kiedy wreszcie uporałam się z sobą, poszłam do łazienki, umyłam twarz i postanowiłam przestać dręczyć się śmiercią Szefa. Myśl o tym, że był on moim przybranym ojcem, sprawiała mi przyjemność. Miło też było wiedzieć, iż żyje we mnie jego cząstka. Dla mnie był zawsze przede wszystkim Szefem i tak już pozostanie. Myślę, że nie miałby mi za złe owych kilku łez, na jakie sobie pozwoliłam, lecz z pewnością nie byłby zadowolony, gdybym na nich nie poprzestała.

Złociutka i Anna ciągle jeszcze dusiły komara, wyczerpane wydarzeniami ubiegłej doby. Zamknęłam więc drzwi do sypialni, z radością zauważając, że były dźwiękochłonne, i usiadłam przed terminalem. Wsunęłam kartę w szczelinę czytnika i wystukałam na klawiaturze kod firmy Fong, Tomasawa i tak dalej.

Rozpoznałam twarz kobiety, która ukazała się na ekranie. Gdybym mieszkała na Księżycu, też nosiłabym tylko monokini. No, może jeszcze buty na wysokich koturnach. I szmaragd w pępku.

— Przepraszam — powiedziałam. — Byłam nieco zamyślona i przez roztargnienie musiałam posłużyć się kodem TAC & AP, chociaż chciałam połączyć się z Fong, Tomosawa, Rothschild, Fong & Finnegan. Czasem podświadomość płata mi figle. Jeszcze raz przepraszam, że panią niepokoiłam. A przy okazji: dzięki za pomoc, jakiej udzieliła mi pani przed kilkoma miesiącami.

— Nie ma sprawy. A kod, którego użyłaś, jest jak najbardziej właściwy. Poprzednio zapomniałam się przedstawić: jestem Gloria Tomosawa, jeden ze wspólników firmy Fong, Tomosawa itd. Teraz, gdy dziadek Fong odszedł na emeryturę, jestem właściwie jej szefem, co nie przeszkadza mi być również wiceprezesem TAC & AP. Stanowimy część tego banku, co oznacza, że obie mamy ze sobą interes do załatwienia. Wszyscy tutaj jesteśmy przygnębieni wiadomością o śmierci doktora Baldwina. Mam jednak nadzieję, że pani nie jest zbyt przygnębiona… panno Baldwin.