Выбрать главу

Christian odwraca się i nonszalancko wraca do komody. Otwiera jedną z szuflad, po czym wyjmuje z niej jakieś przedmioty i kładzie je na blacie. Zżera mnie ciekawość, ale opieram się pokusie rzucenia na to okiem. Wreszcie staje przede mną. Widzę jego bose stopy i pragnę wycałować ich każdy centymetr… przebiec językiem po podbiciu, ssać każdy palec.

– Ślicznie wyglądasz – odzywa się.

Głowę mam opuszczoną, świadoma tego, że on na mnie patrzy, gdy tymczasem ja jestem niemal zupełnie naga. Powoli na moje policzki wypełza rumieniec. Christian nachyla się i chwyta za brodę, zmuszając do uniesienia głowy.

– Piękna z ciebie kobieta, Anastasio. I jesteś cała moja – mruczy. – Wstań. – Polecenie jest łagodne, pełne zmysłowej obietnicy.

Wstaję niepewnie.

– Spójrz na mnie.

Ma spojrzenie Pana – zimne, twarde i cholernie seksowne, siedem odcieni grzechu w jednym kuszącym spojrzeniu. W ustach czuję suchość i wiem, że zrobię wszystko, co mi każe. Na jego ustach błądzi niemal okrutny uśmiech.

– Nie podpisaliśmy umowy, Anastasio. Ale omówiliśmy granice. I pragnę powtórzyć, że jest coś takiego jak hasła bezpieczeństwa, okej?

O kuźwa… co on takiego zaplanował, że mogę potrzebować tych haseł?

– Jakie są te hasła? – pyta apodyktycznie.

Marszczę lekko czoło.

– Jakie są hasła bezpieczeństwa, Anastasio? – pyta niepokojąco powoli.

– „Żółty” – bąkam.

– I? – Usta ma zaciśnięte.

– „Czerwony” – wyrzucam z siebie.

– Zapamiętaj je.

Bezwiednie unoszę brew i już-już mam mu przypomnieć o swojej średniej ocen, ale nagły lód w jego oczach sprawia, że głos więźnie mi w gardle.

– Tutaj daruj sobie swoją niewyparzoną buzię, panno Steele. W przeciwnym razie każę ci jej użyć do zrobienia mi loda. Zrozumiano?

Przełykam ślinę. Okej. Mrugam szybko powiekami. Prawdę mówiąc, bardziej mnie onieśmiela jego ton niż słowa, które wypowiada.

– No więc?

– Tak, proszę pana – mamroczę pospiesznie.

– Grzeczna dziewczynka. – Wpatruje się we mnie. – Moim zamiarem nie jest doprowadzenie do tego, abyś musiała użyć hasła bezpieczeństwa, ponieważ będziesz czuć ból. To, co ci zrobię, będzie intensywne. Bardzo intensywne i musisz mną pokierować. Rozumiesz?

Niezupełnie. Intensywne? Wow.

– Chodzi o dotyk, Anastasio. Nie będziesz mnie widzieć ani słyszeć. Ale będziesz mnie czuć.

Marszczę brwi – nie będę go słyszeć? Jak coś takiego ma się udać? Christian odwraca się. Wcześniej nie zwróciłam uwagi na to, że nad komodą wisi eleganckie, czarne, matowe pudełko. Gdy macha przed nim ręką, otwierają się drzwiczki, odsłaniając odtwarzacz CD oraz rząd przycisków. Christian wciska kilka po kolei. Nic się nie dzieje, ale on sprawia wrażenie zadowolonego. Kiedy odwraca się znowu twarzą do mnie, na jego twarzy błąka się ten jego tajemniczy uśmiech.

– Mam zamiar przywiązać cię do tego łóżka, Anastasio. Ale najpierw zawiążę ci oczy i – pokazuje trzymanego w dłoni iPoda – nie będziesz mnie słyszeć. Będziesz słyszeć jedynie muzykę, którą ci puszczę.

Okej. Muzyczne interludium. Nie tego się spodziewałam. Jezu, mam nadzieję, że to nie rap.

– Chodź. – Bierze mnie za rękę i prowadzi do antycznego łóżka z czterema kolumienkami. Na każdym rogu przymocowano metalowe łańcuchy ze skórzanymi kajdankami, błyszczące na tle czerwonej satyny.

O rany, serce chyba wyskoczy mi z piersi, a w środku zżera mnie pragnienie.

– Stań tutaj. – Staję twarzą do łóżka. On się nachyla i szepcze mi do ucha: – Zaczekaj. Patrz na łóżko. Wyobrażaj sobie, że leżysz na nim związana, zdana wyłącznie na moją łaskę.

Odchodzi na chwilę i słyszę, że bierze coś spod drzwi. Wszystkie zmysły mam wyostrzone, zwłaszcza słuch. Wziął coś z wieszaka z pejczami i batami. O kuźwa. Co on ma zamiar zrobić?

Czuję go za sobą. Zgarnia moje włosy, związuje w kucyk, a potem zaczyna zaplatać warkocz.

– Choć podobają mi się twoje kucyki, Anastasio, trochę się teraz niecierpliwię. Będzie musiał wystarczyć jeden. – Głos ma niski, miękki.

Jego wprawne palce muskają czasami moje plecy i każdy dotyk jest dla mnie słodkim elektrycznym porażeniem. Związuje koniec gumką, a potem pociąga lekko za warkocz, tak że muszę cofnąć się o krok. Pociąga raz jeszcze, aby mieć lepszy dostęp do szyi. Nachyla się i muska ją nosem, a potem przesuwa językiem i zębami od ucha aż do ramienia. Mruczy cicho, a dźwięk ten rezonuje w mym ciele. Z mojego gardła wydobywa się jęk.

– Bądź cicho – mruczy z ustami przy mojej skórze. Wyciąga przede mnie swoje ręce. W prawej trzyma pejcz.

– Dotknij go – szepcze i brzmi jak sam diabeł. W odpowiedzi w moim ciele eksploduje ogień. Niepewnie unoszę rękę i muskam długie rzemyki. Liczne rzemyki, wszystkie są wykonane z miękkiego zamszu i mają na końcach małe koraliki. – Użyję tego. Nie będzie bolało, ale sprawi, że krew będzie szybciej ci krążyć i skóra stanie się bardzo wrażliwa.

Och, mówi, że nie będzie boleć.

– Jakie są hasła bezpieczeństwa, Anastasio?

– Eee… „żółty” i „czerwony”, proszę pana – szepczę.

– Grzeczna dziewczynka. Pamiętaj, najwięcej strachu kryje się w głowie.

Rzuca pejcz na łóżko i kładzie dłonie na mojej talii.

– Nie będziesz ich potrzebować – mówi i zsuwa mi majtki. Wychodzę z nich, opierając się o jedną z rzeźbionych kolumn. – Stój nieruchomo – nakazuje i całuje mnie w pupę, a potem dwa razy kąsa.

– A teraz się połóż. Na plecach – dodaje, klepiąc mnie mocno w pośladki.

Pospiesznie kładę się na twardym materacu. Satyna jest miękka i chłodna.

– Ręce nad głowę – nakazuje, i tak właśnie robię.

Rany, moje ciało jest takie wygłodniałe.

Christian odwraca się i kątem oka dostrzegam, jak idzie do komody, a potem wraca z iPodem, a także z czymś, co wygląda jak maska na oczy, podobna do tej, której używałam podczas lotu do Atlanty. Na tę myśl mam ochotę się uśmiechnąć, ale usta odmawiają mi posłuszeństwa. Za bardzo jestem pochłonięta oczekiwaniem. Z absolutnie nieruchomą twarzą wpatruję się w niego szeroko otwartymi oczami.

Siada na skraju łóżka i pokazuje mi iPoda. Oprócz słuchawek ma jakąś osobliwą antenkę. Dziwne. Marszczę brwi, próbując to rozpracować.

– To przekazuje odtwarzaną przez iPoda muzykę do odtwarzacza w pokoju – odpowiada Christian na moje niewyartykułowane na głos pytanie. – Słyszę to samo, co ty, no i mam jeszcze pilota. – Uśmiecha się tajemniczo i pokazuje mi małe, płaskie urządzenie wyglądające jak jakiś modny kalkulator. Pochyla się nade mną, delikatnie wkłada mi słuchawki do uszu i przymocowuje iPoda gdzieś nad moją głową.

– Unieś głowę – mówi, a ja natychmiast wykonuję polecenie.

Powoli nakłada mi maskę i chwilę później jestem ślepa. Gumka maski przytrzymuje słuchawki na miejscu. Nadal go słyszę, choć dźwięk jest przytłumiony. Ogłusza mnie własny oddech – płytki i urywany, odzwierciedlający moje podniecenie. Christian ujmuje moją lewą rękę, wyciąga ją delikatnie w stronę rogu łóżka i przytwierdza mi do nadgarstka skórzane kajdanki. Na koniec przesuwa długimi palcami wzdłuż całej ręki. Och! Jego dotyk wywołuje w mym ciele dreszcz. Słyszę, jak przechodzi na drugą stronę, gdzie robi to samo z prawą ręką. Chyba zaraz wybuchnę. Dlaczego to takie erotyczne?