Выбрать главу

– Celowo przygryzasz dolną wargę? – pyta głucho. Mrugam powiekami i uwalniam wargę.

– Robiłam to bezwiednie – bąkam.

Serce wali mi jak młotem. Czuję między nami przyciąganie, ten rozkoszny prąd wypełniający przestrzeń wyładowaniami. Christian siedzi tak blisko mnie, oczy ma niemal grafitowe, łokcie opiera na kolanach. Przechyla się i powoli zdejmuje mi gumkę z jednego kucyka, uwalniając włosy. Oddech mam płytki i nie jestem w stanie się ruszyć. Obserwuję zahipnotyzowana, jak jego dłoń biegnie do drugiego kucyka, pociąga za gumkę, następnie przeczesuje palcami włosy.

– A więc postanowiłaś poćwiczyć. – Głos ma miękki i melodyjny. Delikatnie zakłada mi włosy za ucho. – Dlaczego, Anastasio? – Palce zataczają powolne kółka, a po chwili delikatnie, rytmicznie pociągają za ucho. To takie zmysłowe.

– Potrzebowałam czasu, aby pomyśleć – szepczę. Czuję się jak krążąca wokół ognia ćma… a on doskonale wie, co mi robi.

– Pomyśleć o czym, Anastasio?

– O tobie.

– I doszłaś do wniosku, że miło było mnie poznać? Masz na myśli poznanie w znaczeniu biblijnym?

O cholera. Oblewam się rumieńcem.

– Nie sądziłam, że znasz Biblię.

– Uczęszczałem do szkoły niedzielnej, Anastasio. Dużo się tam nauczyłem.

– Nie przypominam sobie, aby w Biblii była mowa o klamerkach na sutki. Być może ciebie uczono z jakiegoś nowoczesnego tłumaczenia.

Usta wygina w półuśmiechu, a ja wpatruję się w nie jak zahipnotyzowana.

– Cóż, pomyślałem sobie, że powinienem przyjechać i przypomnieć ci, jak „miło” było mnie poznać.

O kuźwa. Wpatruję się w niego z otwartymi ustami. Jego palce przesuwają się z ucha do brody.

– Co ty na to, panno Steele?

Jego spojrzenie wwierca się we mnie, rzucając mi wyzwanie. Usta ma rozchylone – czeka, gotowy do ataku. W głębi mego brzucha wybucha niegasnące pożądanie. Wykonuję ruch wyprzedzający i sama rzucam się na niego. I nie mam pojęcia, jak do tego dochodzi, ale sekundę później leżę na łóżku z rękami przygwożdżonymi nad głową. Wolną ręką Christian przytrzymuje mi twarz, a jego usta szukają moich.

Jego język wdziera się do środka, władczy i nieustępliwy, a ja upajam się jego siłą. Czuję go wzdłuż całego ciała. Pragnie mnie, właśnie mnie. Nie Kate w skąpym bikini, nie jednej z piętnastu, nie występnej Mrs Robinson. Mnie. Ten piękny mężczyzna pragnie mnie. Moja wewnętrzna bogini tak promienieje, że zdołałaby oświetlić całe Portland. Christian przerywa pocałunek. Otwieram oczy i widzę, że wpatruje się we mnie.

– Ufasz mi? – pyta bez tchu.

Kiwam głową. Oczy mam szeroko otwarte, serce obija mi się o żebra, w uszach czuję dudnienie krwi.

Z kieszeni spodni wyjmuje srebrzystoszary jedwabny krawat… TEN krawat, który pozostawia na mojej skórze odbicie splotu. Porusza się bardzo szybko, siadając na mnie okrakiem i krępując nadgarstki, ale tym razem drugi koniec krawata przywiązuje do jednego ze szczebli w moim białym łóżku. Sprawdza, czy węzeł jest wystarczająco mocny. Nigdzie się nie wybieram. Jestem przywiązana, w sensie dosłownym, do łóżka, i niesamowicie mnie to podnieca.

Zsuwa się ze mnie i staje obok łóżka. Patrzy na mnie oczami pociemniałymi z pożądania. W jego spojrzeniu triumf miesza się z uczuciem ulgi.

– Tak lepiej – mruczy i uśmiecha się szelmowsko. Schyla się i zaczyna rozwiązywać sznurówkę jednego adidasa. O nie… nie… moje stopy. Nie. Niedawno biegałam.

– Nie – protestuję, próbując go odepchnąć.

Przerywa to, co robi.

– Jeśli będziesz się rzucać, nogi też ci skrępuję. Jeśli zaczniesz głośno protestować, Anastasio, zaknebluję cię. Bądź cicho, Katherine nasłuchuje pewnie teraz pod drzwiami.

Zaknebluje mnie! Kate! Nieruchomieję.

Zdejmuje mi buty i skarpetki, a potem sprawnie zsuwa ze mnie spodnie. Och – jaką założyłam dziś bieliznę? Unosi mnie, wyciąga spode mnie narzutę i kołdrę i kładzie z powrotem, tym razem na samym prześcieradle.

– No dobrze. – Powoli oblizuje usta. – Przygryzasz wargę, Anastasio. Wiesz, jak to na mnie działa. – Ostrzegawczym gestem przesuwa palcem wskazującym po moich ustach.

O rany. Ledwie jestem w stanie się opanować, leżąc bezradnie i patrząc, jak Christian porusza się z gracją po moim pokoju. To uderzający do głowy afrodyzjak. Powoli, niemal leniwie, zdejmuje buty i skarpetki, rozpina spodnie i ściąga przez głowę koszulę.

– Myślę, że za dużo widziałaś. – Chichocze przebiegle. Ponownie siada na mnie okrakiem, podciąga T-shirt, ale go ze mnie nie zdejmuje, czego się spodziewam, lecz zwija go aż do szyi, a potem zakłada mi na głowę, tak że on widzi moje usta i nos, ale oczy mam zasłonięte.

– Mhm – mruczy z zadowoleniem. – Robi się coraz przyjemniej. Idę po coś do picia.

Nachyla się nade mną, całuje czule, a potem wstaje z łóżka. Słyszę ciche skrzypnięcie otwieranych drzwi. Coś do picia. Gdzie? Tutaj? Do Portland? Do Seattle? Wytężam słuch. Słyszę jakieś głosy i wiem, że rozmawia z Kate – o nie… jest praktycznie nagi. Co ona powie? Słyszę jakieś stuknięcie. Co to? Wraca, ponowne skrzypnięcie drzwi, odgłos kroków i stukających o szkło kostek lodu. Co to za drink? Christian zamyka drzwi i zdejmuje spodnie. Opadają na podłogę i wiem, że jest nagi. Ponownie siada na mnie.

– Chce ci się pić, Anastasio? – pyta lekko żartobliwie.

– Tak. – Dyszę, ponieważ nagle zaschło mi w gardle. Słyszę stukające o siebie kostki lodu, a potem on się pochyla i mnie całuje, wlewając do ust pyszny chłodny płyn. Białe wino. To takie niespodziewane, takie palące, mimo że zarówno płyn, jak i usta Christiana są chłodne.

– Jeszcze? – pyta szeptem.

Kiwam głową. Wino smakuje niebiańsko, ponieważ wcześniej było w jego ustach. Po chwili do moich wlewają się kolejne krople… o matko.

– Tylko się nie zapędźmy. Wiemy, że masz bardzo słabą głowę, Anastasio.

Nie mogę się powstrzymać. Uśmiecham się szeroko, a on nachyla się i częstuje kolejnym łykiem. Zmienia pozycję i leży teraz obok mnie, napierając nabrzmiałym członkiem na moje biodro. Och, tak bardzo pragnę poczuć go w sobie.

– Czy tak jest „miło”? – pyta. Słyszę w jego głosie nutkę groźby.

Sztywnieję. Ponownie nachyla się nade mną, całuje i razem z winem wpuszcza do ust kawałek lodu. Powoli, niespiesznie obsypuje chłodnymi pocałunkami moją szyję, schodząc w dół do piersi, a stamtąd do brzucha. Do pępka wrzuca kostkę lodu w towarzystwie schłodzonego wina. Robi mi się gorąco w podbrzuszu. O rany!

– A teraz leż nieruchomo – szepcze. – Jeśli się ruszysz, Anastasio, wylejesz wino na łóżko.

Odruchowo wyginam biodra.

– O nie. Jeśli rozlejesz wino, ukarzę cię, panno Steele.

Jęczę i rozpaczliwie walczę z pragnieniem uniesienia bioder.

O nie… błagam.

Jednym palcem odciąga po kolei miseczki stanika, uwalniając moje piersi. Chłodnymi ustami całuje najpierw jeden sutek, potem drugi. Walczę ze swym ciałem, które próbuje wygiąć się w łuk.

– A to jest „miłe”? – pyta, dmuchając na jeden sutek.

Słyszę kolejne stuknięcie kostek lodu, a potem czuję go wokół prawego sutka, gdy tymczasem lewy pozostaje w jego ustach. Jęczę, z całych sił starając się nie ruszać. To słodka, przejmująca tortura.

– Jeśli rozlejesz wino, nie pozwolę ci dojść.

– Och… proszę… Christianie… proszę pana… błagam.

Doprowadza mnie do szaleństwa. Słyszę, jak się uśmiecha.

Lód w moim pępku topi się. Jestem gorąca – gorąca, mokra i spragniona. Pragnę go w sobie, natychmiast.

Chłodnymi palcami gładzi leniwie mój brzuch. Skórę mam tak wrażliwą, że automatycznie unoszę biodra i ogrzany płyn wycieka z pępka na brzuch. Christian szybko zaczyna go zlizywać, całując mnie, lekko podgryzając, ssąc.