A niech to diabli. W końcu do czegoś dochodzimy.
– Więc nie chodzi o ból, który mi zadajesz?
Przełyka ślinę.
– Odrobinę, lubię patrzeć, ile możesz znieść, ale nie to jest głównym powodem. Raczej fakt, że jesteś moja i mogę robić z tobą, co tylko chcę, że mam nad tobą stuprocentową kontrolę. To właśnie mnie podnieca. Bardzo, Anastasio. Możliwe, że nie wyrażam się zbyt jasno… Nigdy dotąd nie musiałem się tłumaczyć i tak naprawdę zbyt wiele się nad tym wszystkim nie zastanawiałem. Zawsze mnie otaczali ludzie, którzy myślą podobnie. – Wzrusza przepraszająco ramionami. – No ale ty nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Jak czułaś się po wszystkim?
– Miałam w głowie mętlik.
– Byłaś tym seksualnie pobudzona, Anastasio. – Zamyka na chwilę oczy, a kiedy je otwiera, płoną gorącym blaskiem. To spojrzenie budzi moje libido, które jest, jak się okazuje, nienasycone.
– Nie patrz tak na mnie – mruczy Christian.
Marszczę brwi. Jezu, a teraz co takiego zrobiłam?
– Nie mam już żadnej prezerwatywy, a ty jesteś zdenerwowana. Wbrew temu, co sądzi twoja współlokatorka, nie jestem potworem. A więc miałaś w głowie mętlik?
Wiercę się pod jego przenikliwym spojrzeniem.
– W komunikacji mejlowej nie masz problemu ze szczerością. Twoje mejle zawsze mi mówią, co czujesz. Dlaczego teraz tak nie potrafisz? Aż tak bardzo cię onieśmielam?
Z niebiesko-kremowej narzuty od mamy zdejmuję wyimaginowany paproszek.
– Zwodzisz mnie, Christianie. Kompletnie mnie przytłaczasz. Czuję się jak Ikar przelatujący zbyt blisko słońca – mówię cicho.
Christian wciąga głośno powietrze.
– Cóż, myślę, że opacznie to odbierasz – szepcze.
– Słucham?
– Och, Anastasio, rzuciłaś na mnie urok. Czy to nie oczywiste?
Nie, dla mnie nie. Rzuciłam urok… Moja wewnętrzna bogini stoi z rozdziawioną buzią. Nawet ona mu nie wierzy.
– Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Napisz mejl, proszę. Ale teraz naprawdę chciałbym pójść spać. Mogę zostać?
– Chcesz tu zostać? – W moim głosie pobrzmiewa nadzieja.
– Chciałaś tego.
– Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
– Napiszę ci mejl – burczy z rozdrażnieniem.
Wstaje i opróżnia kieszenie dżinsów: BlackBerry, klucze, portfel, pieniądze. Rany Julek, ileż ci mężczyźni noszą w kieszeniach. Zdejmuje zegarek, buty, skarpetki i dżinsy, a przez oparcie krzesła przerzuca marynarkę. Przechodzi na drugą stronę łóżka i wsuwa się pod kołdrę.
– Kładź się – rzuca.
Powoli wykonuję polecenie, krzywiąc się i nie odrywając od niego wzroku. Jezu… on rzeczywiście zostaje. Paraliżuje mnie euforyczny szok. Christian opiera się na łokciu i patrzy na mnie.
– Jeśli zamierzasz płakać, zrób to przy mnie. Muszę to widzieć.
– Chcesz, żebym płakała?
– Niekoniecznie. Chcę jedynie wiedzieć, jak się czujesz. Nie chcę, abyś mi się wyślizgiwała. Zgaś światło. Jest późno, a jutro oboje musimy pracować.
No i proszę, nadal apodyktyczny, ale nie mogę narzekać; leży w moim łóżku. Nie do końca rozumiem dlaczego… Może częściej powinnam przy nim płakać. Gaszę lampkę.
– Połóż się na boku, tyłem do mnie – burczy w ciemnościach.
Przewracam oczami, mając świadomość, że mnie nie widzi, ale robię, co mi każe. Ostrożnie przysuwa się, obejmuje ramieniem i przyciąga do siebie.
– Śpij, mała – szepcze i czuję we włosach jego nos.
W mordę jeża. Christian Grey śpi ze mną. I w cichej przystani, jaką są dla mnie jego ramiona, odpływam w spokojny sen.
ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY
Płomień świecy jest zbyt gorący. Migocze i tańczy w ciepłym wietrze, wietrze, który nie daje wytchnienia od żaru. Cienkie niteczki babiego lata fruwają w ciemnościach, połyskując srebrzyście w świetle świecy. Opieram się, ale siła przyciągania jest zbyt duża. A potem robi się zbyt jasno, a ja lecę zbyt blisko słońca, oślepiona, przypalona i roztapiająca się od skwaru, nade wszystko próbując utrzymać się w powietrzu. Jestem taka rozgrzana. To ciepło… jest duszne, przytłaczające. Ono mnie budzi.
Otwieram oczy i stwierdzam, że leżę w objęciach Christiana Greya. Owinął się wokół mego ciała niczym zwycięska flaga. Śpi z głową na mojej piersi, obejmując ramieniem, tuląc do siebie, i jeszcze przerzucił przeze mnie nogę. Dusi mnie gorącem swego ciała, no i jest ciężki. Przez chwilę oswajam się z faktem, że nadal leży w moim łóżku, a już jest ranek. Spędził ze mną całą noc.
Prawą rękę mam wyciągniętą, zapewne szukała chłodniejszego miejsca. I gdy tak przetrawiam fakt, że Christian tu leży, w mojej głowie pojawia się pewna myśl. Mogę go dotknąć. On śpi. Z wahaniem unoszę rękę i przebiegam czubkami palców po jego plecach. Z jego gardła dobywa się cichy, niespokojny jęk. Zaczyna się ruszać. Trąca nosem moją klatkę piersiową, budząc się i oddychając głęboko. Mruga kilka razy, a potem jego szare, zaspane spojrzenie napotyka moje.
– Dzień dobry – mruczy i marszczy brwi. – Jezu, nawet we śnie ciągnie mnie do ciebie. – Powoli odkleja się ode mnie. Na biodrze wyczuwam jego wzwód i otwieram szeroko oczy. Christian zauważa moją reakcję i obdarza leniwym, seksownym uśmiechem. – Hmm… moglibyśmy to wykorzystać, ale chyba powinniśmy poczekać do niedzieli. – Nachyla się i muska nosem moje ucho.
Rumienię się.
– Gorący jesteś – mówię.
– Sama jesteś niezła – mruczy i sugestywnie ociera się o mnie.
Jeszcze bardziej się rumienię. Wcale nie to miałam na myśli. Opiera się na łokciu i patrzy z rozbawieniem. Nachyla głowę i delikatnie całuje mnie w usta.
– Dobrze spałaś? – pyta.
Kiwam głową. Rzeczywiście świetnie mi się spało, może z wyjątkiem ostatnich trzydziestu minut, kiedy było mi za gorąco.
– Ja też. – Marszczy brwi. – Tak, bardzo dobrze. – Unosi brwi, jakby go to dziwiło. – Która godzina?
Zerkam na budzik.
– Siódma trzydzieści.
– Siódma trzydzieści… cholera. – Wyskakuje z łóżka i zaczyna wkładać dżinsy.
Tym razem to ja czuję rozbawienie. Christian Grey jest spóźniony i zdenerwowany. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Poniewczasie uświadamiam sobie, że tyłek już mnie nie boli.
– Masz na mnie bardzo zły wpływ. O ósmej muszę być na zebraniu w Portland. Czy ty się ze mnie śmiejesz?
– Tak.
Uśmiecha się szeroko.
– Jestem spóźniony. To nie w moim stylu. Kolejny pierwszy raz, panno Steele. – Wkłada marynarkę, a potem pochyla się i ujmuje w dłonie moją twarz. – Niedziela – mówi. Słowo to jest nabrzmiałe obietnicą. Mięśnie w moim podbrzuszu zaciskają się w słodkim oczekiwaniu. Fantastyczne uczucie. – Taylor przyjedzie zająć się garbusem. Mówiłem poważnie. Nie siadaj za kierownicą. Do zobaczenia w niedzielę u mnie. Napiszę ci w mejlu, o której godzinie. – I chwilę później już go nie ma.
Christian Grey spędził ze mną noc i czuję się wypoczęta. I nie było seksu, a jedynie przytulanie. Mówił, że nigdy z nikim nie spał – ale ze mną już trzy razy. Uśmiecham się szeroko i powoli wstaję z łóżka. Więcej we mnie optymizmu. Ruszam do kuchni po herbatę.
Po śniadaniu biorę prysznic i szybko się ubieram, szykując się na ostatni dzień pracy u Claytona. To koniec pewnej epoki i pożegnanie z państwem Clayton, WSU, Vancouver, mieszkaniem, garbusem. Rzucam spojrzenie na to podłe urządzenie. Jest dopiero siódma pięćdziesiąt dwie. Mam czas.
Nadawca: Anastasia Steele
Temat: Napaść i pobicie
Data: 27 maja 2011, 08:05
Adresat: Christian Grey