Podczas jazdy próbuję przeanalizować naszą wymianę mejli. Bywa protekcjonalnym sukinsynem. Ale potem myślę o Grace i ogarniają mnie wyrzuty sumienia. No ale przecież to nie ona jest jego rodzoną matką. Hmm, całe mnóstwo nieznanego bólu. Cóż, protekcjonalny sukinsyn w takim razie ujdzie. Tak. Jestem dorosła, dziękuję, Christianie Greyu, że mi o tym przypomniałeś, i sama dokonuję wyborów. Problem w tym, że pragnę jedynie Christiana, a nie tego całego… bagażu. Bagażu ważącego chyba z tonę. Czy potrafię go przyjąć w pakiecie z Christianem? Jak uległa? Powiedziałam, że spróbuję.
Zajeżdżam na parking przed sklepem. Gdy wchodzę, ledwie jestem w stanie uwierzyć, że to mój ostatni dzień. Na szczęście przez sklep przewija się sporo klientów i czas szybko mija. W porze lunchu pan Clayton wzywa mnie do magazynu. Obok niego stoi kurier.
– Panna Steele? – pyta kurier.
Patrzę pytająco na pana Claytona, który wzrusza ramionami, równie zaskoczony jak ja. Co takiego przysłał mi teraz Christian? Podpisuję odbiór niewielkiej paczki i natychmiast ją otwieram. To BlackBerry. Włączam go.
Nadawca: Christian Grey
Temat: POŻYCZONY BlackBerry
Data: 27 maja 2011, 11:15
Adresat: Anastasia Steele
Muszę mieć możliwość stałego z Tobą kontaktu, a jako że to Twoja najuczciwsza forma komunikacji, uznałem, że przyda Ci się BlackBerry. Christian Grey Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.
Nadawca: Anastasia Steele
Temat: Rozszalały konsumpcjonizm
Data: 27 maja 2011, 13:22
Adresat: Christian Grey
Myślę, że powinieneś natychmiast zadzwonić do dr. Flynna. Twoje zapędy prześladowcze szaleją. Jestem teraz w pracy. Napiszę mejl po powrocie do domu. Dziękuję za kolejny gadżet. Nie myliłam się, mówiąc, że jesteś idealnym konsumentem. Czemu to robisz? Ana
Nadawca: Christian Grey
Temat: Roztropność u tak młodej osóbki
Data: 27 maja 2011, 13:24
Adresat: Anastasia Steele
Celna uwaga, jak zawsze, Panno Steele. Dr Flynn ma urlop.A robię to dlatego, że mogę. Christian Grey Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.
Wkładam gadżet do tylnej kieszeni dżinsów, już go nienawidząc. Mejlowanie z Christianem jest uzależniające, ale teraz powinnam zająć się pracą. Wibruje mi przy pośladku… Jakież to trafne, myślę z ironią, przywołuję jednak całą swoją silną wolę i ignoruję wiadomość.
O czwartej państwo Clayton zwołują wszystkich pracowników i po straszliwie krępującej przemowie wręczają mi czek opiewający na trzysta dolarów. W tym momencie kumulują się we mnie wszystkie wydarzenia minionych trzech tygodni: egzaminy, koniec studiów, porąbany miliarder, utrata dziewictwa, granice względne i bezwzględne, pokoje zabaw bez konsoli, loty śmigłowcem i fakt, że jutro się przeprowadzam. O dziwo, jakimś cudem biorę się w garść. Moja podświadomość otwiera buzię ze zdumienia. Mocno ściskam państwa Claytonów. Byli dobrymi i szczodrymi pracodawcami i będzie mi ich brakować.
Kiedy podjeżdżam pod dom, Kate wysiada właśnie ze swojego samochodu.
– Co to ma być? – pyta oskarżycielsko, pokazując na audi.
Nie mogę się oprzeć.
– Samochód – odpowiadam żartobliwie. Mruży oczy i przez krótką chwilę się zastanawiam, czy ona także zamierza przełożyć mnie przez kolano. – Prezent z okazji ukończenia studiów. – Staram się, aby zabrzmiało to nonszalancko. Tak, codziennie dostaję w prezencie drogie samochody. Kate opada szczęka.
– Hojny z niego palant, co?
Kiwam głową.
– Próbowałam go nie przyjąć, ale szczerze mówiąc, nie ma sensu się kłócić.
Kate zasznurowuje usta.
– Nic dziwnego, że czujesz się przytłoczona. Zauważyłam, że został na noc.
– Tak. – Uśmiecham się tęsknie.
– Dokończymy pakowanie?
Kiwam głową i wchodzę za nią do środka. Sprawdzam mejl od Christiana.
Nadawca: Christian Grey
Temat: Niedziela
Data: 27 maja 2011, 13:40
Adresat: Anastasia Steele
Możemy się spotkać o pierwszej?O 1:30 w Escali zjawi się lekarz, aby Cię zbadać. Teraz wyjeżdżam do Seattle. Mam nadzieję, że przeprowadzka okaże się bezproblemowa i czekam niecierpliwie na niedzielę. Christian Grey Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.
Jezu, pisze tak, jakby poruszał temat pogody. Postanawiam, że odpowiem, kiedy skończymy pakowanie. W jednej chwili potrafi być taki fajny, a w drugiej zamienia się w sztywniaka i formalistę. Trudno za nim nadążyć. No bo naprawdę, to jak mejl do pracownika. Przewracam oczami i dołączam do Kate.
Jesteśmy w kuchni, kiedy rozlega się pukanie do drzwi. Na progu stoi Taylor, elegancki w swym garniturze. Zauważam cechy byłego wojskowego w jego szczupłej sylwetce i spokojnym spojrzeniu.
– Panno Steele – mówi – przyjechałem po pani auto.
– Ach tak, naturalnie. Proszę wejść, zaraz przyniosę kluczyki.
To z całą pewnością nie wchodzi w zakres jego obowiązków. I po raz kolejny się zastanawiam, na czym dokładnie polega praca Taylora. Podaję mu kluczyki, po czym w krępującym – dla mnie – milczeniu idziemy do jasnoniebieskiego garbusa. Otwieram drzwi i ze schowka wyjmuję latarkę. I to tyle. Nie mam w Wandzie nic osobistego. Zegnaj, Wando, dziękuję ci. Głaszczę czule dach, gdy zamykam drzwi od strony pasażera.
– Od jak dawna pracuje pan dla pana Greya? – pytam.
– Od czterech lat, panno Steele.
Nagle ogarnia mnie przemożne pragnienie zasypania go pytaniami. Ileż ten człowiek musi wiedzieć o Christianie, zna wszystkie jego sekrety. No ale pewnie podpisał NDA. Zerkam na niego nerwowo. Jest równie małomówny jak Ray i czuję do niego sympatię.
– To dobry człowiek, panno Steele – mówi z uśmiechem. Następnie żegna mnie kiwnięciem głowy, wsiada do mojego samochodu i odjeżdża.
Mieszkanie, garbus, Claytonowie – wszystko się teraz zmienia. Kręcę głową, idąc niespiesznie do drzwi. A największa zmiana to Christian Grey. Taylor uważa, że to „dobry człowiek”. Czy mogę mu wierzyć?
O ósmej zjawia się Jose z chińszczyzną na wynos. Pakowanie mamy już za sobą. Przynosi także sporo butelek piwa. Ja siadam z Kate na kanapie, a on po turecku na podłodze między nami. Oglądamy kiepskie programy w telewizji, pijemy piwo i snujemy wspomnienia. To były fajne cztery lata.
Atmosfera pomiędzy mną a Jose wróciła do normy, próba pocałunku poszła w niepamięć. Cóż, a przynajmniej została zamieciona pod dywan, na którym leży moja wewnętrzna bogini, jedząc winogrona i strzelając palcami w niecierpliwym wyczekiwaniu niedzieli. Rozlega się pukanie do drzwi i serce podchodzi mi do gardła. Czy to…?
Drzwi otwiera Kate i niemal natychmiast ląduje w objęciach
Elliota. Bardzo gorących objęciach… No naprawdę, wstydu nie mają. Jose i ja wymieniamy znaczące spojrzenia. Jestem zbulwersowana ich brakiem hamulców.
– Przejdziemy się do baru? – pytam Jose, a on kiwa entuzjastycznie głową. Zbyt nas krępuje ten pokaz namiętności. Kate podnosi na mnie wzrok, zarumieniona. Oczy jej błyszczą. – Idziemy z Jose na szybkiego drinka. – Przewracam oczami. Ha! Mogę tak robić, kiedy mam na to ochotę.
– Okej. – Uśmiecha się szeroko.
– Witaj, Elliot. Żegnaj, Elliot.
Puszcza do mnie oko, a potem Jose i ja wychodzimy, chichocząc jak nastolatki.
Gdy idziemy spacerkiem do baru, obejmuję go ramieniem. Boże, on jest taki nieskomplikowany – do tej pory naprawdę tego nie doceniałam.
– Ale przyjedziesz na otwarcie mojej wystawy, prawda?
– Jasne, Jose, a kiedy dokładnie?
– Dziewiątego czerwca.
– Jaki to dzień tygodnia? – pytam z nagłą paniką.