Pod jednym z domów, blisko powstańczej barykady, leżał niepogrzebany szkielet człowieka, niewielki, o drobnych kościach, zapewne jakiejś dziewczyny, gdyż na czaszce utrzymywały się jeszcze najwytrwalej opierające się rozkładowi długie blond włosy. Obok szkieletu leżał zardzewiały karabin, na kości prawego ramienia widniała obok strzępów odzieży biało-czerwona opaska z wyblakłym nadrukiem,,AK”.
Po moich siostrach, po ładnej Reginie i po pełnej młodzieńczej powagi Hali, nie pozostały nawet takie szczątki i nigdy nie znajdą grobu, nad którym mógłbym modlić się za ich dusze.
Przystanąłem na chwilę, by odpocząć. Spojrzałem ku północnej części miasta: tam, gdzie kiedyś było getto, gdzie wymordowano pół miliona Żydów, nie pozostało nic. Nawet ściany wypalonych domów zostały obalone na ziemię – Niemcom pod nogi.
Od jutra będę musiał zacząć nowe życie. Jak zaczynać życie, gdy ma się za sobą tylko śmierć? Jak czerpać siłę do życia ze śmierci?…
Ruszyłem przed siebie. Porywisty wiatr klekotał żelastwem w ruinach, gwizdał i wył w wypalonych otworach okien. Zaczynał zapadać zmierzch. Z coraz ciemniejszego, ciężkiego nieba sypał śnieg.
Postscriptum
Dwa tygodnie później jeden z moich kolegów radiowych, skrzypek Zygmunt Lednicki, wracał z popowstańczej tułaczki do Warszawy. Szedł – jak wielu innych – piechotą, byle tylko jak najszybciej znaleźć się w swoim mieście. Któregoś dnia mijał przejściowy obóz dla niemieckich jeńców, leżących pokotem za drutami kolczastymi, tak jak parą miesięcy przedtem leżała za drutami cała ocalała ludność Warszawy: mężczyźni, kobiety i małe dzieci.
Gdy opowiadał mi o zdarzeniu, które mu się wtedy przytrafiło, był zdania, że postąpił niewłaściwie, ale nie mógł zapanować nad swoim odruchem. Zbliżył się wówczas do zasieków i powiedział do Niemców: „Twierdziliście, że jesteście narodem cywilizowanym, a mnie, artystą, ograbiliście z całego mojego majątku ze skrzypiec”. Jakiś oficer uniósł się z trudem ze swojego barłogu i podszedł chwiejnym krokiem do drutów. Był wychudły, zarośnięty i obdarty. Wbił w Lednickiego zrozpaczony wzrok:
Czy zna pan może Szpilmana?
Oczywiście, że go znam!
Jestem niemieckim oficerem – zaczął szeptać gorączkowo – pomagałem Szpilmanowi, gdy ukrywał się na strychu w budynku sztabu obrony Warszawy. Niech mu pan powie, że tu jestem. Niech mnie ratuje, zaklinam pana…
W tej samej chwili podszedł jeden z wartowników.
– Nie wolno rozmawiać z jeńcami. Proszę odejść! Lednicki odsunął się. Po chwili zdał sobie jednak sprawę, że nie zna nazwiska tego Niemca. Zbliżył się znów do drutów, ale oficer został już odprowadzony przez wartownika dość daleko.
– Jak się pan nazywa? Pańskie nazwisko?!
Niemiec obejrzał się, odkrzyknął coś, czego jednak Lednicki nie zdołał zrozumieć.
Ja również nie znałem jego nazwiska. Nie chciałem go znać z prostej ostrożności. Gdyby mnie ujęto i sprawdzano, kto dostarczał mi chleb, mógłbym zdradzić pod wpływem brutalnych tortur, stosowanych z zasady przez niemiecką policję, nazwisko tego oficera.
Choć robiłem, co mogłem, nie zdołałem wpaść na jego ślad. Obóz jeniecki przeniesiono gdzieś dalej. A gdzie – nie udało się ustalić. Stanowiło to tajemnicę wojskową. Może jednak ten oficer – jedyny człowiek w niemieckim mundurze, jakiego spotkałem – wrócił w końcu szczęśliwie do domu.
Grywam niekiedy w budynku przy ulicy Narbutta 8 w Warszawie, gdzie w 1942 roku nosiłem cegły i wapno, gdzie pracowała brygada robotników z getta, których zastrzelono, gdy tylko skończyli przygotowywać mieszkania dla oficerów gestapo. Oficerowie ci niedługo jednak cieszyli się pięknymi mieszkaniami. Dziś w tym ocalałym domu mieści się szkoła. Grywam tam dla dzieci, które nic nie wiedzą o tym, ile cierpienia i śmiertelnego strachu zaznałem w tych słonecznych szkolnych salach.
Kapitan Wilm Hosenfeld
Fragmenty pamiętnika kapitana Wilma Hosenfelda
18 stycznia 1942
Rewolucja narodowosocjalistyczna we wszystkim cechuje się połowicznością. Historia mówi o okrutnych faktach i wstrząsającej nieludzkości Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Również podczas przewrotu bolszewickiego zwierzęce instynkty przepełnionych nienawiścią podludzi pozwoliły im na popełnianie straszliwych zbrodni na warstwie panującej. Mimo potępienia i uczucia żalu, niepodobna zaprzeczyć towarzyszącej temu bezwzględności, zdecydowaniu i determinacji. Nie było pertraktacji, złudzeń czy też kompromisów. Wywrotowcy ci, niezależnie od tego, cokolwiek by czynili, szli na całość, dążąc do celu bez względu na etykę i głos sumienia czy też na swe pochodzenie. Zarówno jakobini, jak i bolszewicy wyrzynali reprezentantów klasy panującej i wykonywali wyroki śmierci na królewskich rodzinach. Zrywali z chrześcijaństwem i prowadzili niszczące walki przeciwko religii katolickiej. Udało im się uwikłać ludność swego kraju w wojny, które prowadzili z rozmachem i zaangażowaniem – niegdyś były to walki rewolucyjne, dzisiaj taka jest wojna niemiecka. Ich teorie i idee przewrotu miały olbrzymi zasięg, wykraczający nawet poza granice ich własnych krajów.
Metody nazistów są inne, w zasadzie jednak zgodne z tą samą myślą przewodnią: wytępienie i zagłada inaczej myślących. Czasami rozstrzeliwuje się niektórych spośród swoich, ale tuszuje się to i przemilcza przed opinią publiczną. Zamyka się ludzi w obozach koncentracyjnych, powoli wyniszcza i zabija. Opinia publiczna nie dowiaduje się o niczym. Skoro już wyłapuje się wrogów państwa, trzeba też mieć odwagę, by ich publicznie napiętnować i poddać osądowi społeczeństwa.
Z jednej strony narodowi socjaliści wiążą się z finansowymi i przemysłowymi warstwami panującymi oraz podtrzymują zasady kapitalizmu, z drugiej zaś -głoszą socjalizm. Propaguje się prawo jednostki do wolnego rozwoju osobowości i swobody wyznania, niszcząc jednocześnie chrześcijańskie Kościoły i prowadząc z nimi potajemną walkę. Mówi się o prawie do swobodnego rozwoju zainteresowań, uzależniając jednocześnie wszystko od przynależności partyjnej. Nawet najzdolniejszy i najgenialniejszy idzie w odstawkę, gdy pozostanie poza partią. Hitler oferuje światu pokój, zbrojąc się jednocześnie na potęgę. Zapowiada światu, że nie zamierza, podbijać innych narodów i odbierać im prawa do samostanowienia, ale cóż robi z Czechami, z Polakami i Serbami? W Polsce z pewnością nie było konieczne, by naród we własnych granicach został pozbawiony państwowości.
Przyjrzyjmy się więc narodowym socjalistom, w jakiej mierze sami żyją według głoszonych przez siebie zasad. Na przykład: „Dobro ogólne przed osobistym”. Domagają się tego od szarego człowieka, ale sami nawet nie myślą tak żyć. Kto walczy z wrogiem? Naród, a nie partia. Do służby w armii wciela się teraz nawet inwalidów, a w biurach partyjnych i w policji widać najzdrowszych i najsilniejszych młodych ludzi, pracujących z daleka od frontu. Na co się ich oszczędza?
Polakom i Żydom odbiera się ich dobra, by je sobie przywłaszczyć i z nich korzystać. Teraz nie mają oni nic do jedzenia, cierpią biedę i marzną. Nikomu to nie przeszkadza w zabieraniu wszystkiego dla siebie.
Warszawa, 17 kwietnia 1942
Żyję tu spokojnie, dzień za dniem, w szkole sportowej. Nie mam wprawdzie do czynienia z wydarzeniami wojennymi, ale też nie jestem szczęśliwy. Od czasu do czasu dowiaduję się tego czy owego. Tu najważniejsze są wydarzenia na zapleczu, egzekucje, wypadki itd. W Łodzi rozstrzelano sto niewinnych osób, ponieważ bandyci postrzelili trzech policjantów, w Warszawie to samo. Ale reakcją są nie przerażenie i obawa, lecz zaciętość, złość i nasilający się fanatyzm. Na moście Praskim dwóch z Hitlerjugend zaczepiało Polaka. Gdy zaczął się bronić, zawołali na pomoc policjanta. Polak zastrzelił całą trójkę. Na placu Pocztowym duży samochód wojskowy rozjechał rikszę z trojgiem ludzi – kierujący nią zginął na miejscu. Kierowca pojazdu wojskowego jechał dalej, wlokąc za sobą rikszę, w której siedział jeszcze człowiek. Powstało zbiegowisko, ale samochód jechał dalej. Jakiś Niemiec próbował go zatrzymać, riksza wplątała się między koła, tak iż samochód musiał stanąć. Kierowca wysiadł, odsunął rikszę i odjechał.