Выбрать главу

— Wiznowski? — zapytał i podniósł wzrok.

Generał skinął głową.

— Zajmę się nim i sierżantem Greenem.

— Dziękuję, sir. Mógłbym dostać nowy przekaźnik? I czy można ściągnąć z komputera osobowość Michelle?

— W szufladzie czeka na ciebie nowy przekaźnik. — Generał urwał i zrobił lekko skwaszoną minę. — Podczas przesyłania informacji po ostrzeżeniu nuklearnym stracono wiele danych. Obawiam się, że większość… cóż, Darhelowie mówią, że nie można było zapisać programów osobowości.

Mike wyglądał na oszołomionego.

— Powiedziałem jej, żeby zrobiła kopię — upierał się.

Oficer, który stracił w bitwie większość swoich ludzi i trzy kończyny, żałował teraz jakiegoś cholernego programu komputerowego. Ogłupieli ci wszyscy wojacy z floty uderzeniowej czy co?

— Darhelski łącznik powiedział mi, że było po prostu za dużo strat podczas przesyłania, żeby wszystko kopiować. Zanim zaczęto kopiować osobowości przekaźników, utracono już wszystkie dane. — Generał urwał. Po zdruzgotanym wyrazie twarzy porucznika poznał, że należało powiedzieć coś jeszcze. — Darhelowie pracowali nad tym ponad tydzień, zanim się poddali. Przykro mi.

Oficer najwyraźniej wziął się w garść.

— W porządku, sir. Niech tam, przecież to tylko program. — Zmrużył oczy i wziął głęboki wdech. — To wszystko, sir?

— Ach, mam jeszcze kilka spraw. Przypominasz sobie tę wiekopomną chwilę, kiedy rozmawialiśmy przez radio?

— Tak, sir — odpowiedział O’Neal z zakłopotanym wyrazem twarzy, który jednak nareszcie był najbliższy uśmiechowi.

— Cóż, po twoich halucynacjach sprawdziliśmy ten wspaniały mały specyfik w waszych pancerzach. Wiesz, że środków pobudzających nie wytwarza się w pancerzach, tylko się je w nich umieszcza?

— Tak, sir — powiedział Mike, zastanawiając się, do czego zmierza generał.

— Więc był mały problem z ładunkiem w twoim pancerzu. I w większości pancerzy twojego plutonu. Cholerne przedsiębiorstwo farmaceutyczne, które wyprodukowało specyfik, zapomniało dodać Provigil, środek przeciwsenny. Był tylko stymulator GalTechu.

— O Boże — jęknął Mike.

Galaksjański specyfik był dziesięć razy silniejszy od metamfetaminy. Nic dziwnego, że czuł się potem jak kocur w maszynowni. Dziwił się tylko, że głowa nie przebiła mu hełmu i nie wyleciała w górę jak rakieta.

— Dodatkowo jeśli środek aplikuje się zgodnie z jednostkami objętości, dostałeś potrójną dawkę.

Mike zasłonił oczy rękami i potrząsnął głową. W końcu roześmiał się.

— Cóż, sir, to mnie chyba usprawiedliwia.

— Tak. Sierżant Duncan też dostanie całkiem niezły medalik. Doprowadził Amerykanów do sojuszniczych linii po wybuchu, kiedy nadszedł pierwszy atak Posleenów. Nie byliśmy na to przygotowani i mógłby być z tego niezły bigos, ale on i major z jedenastego pułku kawalerii zebrali niedobitków i uderzyli w boczne skrzydło Posleenów.

Kiedy sierżant Duncan użył granatów jądrowych, złamaliśmy ich szeregi jak gałązkę. Dało nam to chwilę wytchnienia, której naprawdę potrzebowaliśmy, i podniosło kawalerię na duchu.

— Jest cholernie dobrym podoficerem — powiedział Mike. — Z tego, co słyszałem, nigdy go sprawiedliwie nie traktowano. Powinien dostać awans.

— Zajmę się tym — powiedział generał i kiwnął głową na znak, że zgadza się z porucznikiem. — Wypisują cię pojutrze. Dziękuję za przybycie, poruczniku, to była piekielnie dobra akcja. — Generał nachylił się, żeby uścisnął dłoń porucznika. — Powodzenia i niech ci zawsze będzie jak u Pana Boga za piecem.

— Byłem już za piecem, sir — powiedział uroczyście Mike — i nie polecam tego.

Generał Houseman poklepał go po ramieniu z lekkim uśmiechem i cicho opuścił pokój.

Mike otworzył pudełko, za które tak wielu zapłaciło najwyższą cenę, i z kamienną twarzą popatrzył na swój pierwszy medal za odwagę. Obawiał się, że dostanie ich więcej.

„Bohaterowie zdarzają się, bo ktoś popełnia błąd.

Dziś nie potrzebujemy bohaterów.”

— Dowódca batalionu Armii Stanów Zjednoczonych
„Gdzieś we wschodniej Arabii Saudyjskiej”
15 lutego 1991

Epilog

21:18 czasu uniwersalnego Greenwich, 4 lipca 2002
Orbita Diess IV

Tulo’stenaloor patrzył za oddalającą się planetą i obliczał, co stracił — ponad połowę oolt’ondai podczas krwawego odwrotu, kiedy pogoniły je młóciwa, oolt’ posol i swojego eson’antai. Cała sieć jego wasali wpadła w ręce zielonych młóciw, stracił nawet swojego kasztelana, który służył mu od ponad pięćdziesięciu lat. Uciekał w śmiesznym oolt’ posol, stosownym tylko dla zwiadowców, i jeśli nie znajdzie oolt’ Posleen, na którym mógłby służyć, pozostanie w systemie, ścigany odtąd zawsze jak zwierzyna.

W każdym razie jeśli kiedykolwiek jeszcze spotka młóciwo w szarych albo, uchowajcie bogowie, metalowych szatach, to będzie to zawsze nie w porę. Odebrał transmisję z wędrującego oolt’ Posleen w poszukiwaniu oolt’ pos.

Mówiła o odległym świecie, daleko od tych nienawistnych młóciw, a asa’ endai brzmiało rozsądnie. W każdym razie najazd był najazdem, a im dalej od tej obmierzłej gwiazdy, tym lepiej.

14:28 czasu uniwersalnego Greenwich, 13 marca 2002
Prowincja Ttckpt, Barwhon V

Mosovich wynurzył górną połowę twarzy z bajora i rozejrzał się po polanie. Ostatni raz wynurzył się w nieodpowiednim momencie, gdy na polanie roiło się od polujących Posleenów. Przez dwa dni utrzymywał pozycję w oczekiwaniu na lądownik w drugim i ostatnim miejscu przechwytu. Dwa razy patrole Posleenów przeczesywały teren. Komandos wiedział, że Himmici odznaczają się odwagą myszy; jeśli tylko zwęszą wrogów w strefie lądowania, dają drapaka i tyle ich widać.

Jego konwerter białek wysiadł razem z komunikatorem. Mosovich wyglądał już jak uciekinier z obozu śmierci z powodu niedożywienia i niedoboru witamin, i nie miał absolutnie żadnych szans, żeby przeżyć kolejny rok do przybycia Alianckich Wojsk Ekspedycyjnych. Jeśli Himmici rzeczywiście zwiali ze strachu, równie dobrze mógł palnąć sobie w łeb i zakończyć katusze. Zanurzył się znowu i zaczął oddychać przez rurkę.

W samą porę usłyszał stłumione dudnienie tajnego statku Himmitów. Kiedy ostrożnie wystawił głowę z pienistej wody, wyczuł ruch wśród fioletowych mgieł Barwhon.

A niech to. Tak blisko. Że też te pieprzone muły nie mogły zaczekać jeszcze dwóch minut, wściekał się w myślach.

Może gdybym je szybko kropnął, Himmici wylądowaliby, zastanawiał się z powątpiewaniem.

Podniósł do ramienia źle wyważony karabin Posleenów i czekał na cel. Dudnienie tajnego statku narastało i Mosovich zdziwił się.

Jeśli on słyszał Posleenów, nadzwyczaj skuteczne detektory Himmitów na pewno też ich namierzyły. Może Rigas poczuł się dziś mocny, zaśmiał się w duchu ponuro.

Wystawił lufę z wody i wynurzył się z bagna właśnie w chwili, gdy na granicy widoczności zamajaczył zwiadowca. Opuściła się rampa, dwie zakamuflowane postacie wynurzyły się z fioletowej zasłony i ruszyły przez bagno w jego stronę. Mosovich nie czekał, aż ochłonie z wrażenia, tylko przerzucił broń przez ramię, a drugą ręką przytrzymał torbę z jedynym żywym pisklęciem.