— Może dzieje się tak dlatego, że cała reszta ma rozsądną pracę — odpowiedział Mike.
— Niech to szlag!
— Kochanie. — Mike pokazał, że nadal trzyma Michelle na rękach. — Możemy to odłożyć na później?
— Jasne. Skoro już jesteś w domu, możesz wykąpać Cally.
— Dobra. Spóźniłem się na kolację?
— Tak, ale nawet gdybyś się nie spóźnił, i tak wyrzuciłabym ją do kubła.
— Kochanie…
— Wiem, ale ciężko mi się z tym pogodzić, rozumiesz? — Sharon miała łzy w oczach. — Trochę trudno cały czas żyć jak samotna matka! Tym bardziej, jeśli się wie, co nas czeka. A ja już nie daję rady i mam wrażenie, że i tak nic nie ma sensu!
Mike stał i nic nie mówił. Była to jedna z tych chwil, kiedy słowa niewiele mogły zdziałać.
— Dlaczego mamusia płacze? — zapytała Michelle.
— Bo tatuś musi na jakiś czas wyjechać.
— Czemu?
— Bo na tym polega praca tatusia.
— Nie chcę, żebyś jechał!
— Wiem, serduszko, ale muszę.
— Ja nie chcę!
Michelle także zaczęła płakać.
Cholera.
— Nie chciałem poruszać tego tematu, kochanie, ale może moglibyśmy pojechać na tydzień na Florydę. Mama na pewno chciałaby zobaczyć dzieci.
— Babcia?
— Tak, złotko, babcia.
— Jedziemy do babci!
— Jedziemy do babci? — zapytała Cally, która dopiero teraz oderwała się od zabawy.
— Kochanie, nie wiem, czy znajdę na to czas — odpowiedziała natychmiast Sharon. — Jesteśmy w samym środku prac nad modyfikacją F-22.
— Jeżeli Lockheed nie da ci urlopu, odejdź z pracy. Nie brakuje nam pieniędzy, a mogłabyś spędzać więcej czasu z dziećmi.
— Nie mówmy teraz o tym — powiedziała i potrząsnęła głową. — Połóżmy najpierw Michelle i Cally do łóżka, a później porozmawiamy.
— Dobra.
Kiedy dzieci poszły już spać, Mike i Sharon wyciągnęli butelkę „naprawdę dobrego towaru” i zaczęli rozmawiać.
To był dobry sposób spędzenia czasu przed wręczaniem prezentów. Sharon wtuliła się w kanapę z kieliszkiem brandy w ręku i starała się jak najdokładniej wprowadzić Mike’a w szczegóły życia ich dzieci — te wszystkie drobne sprawy, które ominęły go w ciągu ostatnich miesięcy. Mike siedział na podłodze i patrzył na migające lampki choinkowe, i opowiadał Sharon w najdrobniejszych szczegółach o swojej pracy i przygotowaniach do zbliżającej się wojny. Wreszcie wbrew regułom bezpieczeństwa przedstawił jej też zagrożenia i wyjaśnił, co to oznacza.
— Wszystko? — zapytała Sharon i odstawiła kieliszek.
— Wszystkie równiny nadbrzeżne. Po prostu nie będziemy jeszcze wtedy mieli sprzętu, żeby walczyć z Posleenami. A to dotyczy tylko Stanów Zjednoczonych. Nie mówię o Trzecim Świecie.
— To po co wysyłamy te jednostki pancerzy wspomaganych na Diess i Barwhon? — zapytała zagubiona Sharon, wzięła kieliszek i wypiła duży łyk.
Piekące ciepło brandy pomogło jej przywrócić opanowanie.
— Batalion pancerzy wspomaganych nie będzie decydującym czynnikiem. Tak przynajmniej twierdzi Główne Dowództwo, a ja się z tym zgadzam.
— Masz na myśli Szefa Połączonych Sztabów?
— Nie, Główne Dowództwo. Tak właśnie będzie się nazywał naczelny organ Wojsk Obrony Stanów Zjednoczonych. Nowe zadania, nowe nazwy. Tak jak Dowództwo Liniowe, Floty i Uderzeniowe. Pozostałe jednostki marynarki i sił powietrznych, które nie zostaną wcielone do floty, połączy się w jedną całość, a Główny Dowódca będzie generałem armii. Nikt jednak nie poruszył jeszcze kwestii, że to wszystko oznacza zniesienie cywilnej kontroli nad wojskiem. Myślę, że nie przedyskutowano też wszystkich spraw związanych z konstytucją.
W każdym razie mieliśmy nadzieję, że zarobimy na wysłaniu wojsk na Diess i Barwhon wystarczającą ilość pieniędzy, żeby wyposażyć wiele jednostek w pancerze wspomagane. Ale niestety sprzęt pójdzie najpierw do jednostek pancerzy lecących na Barwhon i Diess. Dopiero kiedy zostaną zaspokojone ich potrzeby, wyposaży się Terrańską Flotę Uderzeniową. Ale jednostki sponsorowane przez Galaksjan otrzymają wszystkie zaatakowane planety, a nie tylko Ziemia. Potrzebujemy wielu lądowych jednostek pancerzy wspomaganych, więc pewnie nie będziemy ich jeszcze mieli, kiedy dotrze do nas pierwsza fala najazdu. Niektóre oddziały mogą dostać pancerze bez zasilania tuż przed inwazją. Staraliśmy się, żeby zwiększono czas treningu, ale chyba niewiele da się zrobić w tej sprawie.
Mike sączył brandy i zastanawiał się, co jeszcze powiedzieć. Było tyle rzeczy, które jego zdaniem powinna wiedzieć Sharon, nie tylko jako jego partnerka, ale też jako oficer marynarki, który wkrótce zostanie przywrócony do czynnej służby.
— Jeszcze bardziej przydadzą nam się oddziały marynarki, ale większość statków nadal będzie w budowie, kiedy przybędą Posleeni. Wozy bojowe, wielkie działa, które mogą stawić czoło kulom kolonizacyjnym, nie będą dostępne przed upływem roku od uderzenia pierwszej fali, ale dzięki Bogu będą gotowe jeszcze przed dotarciem drugiej.
Mike urwał na moment. Wyglądał na szczególnie zmartwionego.
— A to dotyczy także ciebie.
— Dlaczego?
— Wkrótce ogłoszą, że każdy z personelu floty i naziemnych sił uderzeniowych będzie miał możliwość przeniesienia jednego członka swojej rodziny na bezpieczną planetę. Sprawdziłem i dowiedziałem się, że ty zostaniesz wezwana do jednostki w Stanach Zjednoczonych. Zanim ta sprawa stanie się powszechnie znana, mogę pociągnąć za kilka sznurków i załatwić, żeby przeniesiono cię na inną planetę. A to oznacza, że moglibyśmy wysłać Cally albo Michelle w bezpieczne miejsce.
— A kto by się nimi opiekował? — zapytała Sharon, a jej źrenice rozszerzyły się.
Mike zdawał sobie sprawę, że powinien stopniowo przekazywać szokujące informacje, ale po prostu było niewiele czasu.
— Pewnie jakaś rodzina Indowy z wyższych sfer.
— Czy to byłaby ta sama planeta, na której mnie by umieszczono?
— Prawdopodobnie nie. Gość, który jest mi winien przysługę, może załatwić ci przeniesienie poza Ziemię, ale nie do dowolnie wybranego miejsca. To mogą być Siły Ziemskiej Obrony Planetarnej albo Baza na Tytanie, kto wie.
Wiem tylko, że mogę cię wysłać poza Ziemię, ale ja sam na razie muszę tu zostać.
— Dlaczego?
— Na tym polega moje zadanie. Przydzielono mnie do oddziałów na Diess, ale tylko jako tymczasowego doradcę, a nie na stałe, więc nie traktuje się tego jako pobytu poza planetą. Z tego samego powodu personel Amerykańskiego Korpusu Ekspedycyjnego nie jest wliczany do osób przebywających poza Ziemią, bo jest tam tylko tymczasowo. Jak długo to rzeczywiście potrwa, to zupełnie inna kwestia, ale to jest stała zmiana miejsca odbywania służby.
— Jak długo będą tam te oddziały? — zapytała Sharon.
— Nie wiadomo. Ale trzeba należeć do floty albo sił uderzeniowych, żeby otrzymać status żołnierza przebywającego poza planetą, a Amerykański Korpus Ekspedycyjny na razie nie jest w siłach uderzeniowych floty.
Trzeba po prostu otrzymywać wynagrodzenie bezpośrednio od Federacji, a nie od formacji narodowej albo planetarnej.
— Czyli mam zdecydować, czy jedno z naszych dzieci ma być bezpieczne, ale oddalone od nas.
Jej twarz wykrzywiła się w grymasie, którego nie potrafił zinterpretować.
— Niezupełnie. Jeśli chcesz to traktować jak szantaż, to proszę bardzo, ale lepiej przyjmij tę propozycję. Nie mogę zagwarantować, że wrócę przed inwazją, i wtedy żadne z nas nie będzie mogło być z dziećmi podczas walki.