Выбрать главу

To oznacza, że zostaną pozbawione naszej opieki, a mówiłem ci już, jak źle to wszystko wygląda. Powiem jaśniej.

Stracimy całe wybrzeża wschodnie i zachodnie, aż do Appalachów na wschodzie i Gór Skalistych i Kaskadowych na zachodzie. Możemy też stracić Wielkie Równiny, ale myślę, że uda się powstrzymać albo znacznie opóźnić tę stratę.

Tereny miejskie wewnątrz pierścienia obrony otrzymają poważny cios. Nigdzie na Ziemi nie będzie całkiem bezpiecznie. Będą schrony dla niecałych dziesięciu procent populacji, ale nie wydaje mi się, i to są profesjonalne prognozy, żeby obrona schronów dobrze funkcjonowała. Zakopanie ich pod ziemią było prawdopodobnie niewybaczalnie głupim pomysłem. Jeśli zechcemy zostawić dziewczynki z rodziną, to może to być albo na Florydzie, która stanie się jedną wielką rzeźnią, albo w północnej Kalifornii lub górach Georgii, po drugiej stronie wododziału kontynentalnego. Tam pod wieloma względami jest bezpieczniej, ale to nadal za blisko Atlanty.

— Nie wierzę, żeby mogli mnie zmusić do powrotu do wojska na takich warunkach — powiedziała z furią Sharon.

— Uwierz w to. Tym razem nikt nie wykręci się od służby, o ile tylko jest choć trochę wyszkolony. Oboje będziemy musieli sprostać wielu wymaganiom. Opieka nad rodziną nie zostanie uznana za dostateczny powód do zwolnienia z tych obowiązków.

— W takim razie nie wierzę, że chcesz zostawić córki ze swoim ojcem — Sharon nie dawała za wygraną.

Nie znosiła, kiedy Mike zachowywał się w ten sposób. Zasypywał ją wtedy gradem logicznych argumentów i zmiatał wszystkie przeszkody na swojej drodze. Jej doświadczenia z zawodowymi żołnierzami, szczególnie oficerami, nie były zbyt przyjemne.

— Tata jest wprawdzie dziwakiem, ale odpowiednim człowiekiem, żeby poradzić sobie w tych warunkach — powiedział Mike, starając się odzyskać normalny ton głosu.

— Twój ojciec nie jest dziwakiem, jest starym czubkiem. Ma kota.

Sharon nakreśliła palcem kółka na czole.

— Tak, ale za to jakiego kota? Jego kot nosi karabin. On jest właśnie takim typem wariata, który mógłby ochronić jedno z naszych dzieci przed śmiercią.

— Kochanie, on jest niebezpieczny! — powiedziała Sharon, wiedząc, że przegrywa kłótnię.

— Nie dla swoich bliskich.

— W większość morderstw zamieszani są krewni! — odparła.

— Mój ojciec jest zbyt wielkim profesjonalistą, żeby skrzywdzić rodzinę. Wszystkie jego morderstwa były szybkie, dyskretne i nie było później żadnych śladów. — Potrząsnął głową, zbity z tropu. — Jest idealną osobą, z którą można zostawić dzieci, zważywszy na obecną sytuację. A może chcesz je zostawić ze swoimi rodzicami? Dobrze ułożonymi bywalcami salonów, którzy twierdzą, że cała ta sprawa to tylko wymysł rządu? A może z moją matką?

Jest wprawdzie wspaniałą osobą, ale absolutnie niezdolną, żeby obronić samą siebie, a co dopiero jedno z naszych dzieci. Poza tym mieszka w Kalifornii, gdzie są tysiące miejsc, w których mogliby wylądować Posleeni. Nie lepiej zostawić ich z byłym Rangersem i najemnikiem, który należał kiedyś do Zielonych Beretów? I który nadal jest w formie, ma kolekcję wspaniałej i całkowicie nielegalnej broni i farmę w górach? Daj spokój!

— Nie podobają mi się jego opowieści. Nie pozwolę faszerować moich dzieci tymi bzdurami.

Wiedziała, że robi się drażliwa. Gdyby Mike tylko się bronił, miałaby czas, żeby się zastanowić, dogadać się. Ale on naciskał.

— Jakimi bzdurami? Jego akta potwierdzają większość jego historii. I zawsze kończą się jakimś morałem. „Nigdy nie wyciągaj zawleczki granatu, gdy nie masz go gdzie rzucić.” „Zawsze zaminuj pozycję sojusznika. Możesz ufać wrogom, ale nigdy nie ufaj partnerowi.” Nie był zabójcą bez serca; zapewnia, że nigdy nie zabił tego, kogo lubił.

Mike uśmiechnął się. Zgadzał się ze stwierdzeniem, że jego ojciec jest starym czubkiem. Ale za to był doskonale przystosowany do zbliżającej się nawałnicy.

— Och, Michael! — wykrzyknęła Sharon.

— Och, Sharon! — odpowiedział Mike.

— No to kogo zostawimy? Na Boga, kochanie! Jak można podjąć taką decyzję?

Jej ściągnięta twarz wydała się nagle w świetle lampy o wiele starsza.

— Na szczęście jest to decyzja, której nie musimy podejmować. Kiedy przygotowywano program, uznano, że nie warto pozostawiać wyboru zainteresowanym członkom personelu. Flota ustali to za nas, a wybór nie będzie podlegał dyskusji. Nie dotyczy to naszych dzieci, ale gdyby jedno z nich miało jakiś defekt genetyczny, to niezależnie od uczuć rodziców takie dziecko nie mogłoby lecieć. Częściowo powodem całego przedsięwzięcia jest chęć umieszczenia poza Ziemią materiału genetycznego dobrej jakości. Ponieważ powołano do służby głównie żołnierzy marynarki, jest to korzystne dla zachowania przede wszystkim genów północnych Europejczyków. Było to i jest nadal tematem zażartych dyskusji. Nie wydaje mi się jednak, żeby to się zmieniło, niezależnie od tego, że Chińczycy nazywają to rasizmem.

— A nie jest tak? — Sharon wolała odejść od tematu, niż nadal rozmyślać nad całą sytuacją.

— Nie wydaje mi się, ale nie oczekuj ode mnie, żebym analizował teraz darhelską psychologię. Są bardzo skomplikowani, a ja jestem na to zbyt zmęczony. Nie wiem nawet, jak się do tego zabrać. A szkoda, bo moim zdaniem jest to najważniejsza sprawa, którą należałoby się teraz zająć, ważniejsza nawet od samych przygotowań do wojny.

— Dlaczego zrozumienie Darhelów jest takie ważne i jak to możliwe, żeby było ważniejsze od przygotowań do wojny? Wydaje mi się, że byli dosyć otwarci, pozwalając nam wysłać pozaplanetarne delegacje i dając nam pomoc materialną, a teraz oferując nawet ewakuację rodzin żołnierzy. Są chyba bardzo mili. Nie można oczekiwać, że poświęcą całą swoją energię, żeby nas ratować.

— Owszem, można. Zasadniczo jesteśmy jedyną rasą, która może ich ocalić, i oni o tym wiedzą. Więc powinni skoncentrować wszystkie swoje siły na ochronie Ziemi chociażby po to, żeby utrzymać przy życiu jak najwięcej naszych żołnierzy. Ale nie zrobili tego. Dlaczego? Po zakończeniu wojny, według optymistycznych scenariuszy, jakie widziałem, liczba żołnierzy na Ziemi zmniejszy się o siedemdziesiąt do dziewięćdziesięciu procent. To są Ziemianie, od których zależy los Darhelów, a jednak nie zrobili wszystkiego, żeby nas chronić.

— Cóż, o wszystkim decyduje raczej Federacja niż Darhelowie. Polityka potrafi komplikować sprawy. Może ktoś w Federacji nie zgadza się z tą analizą?

— Jestem przekonany, że Darhelowie kontrolują całą Federację. Za każdym razem, kiedy odbywa się planowana dyskusja, Darhelowie przysyłają swojego reprezentanta. Można rozpoznać, czy spotkanie jest warte uczestnictwa, po tym, czy są tam Darhelowie. I często na posiedzeniach, na których byłem obecny, subtelnie sterowali dyskusją.

A jeśli rzeczywiście jest jakaś grupa, która ustala reguły gry na wszystkich zebraniach, na których podejmowane są decyzje, to lepiej dowiedzieć się, o co chodzi. Mam też wątpliwości co do niektórych przesłanek finansowania naszej obrony. Darhelowie mówią stale o wolnej i równej międzygwiezdnej Federacji, ale zawsze mówią to właśnie oni i tylko czasem starannie dobrani Tchpth. Darhelska rasa kontroluje wszystkie transakcje pieniężne, wszystkie pożyczki. Wśród Galaksjan nie ma miłosierdzia; kiedy Darhelowie żądają od ciebie zwrotu pieniędzy, jesteś ugotowana. Darhelowie są całkowicie zhierarchizowani. Jeśli wykiwasz jednego, puszczają tę informację przez swoją sieć i już nigdy nie będziesz miała szansy, żeby wykiwać drugiego. To właśnie od nich dostajemy dziewięćdziesiąt procent informacji, łącznie z danymi na temat funduszów na obronę planetarną, wymaganego rozmieszczenia zasobów floty i możliwości produkcji poza planetą.