Выбрать главу

Podszedł do wspomnianego nieszczęśnika — wielkiego młodzieńca o herkulesowej budowie ciała i gładkich czarnych włosach — i kucnął, żeby spojrzeć mu w oczy.

— Czy aby nie jest to dla ciebie odrobinę zbyt męczące zadanie, wielkoludzie?

— Nie, sir!

— A, bardzo dobrze.

Sierżant Pappas wstał i ostrożnie nadepnął na plecy rekruta w okolicy łopatek. Tęgi młodzieniec stęknął, kiedy poczuł na plecach sto trzynaście kilogramów, ale wytrzymał.

— W ciągu następnych szesnastu tygodni — Głowa w górę, zasrańcu! — moim obowiązkiem jest zamienić was, laleczki, w żołnierzy wojsk uderzeniowych. — Biodra w dół, cioty! — Jednostki uderzeniowe będą wysyłane ze swoich baz — Do góry! Wy pierdoły! Jeśli ten łamaga może mnie utrzymać, wy możecie wytrzymać w tej pozycji bez obciążenia! — żeby zaatakować Posleenów, kiedykolwiek i gdziekolwiek by to było potrzebne. A to oznacza, że o ile jednostki Gwardii i wojsk osłaniających mogą zobaczyć walkę… — Ty! Mówiłem, nie leż na brzuchu, lumpie jeden! — Kapralu Adams!

— Tak jest, sir!

— To tłuste ścierwo w drugim rzędzie! Sprawdź, jak długo może biegać, zanim się porzyga i padnie!

— Tak jest, sir! Wstawaj, zasrańcu! Ruszaj się!

Kapral poderwał nieszczęsnego rekruta na nogi i pchnął go do przodu.

— Na czym stanąłem? A, tak… O ile jednostki Gwardii mogą zobaczyć walkę, wy na pewno ją zobaczycie. Moim zadaniem jest sprawić, żebyście byli twardzi i szybcy, tak żeby niektórzy z was, ofermy, mogli przeżyć. — Zszedł z rekruta. — Wstawać! Macie się rozejść do koszar. Żadnego spania ani wylegiwania się. W koszarach są dwa czerwone pudła. Jeśli przemyciliście jakieś narkotyki, osobistą broń, noże lub cokolwiek, czego nie powinniście mieć, włóżcie to do pudeł. Jeśli coś zatrzymacie, ja to znajdę. A wtedy wyślę was w takie miejsce, przy którym obóz rekrutów wyda wam się miły i przytulny. Wszyscy oprócz tego zasrańca — wskazał na rekruta, który przed chwilą służył mu za podest — rozejść się!

Kiedy żołnierze zabrali swoje rzeczy i pobiegli do koszar, sierżant obrzucił wzrokiem od stóp do głów pozostającego na miejscu rekruta. Zauważył szerokie, wystające kości policzkowe.

— Jak się nazywasz, dupku?

— Szeregowy Michael Ampele, sir!

— Hawajczyk?

— Tak, sir!

— Tatuś w piechocie morskiej, chłopczyku?

Rekrut aż zbladł na tę obelgę, podczas gdy „dupku” nie zrobiło na nim wrażenia.

— Tak jest, sir!

— Myślisz, że będę dla ciebie pobłażliwy z tego powodu, chłopczyku?

— Nie, sir!

— Dlaczego?

— Najtwardsza stal pochodzi z najgorętszego ognia, sir!

— Gówno prawda. Najtwardsza stal pochodzi z właściwej kombinacji temperatury, materiałów i odpowiednich warunków, takich jak pieprzona azotowa atmosfera. Skopię ci dupę z dwóch powodów. Po pierwsze, nikt mnie nie oskarży o rasizm, a po drugie, te kontynentalne lalunie potrzebują przykładu.

— Tak jest, sir!

— Dobra, jesteś dowódcą plutonu — zdecydował. — Wiesz, co to znaczy?

— Tak, sir — powiedział szeregowiec i lekko zzieleniał. — Jeśli coś spieprzą, pan skopie mi dupę, sir.

— Właśnie — potwierdził Pappas z uśmiechem, wydął wargi i wyszczerzył zęby. — Nie mamy czasu, żeby się pieprzyć z treningiem. Wy, rekruciki, przejdziecie cięższe i szybsze szkolenia niż jakakolwiek grupa w historii. Comprende? Sądzisz, że sobie poradzisz jako dowódca plutonu?

— Sí, sir — zgodził się szeregowiec.

— Wierzę na słowo, chłopczyku. Dla mnie jesteś tylko kupą gówna. Odmaszerować.

Pappas potrząsnął głową z rezygnacją, kiedy szeregowy dołączył do pozostałych w koszarach. Skracano czas szkolenia i naciskano dowódców, żeby nauczyli rekrutów nie wiadomo czego. Cóż, przeszkoli ich najlepiej, jak można to zrobić w przewidzianym czasie. Ale cieszy się, że nie idzie z nimi na wojnę. Byłoby to zbyt ryzykowne przedsięwzięcie.

16

Prowincja Ttckpt, Barwhon V
04:09 czasu uniwersalnego Greenwich, 28 września 2001

Drugie zadanie zespołu zwiadowczego Zadań Specjalnych wymagało dwutygodniowej przeprawy przez mordercze bagno. Ponad połowę czasu żołnierze spędzili zanurzeni po szyję w lodowatej wodzie. Krótki wypoczynek na nocnych postojach utrudniało im mimowolne drżenie całego ciała, a kiedy stanęli u celu, nawet starszy sierżant Tung wyglądał mizernie. Na tym obszarze nie było na razie ani śladu posleeńskich zbieraczy, ale zespół zwiększał czujność w miarę zbliżania się do miasta Tchpth. Wkrótce zza dźwiękochłonnej mgły dobiegło ich regularne buczenie urządzeń obozowych, a Mosovich wysłał Trappa i Ellsworthy na zwiady. Czas oczekiwania dłużył się w nieskończoność, dopóki niezmordowany żołnierz Komanda Foki nie wyłonił się nagle z bajora w samym środku grupy. Z uśmiechem dał znać, żeby ruszyli naprzód, i wyprowadził ich na brzeg mokradła.

Za zasłoną lian na skraju trzęsawiska przywitał ich widok wzmożonej aktywności Obcych. Większość wątłych wież, o których żołnierze czytali w dokumentacji, leżała w kawałkach na ziemi i była demontowana dla pozyskania surowców. Gdzieniegdzie wznosiły się zigguraty albo piramidy z metalu i kamienia. Stały w sporej odległości od siebie, a pomiędzy nimi zbudowano niskie koszary z kamienia i gliny. W oddali sypano groblę na bagnach, a obok montowano coś w rodzaju umocnień obronnych. Przy najbliższym zigguracie było kilka zagród, ale żołnierze nie mogli dostrzec ze swojego miejsca, co w nich trzymano.

— Ellsworthy — mruknął Mosovich — co jest w zagrodach?

— Głównie kwiatki — szepnęła ze swojego miejsca na gałęzi. — W jednym kilku Krabów.

Kiedy to mówiła, jeden z Posleenów podszedł do zagrody, wrzucił do środka kilkanaście posleeńskich piskląt i potruchtał dalej.

— Obrzydlistwo — szepnęła Ellsworthy.

— Co? — zapytał Mueller.

— Inne pisklęta jedzą nowe. Chyba niektóre jeszcze żyją.

— Fuj — mruknął Richards.

— Nagraj to na taśmę — polecił Ersin.

— Mam kamerę w celowniku, spokojnie.

— Dobra, cofniemy się trochę i wysuszymy się — szepnął Mosovich. — Będziemy na zmianę obserwować, dopóki nie sfilmujemy wszystkiego, a potem wycofamy się do miejsca przechwytu. — Zaczął zanurzać się z powrotem w bagno. — Ellsworthy, obserwujesz pierwsza.

— Dobra. Już ja im się przyjrzę.

* * *

Dwa dni później byli już prawie całkiem wysuszeni i bardzo zdezorientowani.

— Jesteś pewien, że to widziałeś? — zapytał Mosovich po raz piąty.

— T… t… tak, oczywiście! — Martine był na przemian zły, zgorszony i przerażony.

— Żaden gatunek nie mógłby w ten sposób przetrwać! — wykrzyknął Mueller, na chwilę zapominając o sieci komunikacyjnej.

— Przymknij się, kurwa mać — warknął Mosovich. — Skoro mówi, że widział, to widział. Szkoda tylko, że nie uchwyciłeś tego mikrokamerą.

— K… k… kiedy ch… ch… chciałem…

— Tak, wiem, było już po wszystkim. Dobra, mamy dane na temat tempa wznoszenia budowli i użycia materiałów. Przyjrzeliśmy się umocnieniom obronnym. Wiemy, czego szukają w lesie, i mniej więcej, co jedzą.

Mamy jeden nie potwierdzony raport, przepraszam, sierżancie Martine, na temat ich szczególnych upodobań żywieniowych. Coś jeszcze?