Urwał, nie wiedząc, co mówić dalej.
— Chcecie powiedzieć, poruczniku, że waszym zdaniem nie jesteśmy odpowiednio wyszkoleni do walki? — zapytał cicho pułkownik.
Mike wyglądał na zszokowanego.
— Nie, sir, ani trochę. Po prostu nie jesteście przygotowani lepiej niż piechota morska przed najazdem na Guadalcanal, a powierzono wam misję z podobnych powodów.
— Cóż, poruczniku — powiedział pułkownik i uśmiechnął się jak kocur do kanarka. — Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Wcale nie tak trudno używa się tych pancerzy wspomaganych, którymi tak się chełpicie. Do swojego przyzwyczaiłem się bardzo szybko. Będą niezwykle pomocne na Powietrzno-Lądowym Polu Walki, ale nie wydaje mi się, żeby znacznie zmieniały strategię. A nauka obsługi to pestka, więc moim zdaniem wasze główne zadanie ma polegać na patrzeniu mi przez ramię.
Jakie „Powietrzno-Lądowe Pole Walki”? Walka z Posleenami w powietrzu to najkrótsza droga do piekła!
— Sir, moja misja rzeczywiście polega częściowo na ocenie działań batalionu, ale, z całym należnym szacunkiem, moją główną funkcją jest doradztwo. Standardowy pancerz ma dwieście trzydzieści osiem funkcji, które można łączyć w nieskończoną liczbę permutacji. Dla pełnej sprawności żołnierz musi umieć połączyć w środowisku bojowym co najmniej trzy funkcje. Można oczywiście poradzić sobie przy użyciu jednej albo dwóch, ale dopiero trzy do pięciu umożliwiają żołnierzom piechoty „bieganie, skakanie i strzelanie”. Pancerz dowódcy ma czterysta osiemdziesiąt dwie ukryte funkcje. Główne problemy to przeładowanie kanałów przepływu informacji i trudności w obsłudze.
Mike urwał i podniósł wzrok, nadal stojąc w pozycji na spocznij. Żałował, że nie może zapalić cygara, ale pułkownik na pewno nie był palaczem.
— Jeśli nie dysponuje się inteligentnym przekaźnikiem doskonale dostosowanym do własnych potrzeb, ryzykuje się przeciążenie kanałów przepływu poleceń, komunikatów, komend sterujących i danych wywiadu. Albo przeładuje pan te kanały, albo odfiltruje za dużo danych, co też jest niebezpieczne. A co do samego pancerza, typ dowódczy ma tyle funkcji pozwalających posiadaczowi na kontrolowanie wielu mobilnych jednostek i utrzymujących go przy życiu, że znowu ryzykuje pan albo przeciążenie, albo wyczerpanie energii pancerza wspomaganego. Sir, TRADOC wymaga minimum dwustu godzin szkolenia w przypadku zwykłych pancerzy i trzystu w przypadku pancerzy dowódczych. Dane w aktach świadczą, że tylko podoficerowie otrzymali ponad sto godzin szkolenia. Sir, ja spędziłem w pancerzu wspomaganym trzy tysiące godzin i nadal czuję się jak początkujący. Problemem są też autonomiczne systemy, które dopasowują się do użytkownika i bywają okresowo niestabilne. Nigdy ich nie testowano w prawdziwych warunkach bojowych, a ich niestabilność pojawia się w ciągu pierwszych stu godzin użycia.
Mike urwał i zastanawiał się, czy dowódca zrozumiał jego obawy związane z niewybaczalnym brakiem przygotowania batalionu. Po głosie odprawiającego go z misją oficera wywnioskował, że TRADOC miało te same zastrzeżenia.
— Synu, rozumiem, co mówisz o przeciążeniu, już dawno zapoznałem się z tym problemem. Zrobiłem to, co zrobiłby w tej sytuacji każdy dobry dowódca: stworzyłem sieć komunikacyjną. Co do użycia pancerzy wspomaganych, masz rację, są zbyt skomplikowane, a ten autonomiczny system to kupa gówna. Wszystko jest w raporcie. Spójrz — podniósł jeden z wydruków — ja też robię raporty. I uważam, że raporty dowódcy batalionu z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w tej armii znaczą więcej niż raporty jakiegoś cholernego porucznika. Nie obchodzi mnie, na czym polega twoja misja ani za kogo się uważasz. Masz wrócić do kabiny i nie wychodzić z niej do końca podróży. Nie jesteś zamknięty w kwaterze ani nic w tym rodzaju, ale to ja decyduję, co robi mój batalion, jak trenuje i jaka jest strategia. A nie były sierżant z błyszczącą srebrną belką na ramieniu, który zgrywa pieprzonego ważniaka. Jeśli zobaczę, że kręcisz się na terenie batalionu bez mojego wyraźnego zezwolenia, albo dowiem się, że rozmawiasz z moimi oficerami o strategii i treningu, osobiście cię zdegraduję na podoficera i pozbawię honorów, a może i życia. Czy to jasne? — zakończył dowódca batalionu, a słowa rozbrzmiały w ciszy jak przewracające się na siebie żelazne belki.
— Tak jest, sir — powiedział Mike ze wzrokiem utkwionym piętnaście centymetrów nad głową dowódcy.
— A jeśli będziesz grzecznym małym chłopcem, to kiedy wrócimy do domu, napiszę miły raport, w którym nie będzie takich przymiotników jak „arogancki” czy „bezczelny”. Jasne? — Oficer uśmiechnął się blado.
— Tak jest, sir.
— Odmaszerować.
Porucznik O’Neal stanął na baczność, wykonał przepisowy zwrot w prawo i wymaszerował za drzwi.
Kiedy drzwi kabiny otworzyły się, Mike leżał na koi ubrany w jedwabny uniform bojowy i miał na nosie okulary z interfejsem rzeczywistości wirtualnej, zwane wojkularami. Jedwabny uniform — oficjalnie w dokumentacji: mundur, przedmiot ogólnej użyteczności, Siły Lądowe — był przeznaczony do codziennego użytku przez żołnierzy w pancerzach wspomaganych. Nie miał służyć do walki, a skoro projektował go zespół GalTechu, położono nacisk głównie na komfort i styl. Strój w jasnoszarym kolorze przypominał trochę kimono z kapturem. Materiał, bawełna udoskonalona przez Indowy, był gładki i lekki jak jedwab, i reagował na zmiany temperatury. Miał kilka rzemieni zaciskających albo rozluźniających kołnierzyk i mankiety, dlatego można go było używać w temperaturze od minus trzydziestu do plus dwudziestu pięciu stopni Celsjusza. Mike wyróżniał się ubiorem, bo mimo że jedwabne uniformy dostarczono wszystkim żołnierzom jednostki pancerzy wspomaganych, pozostali nosili kamuflujące mundury polowe.
Minął miesiąc od nieudanego spotkania z dowódcą batalionu. Mike miał wrażenie, że jest w najlepszej w życiu kondycji. Skoro nie mógł wykonywać zadań należących do jego misji, czyli szkolenia i doradztwa, większość czasu spędzał na ocenianiu gotowości batalionu (która była niedostateczna) i rozwijaniu własnej sprawności. Pomimo stwierdzenia pułkownika, że na statku nie ma miejsc nadających się do biegania, Mike odkrył ciągnące się kilometrami puste korytarze. Z trudem odnalazł członka załogi Indowy; większość Indowy trzymała się z dala od niezrozumiałych dla nich drapieżników. Po ostrożnych kurtuazyjnych rozmowach Mike uzyskał dostęp do urządzeń kontroli grawitacji w większości nie używanych sektorów. Korytarze były przede wszystkim magazynami z przywodzącymi na myśl jaskinie wnękami, w których przechowywano teraz amunicję, części zamienne, czołgi, racje żywnościowe i mnóstwo innych rzeczy, które cywilizowany rodzaj ludzki zabiera ze sobą, kiedy wyrusza na wojnę. W normalnych okolicznościach wnęki zawierałyby maszynerię, narzędzia, żywność, nasiona, czyszczarki i wiele innych rzeczy, które zabierali ze sobą Indowy, kiedy wyruszali kolonizować inne planety, był to bowiem ich statek kolonizacyjny. Obszerny cylinder, długi na pięć kilometrów i szeroki na kilometr, zabrał teraz kontyngent ziemskich wojsk ekspedycyjnych NATO w czteromiesięczną podróż na Diess.