Przez ostatni miesiąc korytarze rozbrzmiewały zgrzytem stali plastycznej, kiedy Mike biegał, skakał, robił uniki, strzelał i dowodził jednostkami w trybie rzeczywistości wirtualnej, przy ciążeniu sięgającym od zera do dwóch wartości ziemskiej grawitacji. Kiedy drzwi się otworzyły, Mike poprawiał właśnie swoje wyniki w jednym z komputerowo wygenerowanych scenariuszy: „Przełęcz Asheville”.
Ameryka znalazła się w sytuacji, w jakiej nie była jeszcze w swojej historii. Ostatni poważniejszy konflikt na terenie kontynentalnych Stanów Zjednoczonych to była Wojna Secesyjna, i poza kilkoma wyjątkami żadna strona w tym konflikcie nie była zainteresowana zabijaniem cywilów. Posleenowie natomiast chcieli zabijać; dla nich populacja ludzka była po prostu ruchomą spiżarnią. Nadchodziły ciężkie czasy, szczególnie dla oddziałów pancerzy wspomaganych, kiedy potrzebna będzie przysłowiowa ostatnia deska ratunku. Dlatego do tej sytuacji należało się przygotować jak do żadnej innej.
Scenariusz Asheville wymagał od jednostki pancerzy wspomaganych, żeby broniła przełęczy przed przeważającymi siłami Posleenów, tak aby wystarczyło czasu na ewakuację miasta. Program przewidywał atak posleeńskich wojsk na broniącą się jednostkę i jej wsparcie, i za każdym razem wrogowie mieli tysiąckrotną przewagę liczebną. W oryginalnym scenariuszu Posleenowie przełamywali szyk jednostki wspierającej i wdzierali się przez przełęcz do miasta, niszcząc uchodźców na tyłach jednostki broniącej.
Scenariusz był początkowo zaprojektowany tak, żeby nie można było zwyciężyć, ale Mike zmienił program w ten sposób, że jeśli jednostka broniąca zrobiła wszystko dobrze, wygrywała w jednym przypadku na dziesięć.
W nowym scenariuszu siły wsparcia utrzymywały szyk i pozwalały na ewakuację miasta, a nacierające wojska ulegały zniszczeniu.
Mike zastanawiał się, czy zapisać w dokumentacji, że należałoby zwiększyć liczebnie albo usprawnić własne siły atakujące. Mimo że według scenariusza nie było zwycięzców, przy użyciu standardowych sił batalionu Mike zaczął odpierać najazd Posleenów w dwóch przypadkach na trzy, niezależnie od tego, czy siły wspierające utrzymywały szyk, czy nie. Teoretycznie nie powinno to być możliwe, kiedy siedmiuset żołnierzy broni się przed milionem pięciuset tysiącami wojowników wroga, kiedy stosunek sił przekracza tysiąc do jednego. Okazało się, że największą rolę w obronie odgrywała artyleria. W każdym razie batalion kończył zawsze jako niewielki pluton, a to wymagało, żeby dowódca przeżył i do końca kierował wojskiem. Czyli jednak można było wygrać.
Kiedy drzwi się otworzyły, Mike był właśnie członkiem kompanii, która otrzymując wparcie, ściągnęła ogień na swoją pozycję, i doświadczał uczucia, które towarzyszy człowiekowi tuż przed powieszeniem się. Dlatego był bardzo zdezorientowany, kiedy okulary wyłączyły się automatycznie i obraz Posleenów, fioletowych promieni lasera, krwi i miażdżonych pancerzy wspomaganych zmienił się w wizerunek łagodnie wyglądającego kapitana średniego wzrostu, o krótko przyciętych blond włosach. Nad kapitanem górował chudy jak szkielet, niezwykle wysoki sierżant sztabowy.
Mike potrząsnął głową i spróbował stanąć na baczność, ale efekt rzeczywistości wirtualnej wywołał nagłą falę zawrotów głowy i mdłości. Mike zatoczył się na ściankę działową.
Kapitan spojrzał na niego surowym wzrokiem.
— Brał pan narkotyki albo coś w tym rodzaju?
— Nie, sir! — odpowiedział Mike, porzucił okulary i próbę oddania honorów, po czym sięgnął po torebkę na nieczystości.
— Choroba rzeczywistości wirtualnej, kurde! Przepraszam, sir.
Wrzucił torebkę do otworu utylizatora, włączył wentylację, wyciągnął z chłodziarki butelkę Pepsi i przeszukał biurko w poszukiwaniu dwóch ampułek. Przycisnął je po kolei do wewnętrznej strony ręki.
— Teraz rzeczywiście biorę narkotyki, ale są całkowicie dozwolone, sir. Nagłe wyłączenie systemu treningowego rzeczywistości wirtualnej powoduje tak silne reakcje fizjologiczne, że przeforsowaliśmy stosowanie tych medykamentów GalTechu. Jeden to naprawdę wspaniały środek przeciwbólowy, który powstrzymuje piekielny ból głowy, jaki miałbym w tej chwili, a drugi to środek na mdłości, którego nie wziąłem na czas. Podano to na wykładzie numer sto pięćdziesiąt siedem: efekty uboczne nagłego przerwania programu rzeczywistości wirtualnej, rozdział 32-5 Polowego Podręcznika Pancerza Wspomaganego.
Kapitan zaczął klaskać, a stojący za nim podoficer pokiwał głową.
— Brawo, brawo. Naprawdę wspaniale, zważywszy na to, że zaczął pan mówić w samym środku procesu zwracania pokarmu. Można teraz zadawać pytania?
— Oczywiście — odpowiedział Mike i skrzywił się; środek przeciwbólowy walczył z narastającą migreną, ale jego skuteczność była na razie niewystarczająca. — Pytania, komentarze, uwagi?
— Dlaczego po prostu nie zamknie pan tych cholernych drzwi? — zapytał kapitan.
— Nie da się, sir, to statek Indowy. Nie zauważył pan? — odpowiedział Mike.
— Moje zamykają się cholernie dobrze.
— Więc nie odwiedzili pana osobiście pułkownik Youngman ani major Pauley — Mike uśmiechnął się.
Podoficer stojący za kapitanem mrugnął oczami.
— Rzeczywiście nie.
— Nie zechciałby pan wejść do środka, sir? — zapytał Mike i cofnął się w głąb małego pomieszczenia.
System wentylacyjny usunął smród wymiocin, ale ciasny pokój i tak przypominał swoimi rozmiarami klozet.
Łóżko, na którym siedział Mike, na szczęście cofnęło się w głąb ściany, zmieniło format i powróciło w postaci dwóch krzeseł. Z przeciwległego końca pomieszczenia wysunął się blat stołu. Pomimo takiego rozmieszczenia mebli pomieszczenie było za małe dla trzech osób, a szczególnie tak szerokich jak Mike i tak wysokich jak podoficer.
Kapitan wkroczył natychmiast do środka, a sierżant wszedł za nim. Kapitan usiadł na krześle, co od razu zrobili też pozostali dwaj żołnierze. Kolana podoficera sięgały mu prawie do brody.
— Przypuszczam, że major Norton też mógłby otworzyć pańskie drzwi, sir — powiedział Mike, ciągnąc rozmowę.
— Indowy są niesamowicie zhierarchizowani. Każdy Indowy z wyższej kasty może wejść bez zapowiedzi. Ci, którzy mają tę samą rangę, nie mogą. Komputer pokładowy też jest w ten sposób zaprogramowany i, szczerze mówiąc, taki system jest do dupy.
— Siedzę w tej puszce już od miesiąca i nie wiedziałem o tym — zastanowił się kapitan. — Czego jeszcze nie wiem?
— Cóż, przypuszczam, że pańska kompania nie odbyła jeszcze szkolenia w rzeczywistości wirtualnej i że jestem jedynym człowiekiem, który znalazł na statku lebensraum. Jeszcze jakieś pytania, sir? — skończył gorzko Mike.
— Wie pan co? — powiedział kapitan z lekkim uśmiechem. — Naprawdę powinien się pan nauczyć panować nad swoim językiem.
— Tak jest, sir, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
— Nie, ma pan. Potraktowano pana jak pachołka i nie pozwolono wykonywać pańskiej pracy. Mimo wszystko niech się pan jednak nauczy panować nad sobą.
— Tak jest, sir.
— Dobra, przyszedłem tutaj, ponieważ nurtuje mnie pewien problem. Przy okazji, jestem kapitan Brandon z kompanii Bravo.
— Wiem, sir — skinął głową Mike. — Poznaję pana.
— Mam wrażenie, że zakazano panu komunikowania się z kimkolwiek z batalionu — powiedział tajemniczo dowódca.
— Zgadza się, sir. Wyświetliłem tę informację na moim inteligentnym przekaźniku.
— Dobrze pan sobie radzi z tymi przekaźnikami, jak widzę? — zapytał dowódca.
— Tak mi się zdaje, sir.
— I jest pan ekspertem od pancerzy.