Выбрать главу

Przedstawiał on na przemian personel laboratorium, szczelnie osłonięty ubraniem ochronnym, i obrazy różnorodnych gatunków ziemskich stworzeń, które dusiły się w agonii i umierały. Były to z pewnością najnowsze wydarzenia, bo wszędzie widać było supernowoczesne komputery, a nawet trochę galaksjańskich urządzeń o charakterystycznych dla Indowy wygiętych kształtach. Przy pierwszej scenie Głównodowodzący zbladł jak papier.

— Są już przygotowani na eksperymenty z pierwszą próbką posleeńskiej tkanki i wyprodukowanie odpowiednich gazów. Problem jednak pozostaje: zawiodły wszelkie starania wspaniałych filozofów-naukowców Tchpth, mimo że nasza technologia jest lepsza, a doświadczenie większe. Budowa Posleenów sprawia po prostu, że są odporni na wszelką możliwą broń. Mam przeczucie, że byłaby to strata waszego czasu, nie wspominając już o tym, że jest to niemoralne. Ldd!ttnt! nie pochwaliłby tego. — Stawonóg wielkości kraba nagle obrócił się dwa razy w miejscu, huśtając się przy tym w górę i w dół. — Tak mówi Ldd!ttnt!

— A więc dobrze, Tchpth Tctchpah — powiedział prezydent i spojrzał na starszych oficerów. — Rozumiem i szanuję twoje zdanie. Będziemy eksperymentować z bronią chemiczną i biologiczną całkowicie jawnie, ale jeśli nie odniesiemy sukcesu, przerwiemy te starania na rzecz innych metod prowadzenia wojny. Bardziej moralnych. Odpowiada ci to?

— Tak, o Szczodrobliwy i Wspaniały Przywódco Nieoświeconych. Dziękuję ci za twój czas. Jak na bezlitosnego mięsożercę nie jesteś aż tak bezrozumny.

19

Prowincja Ttckpt, Barwhon V
05:29 czasu uniwersalnego Greenwich, 12 lutego 2002

— No tak — powiedział starszy sierżant Mosovich, kiedy przeczytał e-mail z Dowództwa Zadań Specjalnych. — Wiedziałem, że idzie nam zbyt łatwo.

Żołnierze siedzieli przy malutkim stole w kabinie himmickiego statku, popijając gorące napoje i czekając na swoją kolej pod prysznicem. Zespół spędził na Barwhon już prawie rok. Himmici dwa razy przysyłali zaopatrzenie.

Planowany początkowo krótki pobyt był stale przedłużany, aż twardzi, wybrani wojownicy stali się niemal grupą automatów. Nie było już dowcipów, żartów, scenicznych szeptów. Wszyscy schudli do tego stopnia, że wyglądali prawie jak anorektycy. Nieustanne zimno i wilgoć oraz napięcia związane z penetracją podłamały nawet najtwardszych członków zespołu. Mieli zszarpane nerwy. Mosovich myślał o tym, gdy czytał wydruk wręczony mu przez Rigasa.

Nawet Galaksjanie nie potrafili przesyłać listów przez hiperprzestrzeń, więc statki przenosiły tysiące elektronicznych wiadomości z jednego punktu do drugiego. Satelity w kosmosie odbierały i kompresowały tysiące danych, sortowały je i przechowywały do czasu przesłania dalej. Kiedy w okolicy pojawiały się statki, dane przekazywano tym, które zmierzały akurat we właściwym kierunku. Wiadomości docierały do celu raz szybko, a raz wolno, w zależności od kaprysów statków na trasie. W przypadku listów z Dowództwa dane były przesyłane do statku Himmitów, który kursował między ostatnią działającą radiolatarnią a układem planetarnym Barwhon.

Himmicki statek kurierski przechwytywał dane z Ziemi i odsyłał odpowiedź zespołu. W ten sposób informacje dotarłyby na Ziemię, nawet gdyby żołnierze nie przeżyli misji. Rigas odebrał najświeższą transmisję na krótko przed powrotem żołnierzy z 24. Punktu Obserwacji w pełni zorganizowanego miasta Posleenów.

Mosovich myślał o tym jeszcze przez chwilę, kiedy Mueller wyszedł z kabiny prysznica.

— Następny!

— Chwileczkę, Richards. Zaczekaj.

Richards usiadł z powrotem na niewygodnym krześle i ściągnął brwi. Musiały to być złe nowiny. Z każdą otrzymaną wiadomością sytuacja tylko się pogarszała.

— Dobra, po pierwsze szefowie są bardzo zadowoleni z przebiegu misji. Rzeczywiście jesteśmy tu po to, żeby nie tylko potwierdzić dane galaksjańskiego wywiadu, ale by sprawdzić, czy inni mięsożercy potrafią dowiedzieć się czegoś więcej niż Galaksjanie. Ale wymyślili też dla nas jeszcze inne zadanie. Mamy zdobyć Posleena, żywego lub martwego, i odesłać go na Ziemię do badań. Proszą właściwie o grupę Posleenów.

— O, rany! — wykrzyknął Ersin. — Jak, u diabła, mamy niepostrzeżenie złapać Posleenów? Co będzie, kurwa, z rekonesansem? Względnie: gdzie jest, kurwa, rozkaz powrotu?

— Jasno stwierdzają, że głównym celem misji jest teraz porwanie Posleenów, a rekonesans jest celem drugoplanowym — powiedział Mosovich.

Był to tylko kolejny przykład tego, w jaki sposób Waszyngton rozumiał misję oddziałów zadań specjalnych.

Sierżant zaczynał się już nawet zastanawiać, czy nie postanowiono ich zostawić na tej planecie, aż zgniją. A skoro on tak myślał, wiedział, że innym też przyszło to do głowy. Jak dotąd nie zostali odkryci i nie stracili nikogo.

Widocznie ci na górze chcieli to zmienić.

— Kto to podpisał?

— Generał Baird, Szef Sztabu w Generalnym Dowództwie Zadań Specjalnych. Najwyraźniej podpisał to w zastępstwie generała Taylora — powiedział Mosovich, zerkając na dół pisma.

Trapp wyciągnął rękę, a Mosovich podał mu dokument. Przestudiował list i po chwili oddał go z obojętnym wyrazem twarzy.

— Baird jest w Siłach Powietrznych. Widzisz tu jakichś zasranych spadochroniarzy? — parsknął śmiechem Trapp.

— To nie ma znaczenia — powiedział Mosovich. — To jest rozkaz. Na szczęście nie napisali, jak to mamy zrobić i jakich Posleenów mamy schwytać. Himmicie Rigas? — zapytał podniesionym głosem.

— Tak, starszy sierżancie? — odpowiedział Himmit przez interkom.

— Czy statek zaopatrzeniowy może tu wylądować? — zapytał Mosovich.

Na polanie było dość miejsca.

— Mógłby, ale nie wyląduje. Załoga nie zdecyduje się na coś takiego po tym, co się wydarzyło w Galaktyce — odparł Himmit.

— Dobra, kończymy misję. Dokonamy porwania i wynosimy się stąd, do diabła. Himmicie, ilu Tchpth da się wcisnąć w tę puszkę i czy możemy wykonać przeskok za pierwszym punktem transferu? Czy zastrzyk hibernacyjny zadziała na Tchpth?

— Widzę, do czego zmierzasz, ale wasze rozkazy nie wspominają o Tchpth. Czytałem je.

— W dupie mam rozkazy! — wrzasnął wkurzony podoficer.

Był tak samo zmęczony jak reszta zespołu i jeszcze bardziej przybity rozkazami. Osobiście uważał, że oznaczały one wyrok śmierci.

— Mamy schwytać Posleenów; widzisz tu gdzieś miejsce na dorosłego Posleena? Ja nie. Więc weźmiemy pisklęta. A skoro pisklęta są tuż obok Tchpth…

— Zabierzemy tylu Tchpth, ilu się da — dokończył Ersin.

— Właśnie.

— Strategicznie źle. Moralnie dobrze. Możemy tak zrobić? — zapytał Tung.

Miał nadal nieodgadnioną, kamienną twarz. Jego doświadczenie, prawie tak samo duże jak Mosovicha, uświadamiało mu niemożność wykonania rozkazów w ich obecnej postaci.

— Powrót będzie cholernie trudny — powiedział Trapp. — Mogą nam się nieźle dobrać do dupy.

Wyjął nóż Bushmaster i zaczął go ostrzyć.

— Idziemy jak owieczki na rzeź — mruknęła Ellsworthy i szybko przejechała pilnikiem po jednym z paznokci.

— Wielką, cholerną rzeź — dodał Mueller — i będzie tam dużo cholernej broni.

— Czyli musimy tam wejść i wyjść nie zauważeni — powiedział Richards i wzruszył ramionami.

— Dywersja — stwierdził Tung.

— A, teraz już wiem, po co mnie tu ściągnąłeś! — roześmiał się Mueller. — Mam umrzeć bohaterską śmiercią rozkładając ładunki wybuchowe! Widziałem ten film. To był dobry film, nie zrozum mnie źle, ale nie wiem, czy zależy mi akurat na tej roli.