Tak jak w przypadku węża albo wkurzonego kota, najlepiej chwytać je z tyłu głowy. Okrzyk bólu i wściekłości Martine’a utonął w huku wybuchającego ładunku Mosovicha, kiedy pisklę wpiło siekacze w dłoń komandosa, błyskawicznie podskoczyło i zatopiło szpony w jego ramieniu. Złorzeczenia sierżanta dały się wyraźnie słyszeć na tle odgłosów rozpoczynającej się w oddali bitwy.
— P… p… pieprz… sk… k… kurwysyn! — zdołał wypowiedzieć Martine.
Musiał kilka razy trzasnąć uczepionym pisklęciem o ściankę zagrody, zanim ogłuszył je na tyle, żeby rozewrzeć jego jaszczurcze szczęki i odczepić szpony.
— Kurde, kurde, kurde — zaklął i wepchnął nieprzytomne pisklę do worka.
Wytarł krew z dłoni i spojrzał na kłębiące się w zagrodzie posleeńskie pociechy. One też gapiły się na niego i najwyraźniej miały ochotę schrupać go na kolację. Sierżant znowu włożył rękę w kłębowisko i tym razem udało mu się natrafić na miękką skórę na karku jednego z piskląt. Pozaziemska ptaszyna wielkości kota wydała z siebie pisk, ale chcąc nie chcąc wylądowała w drugim worku.
Mueller i Ersin zdążyli w tym czasie rozłożyć wzdłuż ścieżki, którą podążyliby ścigający ich Posleeni, szereg min detonowanych wyzwalaczem drutowym lub sygnałem sterującym, i teraz wysadzali ładunki, żeby odwrócić uwagę Posleenów. Jeden z Wszechwładców zauważył w końcu zamieszanie przy zagrodach i szykował się do kontrataku. Kula o dużej prędkości kalibru .50 skutecznie udaremniła ten zamiar. Wojownicy Wszechwładcy i inni uwolnieni z uprzęży Posleeni byli rozwścieczeni śmiercią przywódców. Grupa Obcych ruszyła w stronę zagrody, a więc najwyraźniej nadszedł czas, żeby rozpętać piekło.
Richards rozpoczął bezpośredni ostrzał z M-60. Kule kaliber 7,62 milimetra zwalały Posleenów na ziemię.
Jednak mięsożercy całkowicie ignorowali straty w swoich szeregach i kontynuowali natarcie na źródło kierowanych w ich stronę pocisków. Niektórzy z nich odpowiadali ogniem. Trapp i Ellsworthy przyłączyli się do ostrzału, ale dopiero kiedy Trapp użył lasera, udało się atak opóźnić. Zmasowany ogień z różnych rodzajów broni powstrzymał pierwszą falę natarcia, ale bitwa po południowej stronie osady zwróciła uwagę głównych zastępów wroga. Ładunki rozłożone dla zmylenia Posleenów stały się przez to bezużyteczne.
Kiedy rozpętała się strzelanina, Mosovich natychmiast przestał cackać się z krabami. Wskoczył do zagrody, przebył pas ochronnych kolców i zaczął wykopywać Tchpth przez wyrwę w ogrodzeniu. Kraby odwróciły się najpierw w stronę ich dotychczasowego schronienia, ale kiedy spostrzegły szalejącą bitwę, popędziły, ćwierkając z przerażenia, do dżungli na południe od osady.
Mosovich, krążąc w kółko i wymachując bronią, którą jego zdaniem można by w tej chwili użyć do lepszych celów, zdołał naprowadzić Tchpth na właściwy kierunek biegu. Usłyszał przez sieć komunikacyjną srebrzysty śmiech i podniósł wzrok na korony drzew.
— Pieprz się, Ellsworthy — rzucił ze złością.
Zaśmiała się znowu, przygotowując się na odparcie drugiej fali ataku.
— Wybacz, skarbie, ale wyglądasz jak hodowca krabów ze swoim stadem.
Śmiech przerwał bulgot wypluwanej krwi, kiedy drzewa zatrzęsły się od gradu kul. Żołnierz dostrzegł, jak ciemny kształt odrywa się od gałęzi i uderza w ziemię trzydzieści metrów niżej z chrzęstem łamanych kości.
— Nadchodzi! — krzyknął Richards, kiedy wehikuł Wszechwładcy w kształcie spodka wzbił się w powietrze.
Machina zatoczyła łuk w lewo, a zamontowany na niej karabin magnetyczny wypluwał serię pocisków. Martine wrzasnął i runął na ziemię, kiedy nawała ognia podziurawiła mu nogi, a starszy sierżant Tung zacharczał i zwalił się na ziemię bluzgając krwią.
Jake odwrócił się od swojego stadka i rzucił pędem do miejsca, gdzie leżały szczątki Sandry Ellsworthy.
Pochwycił jej masywny karabin, wycelował w spodek Wszechwładcy i poczęstował machinę ołowiem. Szarpnięcie potężnej broni cisnęło go w tył, bo trzymał karabin tylko w jednej ręce.
Posleeni stosowali system magazynowania energii podobny do federacyjnego. Moduł w stałym stanie skupienia, ukryty głęboko wewnątrz „baterii”, wytwarzał pole, które umożliwiało znaczne zaburzenia pozycji wiązań molekularnych. Wiązania wracały później do stanu uporządkowania i uwalniały nagromadzoną energię. Była to zaawansowana technologia, która doskonale się sprawdzała, o ile tylko nie została zachwiana integralność modułu stabilizacji.
Kula kaliber .50 przebiła lekką obudowę spodka i utkwiła w skrzynce energetycznej. Pocisk nie trafił właściwie w sam moduł stabilizacji, ale fala uderzeniowa wywołana jego przejściem przesłała tysiące dżuli energii. Jeszcze zanim kula przeszła na wylot krystalicznej matrycy, wiązania zaczęły się rozpadać i uwalniać ogromną energię w nie kontrolowanej eksplozji, porównywalnej z detonacją ładunku antymaterii.
Podmuch wyrzucił spodek w powietrze i machina Wszechwładcy zniknęła w rozbłysku białych płomieni. Fala uderzeniowa powaliła Mosovicha i Trappa na ziemię, cisnęła Richardsa w powietrze i ogłuszyła lub zabiła Posleenów w pierwszych szeregach. Dzieła dokończyła piekąca fala termiczna.
Trapp i Mosovich poderwali się po chwili na nogi, ale Richards leżał nadal, z głową dziwnie odchyloną na bok.
Jake spojrzał na niego, podniósł worki i Zamiatacz Ulic Martine’a, po czym pobiegł w głąb dżungli.
20
Mike podnosił ciężary w ciasnej sali gimnastycznej wciśniętej między sektor ładowniczy numer osiemnaście a otaczające go przestrzenie strefy gamma, kiedy zaćwierkał jego inteligentny przekaźnik.
— Jest pan proszony o stawienie się przy najbliższej okazji u generała Housemana.
Wykonanie polecenia stwarzało pewne problemy. Flotylla Sił Ekspedycyjnych składała się z czterech statków.
Jeden zajmowały w całości chińskie dywizje. W dwóch podróżowały: Aliancki Korpus Ekspedycyjny, jednostki NATO, III Korpus Stanów Zjednoczonych, wojska Niemiec, Wielkiej Brytanii, Holandii, Japonii i Francji. Ostatni statek był wypełniony wojskami z Rosji, Trzeciego Świata, południowo-wschodniej Azji, Afryki i Ameryki Południowej. Z wyjątkiem oddziałów NATO kontyngenty miały własne, ściśle wydzielone sektory. Poza uniknięciem konfliktów na tle kulturowym, do których mogłoby dojść, pozwalało to na użycie sił innych narodów, gdyby w obrębie jakiejś armii doszło do zamieszek.
Od dwóch miesięcy żołnierze, źle wyszkoleni i nie przygotowani, podróżowali zamknięci w międzygwiezdnym mamrze. Pomieszczenia były wprawdzie duże, ale niskie stropy dostosowano do potrzeb Indowy, a brak wiatru, słońca i wystarczającej ilości miejsca doprowadzał wojsko do skrajnej rozpaczy, nawet kiedy rozwiązano już problem powietrza, żywności i oświetlenia. Bez łączności ze światem i na ograniczonej przestrzeni żołnierze niemal wariowali. Raz w jednostkach NATO i cztery razy na statku z mieszaną załogą lokalne kłótnie wymknęły się spod kontroli.
Problem polegał na tym, że generał Houseman, dowódca III Korpusu i kontyngentu amerykańskiego, przebywał czasem na Maruku, na którym był porucznik O’Neal, a czasem, podczas postojów spowodowanych usuwaniem skutków hiperprzestrzennych anomalii, przesiadał się na Sorduk, drugi statek z siłami NATO. Jego biuro i kwatery III Korpusu mieściły się na Maruku, ale jego dowódca, generał Sir Walter Arnold z Armii Brytyjskiej, przebywał na Sorduku.