— Gdzie jest generał? — Mike zapytał przekaźnik, kiedy wycierał się ręcznikiem i ociężałym krokiem zmierzał w kierunku urządzeń kontroli grawitacji.
— Generał Houseman jest swoim biurze, Kwadrant Alfa, pierścień piąty, pokład A, na rufie koło kwater starszych oficerów NATO.
To miało sens, generał nie oczekiwałby go na Sorduku bez wcześniejszego zawiadomienia. Drugi problem: kiedy generał broni mówi pierwszemu porucznikowi „proszę przyjść przy najbliższej okazji”, ma na myśli: „rusz tyłek, do jasnej cholery, i to już”. Ale gdyby Mike pokazał się w przepoconym mundurze do ćwiczeń fizycznych, podpadałoby to pod paragraf Nieodpowiedni Ubiór. No, cóż. Będzie musiał się przebrać, ale był przecież w odległości czterech kilometrów od biura generała. Sytuacja zapowiadała się ciekawie.
— Proszę wysłać wiadomość do generała, że zatrzymały mnie sprawy nie cierpiące zwłoki i nie będę mógł dotrzeć do miejsca jego pobytu w ciągu co najmniej… trzydziestu minut.
Trzeci i nie do rozwiązania problem: Mike nie miał odpowiedniego munduru. Miał tylko mundur Floty Uderzeniowej, a wszystkie jednostki Stanów Zjednoczonych nosiły uniformy regularnych oddziałów wojska: bojowy mundur kamuflujący lub jednolicie zielony uniform.
— Jakie mundury nosi dzisiaj personel kwatery głównej III Korpusu?
— Mundur kamuflujący.
Standardowy ubiór bojowy. W przypadku Mike’a został on zastąpiony jedwabnym uniformem, ale te dwa mundury bardzo się od siebie różniły. Mundur floty mniej się rzucał w oczy, ale można go było pomylić z ubiorem bojowym armii jakiegoś innego państwa.
Zespół projektowania mundurów dla Floty Uderzeniowej kierował się swoimi własnymi zasadami. Mundur oficera miał głęboką kobaltowoniebieską barwę i cienkie naszywki na szwach w kolorze odpowiadającym rodzajowi wojsk. W przypadku O’Neala był to błękit piechoty. Naszywki miały czujniki ciepła i mieniły się określoną barwą, kiedy noga dotykała do szwów podczas chodzenia. Tunika nie miała kołnierzyka ani klapy i była zapinana ciśnieniowo z lewej strony. Był to niestety cholernie zwracający uwagę mundur.
Dwadzieścia siedem minut później porucznik Michael O’Neal, ubrany w szary jedwabny uniform i błękitny beret, wszedł do poczekalni biura Dowódcy Sił Lądowych Stanów Zjednoczonych i Wojsk Ekspedycyjnych na Diess. Stał tam, niczym Cerber u bram, krępy starszy sierżant, który sprawiał wrażenie, jakby ostatnio uśmiechał się w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym ósmym roku. Mimo to Mike mógłby przysiąc, że sierżant ledwo powstrzymał się od śmiechu na widok jego ubioru.
Porucznik O’Neal umył się, ogolił, zmienił ubranie i przebył cztery kilometry w ciągu dwudziestu siedmiu minut.
Było to możliwe tylko dlatego, że zabrał na salę gimnastyczną swój pancerz wspomagany. Zamiast zwykłymi korytarzami przebiegł przez szereg rozhermetyzowanych pomieszczeń, w których panował stan nieważkości, osiągając prędkości, które jeszcze teraz przyprawiały go o zawrót głowy. Semibiologiczna podszewka pancerza osuszyła pot, usunęła brud i zarost na twarzy.
Kiedy dotarł do kabiny, musiał tylko wyskoczyć z pancerza i przebrać się. Niestety pancerz bardzo utrudniał tę ostatnią czynność. Mimo że nie zajmował on więcej miejsca niż potężny człowiek, a w tym wypadku również niski człowiek, trzeba go było oprzeć o ścianę. Do tego pancerza nie można było ruszyć z miejsca, dopóki nie założyło się go z powrotem. Potem pozostał już tylko bieg przez kwatery młodszych oficerów na poziom dowódców.
Starszy sierżant z kamienną twarzą zmierzył wzrokiem mundur porucznika i podszedł do drzwi biura. Otworzył je bez pukania.
— Porucznik O’Neal, sir.
— Proszę go wpuścić, sierżancie, koniecznie — powiedział miły głos.
O’Neal wyraźnie usłyszał dźwięk, jaki powstaje, gdy rzuci się teczkę dokumentów na przeładowane biurko.
Sierżant odstąpił na bok, zaprosił porucznika gestem dłoni do środka i zamknął za nim drzwi. Dopiero kiedy drzwi bezpiecznie się zatrzasnęły, pozwolił sobie parsknąć śmiechem, nadal jednak zachowując kamienną twarz.
Z wyglądu generał bardzo przypominał sierżanta. Obydwaj byli średniego wzrostu, odznaczali się krępą budową ciała, mieli okrągłe, rumiane twarze i rzadkie, siwiejące blond włosy. Ogólnie rzecz biorąc, przywodzili na myśl parę buldogów. Ale podczas gdy starszy sierżant miał stale zachmurzone czoło, na twarzy generała kwitł uśmiech, a jego łagodne niebieskie oczy zamrugały, kiedy porucznik O’Neal zasalutował.
— Porucznik O’Neal melduje się na rozkaz — powiedział Mike.
Jak wszyscy młodsi podoficerowie w takiej sytuacji, wykonał szybko rachunek sumienia i zastanawiał się, które z jego przewinień zwróciło uwagę generała. Jednak w odróżnieniu od innych Mike miał większe doświadczenie z oficerami flagowymi, więc był teraz mniej onieśmielony, niż wielu byłoby na jego miejscu.
Generał odpowiedział na salutowanie.
— Spocznij, poruczniku, a tak w ogóle proszę siadać. Kawy?
Generał chwycił własny kubek i sięgnął ręką w kierunku wbudowanego w ścianę ekspresu do kawy Westbend.
— Z chęcią, sir, dziękuję. — Mike urwał. — Czy to Indowy zainstalowali panu ten ekspres?
— Indowy, do licha — parsknął śmiechem generał. — Musiałem wezwać kogoś z obsługi technicznej Korpusu, żeby zainstalował przenośny generator kilka poziomów wyżej, a potem przewiercił się przez tę cholerną ścianę.
Dysponujemy tylko standardowym sprzętem biurowym, a mamy kupę cholernych problemów z jego zintegrowaniem. Śmietanki i cukru? — zaproponował łaskawie.
— Dużo i jednego, i drugiego. Dziękuję, sir. Mógłbym się tym zająć dla pana. Dosyć dobrze sobie radzę z Indowy, sądzę, że dlatego, że mam taki sam jak oni wzrost.
— Jak rozumiem, zawdzięczamy panu zmianę tego cholernego oświetlenia. Nie mówiąc już o jedzeniu, które mieliśmy dostawać przez cały czas. Ma pan za dużo czasu, poruczniku?
Generał wręczył Mike’owi kawę i wypił łyk swojej, świdrując porucznika wzrokiem znad krawędzi kubka.
— Sir?
— Przedwczoraj odbyłem ciekawą rozmowę z Oberstem Kielem z Bundeswehry. Sądzę, że wie pan, kim jest Herr Oberst?
— Tak, sir. Był jednym z dyrektorów zespołów projektujących broń dla piechoty NATO w GalTechu.
— Przyszedł tu na prośbę generała Arnolda, który chciał, żebym pomówił z nim na temat batalionu pancerzy wspomaganych. Domyśla się pan, co mi powiedział?
— Tak, sir.
— Jak zrozumiałem, miał pan doradzać batalionowi w sprawach związanych z pancerzami wspomaganymi, zgadza się? — zapytał łagodnie generał.
— Tak, sir — powiedział Mike.
Teraz już wiedział, o co chodzi. Zaskoczyło go, że generał nie został poinformowany. Oficera flagowego czekał teraz kolejny szok.
— A jak pan ocenia umiejętności batalionu jako jednostki pancerzy wspomaganych?
— Niewielkie, sir — powiedział Mike i wypił łyk kawy.
Powstrzymał grymas obrzydzenia. Generał był najwyraźniej Teksańczykiem; w tej kawie nie utonęłaby nawet podkowa.
— Dziękuję. Wolno spytać, gdzie pan był w ciągu ostatnich dwóch miesięcy? Gdzie pan był dzisiaj? — zapytał generał ze wzbierającą w głosie złością.
— Otrzymałem bezpośrednie polecenie, aby trzymać się z daleka od batalionu, dopóki nie wylądujemy — powiedział Mike i wmusił w siebie kolejny łyk kawy.