Na szczęście rozmowa toczyła się takim torem, że będzie mógł wkrótce odstawić kubek i wymigać się od wypicia całej kawy.
— Od kogo? — zapytał zaskoczony generał.
— Od podpułkownika Youngmana, sir.
— Bezpośrednie polecenie? — zapytał zdumiony oficer.
— Michelle? — Mike zagadnął przekaźnik.
— Tak, poruczniku O’Neal? — powiedziała Michelle.
Doświadczona maszyna wiedziała, kiedy zadziałać bez zarzutu.
— Odtwórz odpowiednią rozmowę.
— Nie obchodzi mnie, na czym polega twoja misja ani za kogo się uważasz. Masz wrócić do kabiny i nie wychodzić z niej do końca podróży. Nie jesteś zamknięty w kwaterze ani nic w tym rodzaju, ale to ja decyduję, co robi mój batalion, jak trenuje i jaka jest strategia. A nie były sierżant z błyszczącą srebrną belką na ramieniu, który zgrywa pieprzonego ważniaka. Jeśli zobaczę, że kręcisz się na terenie batalionu bez mojego wyraźnego zezwolenia, albo dowiem się, że rozmawiasz z moimi oficerami o strategii i treningu, osobiście cię zdegraduję na podoficera i pozbawię honorów, a może i życia. Czy to jasne? — odtworzył przekaźnik.
— Przyznaję, sir, że ze swojej strony też nie poprowadziłem zbyt dobrze tej rozmowy — pozwolił sobie powiedzieć Mike, gdy zaległa głucha cisza. — Pozwoliłem pułkownikowi rozzłościć się, ale szczerze mówiąc, już na samym początku nie podobał mi się harmonogram szkolenia.
— To pan kazał przekaźnikowi nagrać rozmowę? — zapytał generał z obojętnym wyrazem twarzy, kiedy już otrząsnął się z szoku.
— Nie wiedział pan, sir? — zapytał Mike z niepokojem w głosie i zerknął na przekaźnik generała, który leżał w widocznym miejscu na jego biurku.
Nie był szczególnie zadowolony z takiego obrotu sprawy.
— Czego?
— Nagrywają wszystko, sir.
— Co?
— Dowiedzieliśmy się o tym w GalTechu, sir. Obraz, dźwięk, wszystko. Można to potem w każdej chwili odtworzyć.
— Kto może to odtworzyć?
— Obecnie przekaźniki są zaprojektowane do odtwarzania tylko po autoryzacji użytkownika, sir, co wzbudziło trochę sprzeciwów. Niektóre kraje chciały, żeby mógł to odtworzyć każdy wyższy stopniem żołnierz, ale nie zgodziliśmy się na to my, Amerykanie, Brytyjczycy i szczególnie Niemcy. Gdyby nasi żołnierze dowiedzieli się, że ich przekaźniki szpiegują ich przy każdej okazji, stale by je „gubili”. Jednak generalnie można uzyskać dostęp do nagrań w czasie wojny, jak również nagranie może słyszeć każdy, kto w danym momencie rozmawia z właścicielem.
— Dobra. Cholera, może pan zostać moim doradcą w sprawach sprzętu. A więc pułkownik kazał panu zostać w kabinie. Czyli w zasadzie nałożył na pana areszt. Złamał pan rozkaz?
— Nie, sir. Zaniechałem nadzoru nad treningiem fizycznym i taktycznym. Poza tym dosłownie potraktowałem polecenie pułkownika, że mam nie nawiązywać stosunków towarzyskich z żołnierzami batalionu pancerzy wspomaganych, więc unikałem klubu i tym podobnych miejsc.
— Więc przez ostatni miesiąc ćwiczył pan na sali gimnastycznej?
— I trenowałem z pancerzem wspomaganym, sir.
— Pracował pan z jakimiś jednostkami trzysta dwudziestego piątego pułku?
— Sir?
— Zdaje pan sobie sprawę, że odpowiada pan zawsze w ten sam sposób, kiedy unika odpowiedzi? Wydaje się, że kompania Bravo jest jedyną jednostką pancerzy wspomaganych w batalionie, która nadąża za harmonogramem.
Według Herr Obersta, Bravo poczyniła znaczne postępy w ciągu ostatniego miesiąca. Oberst najwyraźniej odnosi wrażenie, że żadną z moich jednostek pancerzy wspomaganych, oprócz kompanii Bravo, nie warto sobie nawet wytrzeć nosa. Bravo nie osiąga wprawdzie takich wyników, jak powinna, ale nie jest też kompletnie bezużyteczna.
Zwróciło też moją uwagę to, że podpułkownik Youngman sporządził Raport Oceny Oficera na temat dowódcy kompanii Bravo, w którym oskarżył go o wszystkie grzechy oprócz sypiania z moją córką. Według raportu kompania jest „całkowicie nie przygotowana do walki”. Nikt z członków kompanii nie zdał ostatniego testu wewnętrznej sprawności batalionu EIB — powiedział generał z lekkim uśmiechem.
— Sir, jednym z założeń EIB jest bieg orientacyjny na tysiąc metrów. Gdzie by to zrobili?
Po raz pierwszy podczas całej rozmowy generał zaczynał przypominać Mike’owi Jacka Hornera.
— Dobre pytanie. Poza tym, skoro EIB nie został dostosowany do standardów jednostek pancerzy wspomaganych, jaki jest sens jego przeprowadzania? — zapytał generał.
Miły wyraz twarzy zmienił się w coś podobnego do miny rozwścieczonego psa.
— Mmm, członkowie kompanii… muszą zachować sprawność na wypadek, gdyby zostali przeniesieni do niepancernej jednostki, sir?
— Bardzo dobrze — uśmiechnął się ponuro generał i potrząsnął głową. — Wspaniale sprawdza się pan w roli adwokata diabła, poruczniku. Jednak obecne przepisy nakazują bezwarunkowe pozostawienie żołnierzy wytrenowanych do walki w pancerzach w jednostkach pancerzy wspomaganych. Czyli że taki argument można wyrzucić do kosza. Właściwie jedynym dowódcą, z którego pułkownik wydaje się być zadowolony, jest dowódca kompanii Charlie. Oddziały Alfa też nie sprawdziły się najlepiej. Jednak zauważyłem, że mimo iż większość batalionu nie zdobyła nawet dziesięciu procent wymaganych umiejętności jednostki pancerzy wspomaganych, Alfa i Bravo zdobyły odpowiednio dwadzieścia i trzydzieści procent. Skomentuje to pan, poruczniku?
— Przypuszczam, że sami szefowie Alfy i Bravo są niekompetentni i nie są w stanie sprostać wymogom ćwiczeń fizycznych, sir.
— Sarkazm, poruczniku?
— Przepraszam, sir. Może trochę.
— Właściwie kiedy zapytałem podpułkownika Youngmana o kompanię Bravo, stwierdził, że zastanawia się nad zwolnieniem jej dowódcy.
— Jezu!
— Czy zawsze przerywa pan generałom, poruczniku? — zapytał sucho generał.
— Nie, sir. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie — powiedział Mike.
Wziął głęboki wdech i spróbował opanować emocje. Zwolnienie kapitana Brandona przekreśliłoby możliwość dostarczania batalionowi chociaż minimum wiedzy.
Żołnierze piechoty byli zawsze mistrzami znikania. Częściowo wynikało to z natury ich misji; zadania piechoty w znacznej mierze polegały na byciu „duchami”. Inną przyczyną był fakt, że gdy nie było wojny lub nie stosowano napiętego harmonogramu szkolenia, właśnie im w pierwszej kolejności powierzano najbardziej żmudne zadania.
Więc doświadczeni żołnierze jednostek piechoty potrafili stać się praktycznie niewidzialni poza wyznaczonymi porami treningu.
Mike i Wiznowski maksymalnie wykorzystali te ich zdolności. Kompanie stawiały się, zgodnie z wydanymi rozkazami, w pełnym składzie na poranne, popołudniowe i wieczorne apele. Tuż obok sektorów zajmowanych przez batalion znajdowały się puste sektory. Każdego dnia podoficerowie z kompanii Bravo, a później też kompanii Alfa, wymykali się z przydzielonych im pomieszczeń na statku i zbierali się w opuszczonych strefach. Tam doskonalili techniki walki w obrębie swojej nowej specjalności, żeby później przekazać tę wiedzę podkomendnym. Jak na ironię stale psioczyli, że nie pomaga im żaden „ekspert z GalTechu”. Mike tymczasem nadzorował proces szkolenia za pomocą okularów wojskowych albo pancerza i wysłuchiwał ich zrzędzenia. Kiedy sytuacja wymagała wyjaśnień, przekazywał je przez Wiznowskiego. Wszyscy sądzili więc, że to właśnie Wiz prowadzi cały program szkolenia.
Gdyby zwolniono kapitana Brandona, cała ta akcja ległaby w gruzach.
— Uprzedzono mnie o pańskim stałym wyrazie twarzy — ciągnął cicho generał Houseman. — Ale teraz robi się pan czerwony i zaczyna panu dymić z uszu. I czy byłby pan uprzejmy nie wiercić wzrokiem dziur w ścianie?