Выбрать главу

W końcu zdziesiątkowana masa wrogów, w liczbie około trzystu tysięcy, zbliżyła się na tyle, że ich chaotyczny ogień zaczął trafiać członków kompanii. Zgodnie z planem żołnierze rozpoczęli odwrót, jedna sekcja po drugiej.

Dwa plutony osłaniały jeden, który się wycofywał. Tutaj pojawiły się jednak pewne problemy.

Po pierwsze, kiedy pluton przestawał strzelać, żeby się cofnąć, zmniejszona siła ognia powodowała, że masa wrogów bardziej zdecydowanie parła naprzód, a widok wycofującego się plutonu rodził wśród posleeńskich wojowników chęć pościgu. Po drugie, manewr powodował trudności w koordynacji. Już w drugim etapie odwrotu wróg zajął pozycję trzeciego plutonu, kiedy formacja ta zatrzymała się w bezładzie, próbując osłaniać pierwszy pluton.

W tym momencie oryginalny plan, podobny do zastosowanego w starożytnej bitwie pod Kannami, można było wyrzucić do pojemnika na śmieci. Alfa i Bravo otrzymały rozkaz opuszczenia pozycji na zboczu, zejścia w dół do doliny i przygotowania obrony powracających niedobitków kompanii Charlie. Kompanii strzelców rozkazano natomiast wspiąć się na grań i porazić wroga rzęsistym ogniem terwatowych laserów.

Bystry Wszechwładca w ostatnim szeregu zauważył, jak żołnierze mozolnie dźwigają ciężkie lasery w górę zbocza, polecił więc swoim wasalom rozpocząć zmasowany atak na wspinającą się grupę i w ten sposób ostatecznie unicestwił pluton laserów batalionu. Kiedy zginął kapitan Wright z oddziałów Alfa, chwilowa dezorientacja żołnierzy pozwoliła grupie Posleenów na przedostanie się na tyły kompanii Charlie. Na bocznym skrzydle tej grupy Posleeni w liczbie dwustu wojowników i jednego Wszechwładcy rozgromili kompanię Alfa i cała horda wdarła się przez wyrwę powstałą w szeregach obrońców. Centaury zalały batalion od środka, zaczęły obdzierać żołnierzy z pancerzy i ich szlachtować. Okrzyki zwycięstwa słychać było wyraźnie aż na szczytach gór wokół doliny.

— Cóż — powiedział generał Houseman na kanale obserwatorów — to był… brak mi słów.

— Naprawdę szybki sposób, żeby stracić miliardowe nakłady, sir — zażartował Mike.

— Najgorsza porażka od czasu meczu Cumberland College z Georgia Tech — stwierdził jego szef sztabu, generał Bridges.

— Co? — odpowiedziały dwa albo trzy głosy, w tym głos generała Housemana.

— Dwieście dwadzieścia dwa do zera dla Tech — wyjaśnił Zwinny Niszczyciel.

— Wyłączyć projekcję — usłyszeli podpułkownika Youngmana na kanale dowódcy.

Obraz unoszących się odpadów uranowych, dymu, pyłu i ucztujących Posleenów ustąpił miejsca widokowi ładowni, wypełnionej całkowicie sprawnymi pancerzami wspomaganymi w różnych pozycjach.

— Przekaźnik, proszę przełączyć podpułkownika Youngmana i majora Nortona na ten kanał — polecił generał Houseman. — Pułkowniku Youngman, majorze Norton, słuchajcie. Chcę mieć pierwszy raport na biurku zastępcy szefa sztabu do spraw operacyjno-szkoleniowych jutro w południe. Ćwiczenie przedyskutujemy o szesnastej trzydzieści. Dobra, skopali wam tyłki, ale robicie postępy. Powtórzymy to pojutrze. Do roboty. Przerwać połączenie.

— Chryste — dodał, kiedy inni nie mogli go już usłyszeć — mam nadzieję, że przynajmniej na Barwhon sprawy mają się lepiej.

23

Prowincja Ttckpt, Barwhon V
12:28 czasu uniwersalnego Greenwich, 25 lutego 2002

— Sierżancie, ma pan jeszcze pociski do dziewiątki? — zapytał Trapp i ostrożnie wycelował w Posleena, który brnął z karabinem przez bagno.

Masywne, gigantyczne drzewo zwaliło się swego czasu na ziemię i zbutwiało; pod osłoną jego bryły korzeniowej czaiło się dwóch ziemskich wojowników w oczekiwaniu na centaury.

— Niestety — mruknął Mosovich, który zawiązywał właśnie bandaż na górnej części ramienia, przytrzymując go sobie zębami.

Pociski z karabinu o mały włos nie odcięły mu lewej ręki i oderwały transmiter umieszczony na jego biodrze.

MP-5 z tłumikiem syknął i Posleen padł w purpurową maź.

— Cóż, chyba została nam tylko walka wręcz.

— Mam nadzieję, że nie. U mnie jest jeszcze jedna. Łap — powiedział Jack i rzucił Trappowi swój pistolet kaliber .45. — To niewiele…

Amunicja kaliber .50 już dawno się skończyła, ale przynajmniej zrobiono z niej dobry użytek. Była to jedyna broń, która mogła powstrzymać spodek Wszechwładcy. Po tygodniu pościgu Wszechwładcy odkryli, że nie należy się zbliżać za bardzo do zwierzyny.

Trapp i Mosovich znaczyli trasę ucieczki ciałami Posleenów. Dwaj mistrzowie sztuki wojennej używali przez ostatni miesiąc każdego dostępnego środka, żeby umknąć mieszkańcom punktu B, ale ich sytuacja coraz bardziej zaczynała przypominać ostatni poranek w Alamo7.

— Pieprzyć ilość, lepszy rydz niż nic — powiedział filozoficznie żołnierz Komanda Foki. — Potrafisz strzelać z Zamiatacza Ulic jedną ręką?

— Powiedzmy, że mogę używać lewej, ale tylko do przytrzymania karabinu.

Jack popatrzył przez chwilę na przetarty wcześniej szlak i położył karabin na porozwidlanym korzeniu.

Sprawdził jeszcze szybko, czy lufa nie była zatkana, i wycelował w głąb dżungli.

— Kropnę pierwszego, który się pojawi, a kiedy pójdą w rozsypkę, wycofujemy się. Zostały jakieś ładunki wybuchowe?

— Tylko granaty — powiedział Trapp. — Ale chcę je zatrzymać.

— Po co? Dobra, przygotuj się.

W krzakach po drugiej stronie coś się poruszyło.

Trapp powiesił MP-5 na ramieniu i wyciągnął zestaw granatów zaczepnych. Mimo że błoto zmniejszało efekt rozpryskowy, ciecz bardzo skutecznie przenosiła za to falę uderzeniową. — Dobra, niech będzie.

Pięciu Posleenów wynurzyło się nagle zza gęstych paproci i ruszyło przez polanę. Ogień Mosovicha powalił czterech, ale inna mała grupka wybiegła z zarośli nieco z boku. Nie odpowiedziała na ostrzał, zdecydowana podejść na niewielką odległość wśród szalejącego ognia. Kiedy Mosovich skierował broń na drugą grupę, Trapp rzucił granaty. Jeden wylądował w samym środku nowej grupy, ale drugi wyślizgnął mu się z ręki i upadł poza skutecznym polem rażenia. W chwili, gdy obydwa eksplodowały, z krzaków z boku polany wyległa banda rozmiarów plutonu.

Mosovich zmienił sposób wystrzeliwania pocisków z pojedynczych strzałów na ciągły ogień, a centaury parły naprzód. Trapp rzucił jeszcze trzy granaty, ale garstka Posleenów nadal zbliżała się na niebezpieczną odległość.

Trapp skierował na wrogów MP-5 i wykorzystał ostatnie kule na przestrzelenie głów trzech Posleenów, kiedy banda zbliżyła się na tyle, że żołnierz Komanda Foki nie mógł nie trafić. Rzucił bezużyteczną teraz bronią w zbliżającego się wroga i wyciągnął nóż bojowy. Przestudiował wcześniej fizjologię Posleenów, których obaj zabili. Posleeńska klatka piersiowa okazała się dobrze chroniona wewnętrznym pancerzem kości, więc w razie walki wręcz Trapp planował uderzyć od tyłu. Jednak los najwyraźniej przestał mu sprzyjać.

Strzelba Mosovicha zacięła się i komandos wiedział, że oznacza to koniec amunicji. Nacierało na nich jeszcze co najmniej sześciu Posleenów i nagle pożałował, że oddał Trappowi swoją czterdziestkę piątkę. Wyciągnął nóż Gerber i wyszedł zza bryły korzeniowej, kiedy w łapach centaurów błysnęły ich długie na metr ostrza.

Centaury parły naprzód, a Trapp chwycił wystający korzeń i zanurzył się w bajorze. Kiedy jeden z Posleenów zbliżył się do rannego starszego sierżanta, ze szlamowatej mazi wyłoniła się dłoń uzbrojona w stalowe ostrze i rozpruła mu brzuch. Błotnista postać wynurzyła się z bagna i zwinnie doskoczyła do drugiego Posleena. Zanim centaur zdołał się uchylić, otrzymał cięcie w tył głowy. Kiedy stwór z niemal odciętą głową zwalił się w błoto, grupa zwróciła się przeciw zwinnemu napastnikowi, ale ten znów zniknął w bajorze.