Выбрать главу

Przyjrzał się schematowi i zaciekawiony zmarszczył czoło.

— Michelle, te systemy wodociągowe… Niezależnie od tego, jak minimalne potrzeby mają Indowy, w budynku nie ma wystarczającej ilości linii wodno-kanalizacyjnych. Jak to możliwe?

— Większość wody i ścieków ulega wtórnej przeróbce i oczyszczaniu w megawieżowcach.

— Hmm. — Rury wodociągowe były wystarczające duże, żeby się w nich poruszać. — Michelle, przekaż do wszystkich przekaźników, żeby każda jednostka przemieściła się do najbliższego wylotu rury wodociągowej.

Przygotuj plan odwrotu przez podziemne kanały do Saltrev/Saltren i uaktualnij plan obrony. Nieprzerwanie uaktualniaj manewry Kobe i Jerycho na podstawie ruchów plutonu inżynieryjnego. Przygotuj koordynację planu detonacji z kompaniami Alfa i Bravo. I będziemy musieli jakoś odciąć dopływ wody.

Oczekuj zwycięstwa, bądź gotów na porażkę.

Masa Indowy zaczynała przesłaniać bulwar, ich szarozielone postacie tłoczyły się i wypełniały całą szerokość drogi. Mike dostrzegł z punktu widzenia dowódcy plutonu, jak jeszcze większa rzeka uchodźców wypływa z Waltren i łączy się z głównym strumieniem procesji. Ulica była zatłoczona jak Wall Street w porze lunchu, a tłum ścieśniony jak masa wiernych wokół pojazdu papieża; pochód Indowy przypominał marsz lemingów do morza.

Tłum rozgniatał krępe, małe postacie na metalowych elewacjach budynków i tratował wszystkich — młodych, starych, silnych i słabych. Mniejsze strumienie zalewały Naltren i Naltrev, przekraczały aleję i wpadały do Qualtrev/Qualtren, a każdy osobnik powiększał ścisk i panikę.

Kiedy główny zastęp uchodźców Indowy dotarł do Qualtren/Qualtrev, parcie z tyłu i panika pchnęły tysiące małych człekokształtnych istotek do północno-zachodniego kwadrantu niższych kondygnacji Qualtren. Tam uchodźcy natknęli się na pierwszy pluton kompanii Charlie i skutek był tragiczny.

Pojedynczo Indowy odznaczali się zachowaniem królika, ale ogromna wystraszona horda zachowywała się jak tabun przerażonych bizonów. Kiedy czoło fali natrafiło na pierwszy pluton, Indowy wchodzący przez liczne otwory drzwiowe parteru otoczyli uzbrojonych Ziemian. W miarę zwiększania się ścisku zaczęli wspinać się na żołnierzy.

Kiedy ciężar spłoszonych kosmitów przytłoczył pancerze wspomagane, żołnierze zaczęli się rzucać wśród przerażonego tłumu. Szarpali się i kopali, żeby odepchnąć tłum, a wspierane układem nadążnym pancerze miażdżyły łagodne, małe istotki, i babrały pastelowe ściany ich zieloną posoką.

Dowódca i pierwszy sierżant kompanii Charlie pospieszyli na miejsce masakry z zamiarem przywrócenia porządku, ale i oni utonęli w tabunie Indowy. Dwa terawatowe działa laserowe batalionu, wycelowane prosto „w gardła Posleenów”, również zostały zmiecione przez skotłowaną masę. W ten sposób unieszkodliwiono najważniejszy pluton i dowódcę kompanii obronnej batalionu, i wyeliminowano trzydzieści procent siły ognia, jeszcze zanim rozpoczęła się bitwa. I to wszystko bez jednego nawet Posleena w zasięgu wzroku.

Mike przełączył się na odbiór sygnałów z sieci komunikacyjnej kompanii Charlie właśnie w tej samej chwili, kiedy została ona zablokowana przez krzyki i przekleństwa. Próbował skontaktować się z dowódcą kompanii, kapitanem Vero, dzięki odfiltrowaniu przez przekaźnik niepotrzebnych transmisji, ale dowódca wrzeszczał i miotał przekleństwa jeszcze głośniej niż jego żołnierze. Mike przełączył się zatem na sieć dowodzenia batalionu, ale oficer łączności nie mógł sobie w tym momencie poradzić z natłokiem wezwań od kompanii Alfa, sekcji broni i wsparcia ogniowego, a nawet dowódców kompanii w kwaterze głównej, którzy oczekiwali na rozkazy i wskazówki.

Plutonowi kompanii Alfa, rozmieszczonemu na parterze, także groziło pochłonięcie przez hordę. Mike usłyszał, jak kapitan Wright prosi o pozwolenia przejścia na wyższe kondygnacje i otrzymuje natychmiastową odmowę od oficera łączności. Było jasne, że oficer nie skonsultował decyzji z podpułkownikiem Youngmanem.

Podpułkownik Youngman i major Norton rozmawiali tymczasem przez sieć komunikacyjną sztabu. Major polecił swojemu przekaźnikowi wstrzymywać wszystkie przychodzące połączenia. Technika sprawdzała się w przypadku oficerów łączności, ale nie przekaźników. Oficer łączności przekazywał mimo rozkazów połączenia, jeśli uważał je za naprawdę pilne. W ten sposób rozpoznawało się dobrych oficerów. Ale niedoświadczony przekaźnik był jak zły oficer, rozumiał każdy rozkaz dosłownie i nie miał za grosz poczucia odpowiedzialności. Gdyby major Norton nie odwołał rozkazu, o ile w ogóle pamiętałby o tym w ogniu walki, dowódcy kompanii nie mogliby połączyć się z dowódcami batalionu przez przekaźnik, jeśli zostali zablokowani przez obsługę systemu łączności.

Kapitan Wright wycofał trzeci pluton bez rozkazu i przygotował żołnierzy do ponownego zajęcia pozycji.

Kapitan Vero uspokoił się w końcu i także zaczął wycofywać swoich żołnierzy. Zebrano około połowy plutonu Charlie i większość Alfa, kiedy przyszedł pierwszy raport o zbliżających się Posleenach. Jednak lasery zostały w tłumie. Pułkownik i major nie byli nawet świadomi sytuacji; zostali zupełnie odcięci od komunikacji.

„Wróg w zasięgu wzroku” rozbrzmiało we wszystkich sieciach dowodzenia, a priorytet tej wiadomości zablokował wszystkie inne rozmowy. Natychmiast każdy dowódca przełączył się na systemy zwiadowcze.

Za morzem Indowy, niczym jastrząb spadający na zdobycz, pojawiła się zwarta, jeszcze bardziej zorganizowana masa krostowatych żółtych centaurów. Pierwsze szeregi kłusowały, żeby dogonić uciekających Indowy, wprawnie wymachując długimi ostrzami. Dopadłszy tłumu, zaczęli kosić Indowy jednego po drugim, a dalsze szeregi podnosiły ciała i przenosiły je poza miejsce walki. Po drodze zwłoki były patroszone i ćwiartowane, a potem równiutko układane pod ścianą. Armia była gigantyczną ruchomą rzeźnią, w której od czasu do czasu wrzucano coś na ząb.

Za pierwszym blokiem wojska w liczbie około dwunastu tysięcy Posleenów pojawiły się trzy strumienie centaurów. Środkowy strumień szedł za przednią grupą jako wsparcie, a boczne skrzydła kierowały się w stronę megawieżowców.

Przywódcy, Wszechwładcy, wyraźnie odróżniali się od pozostałych. Sunęli w swoich spodkach, szerokich na około dwa metry i uzbrojonych w lasery albo wyrzutnie pocisków hiperszybkich na mocowaniu kardanowym.

Zgodnie z rozkazami strzelcy, po jednym w każdym trzyosobowym zespole zwiadowczym, unieśli snajperskie karabiny M-209 i jednocześnie wystrzelili poddźwiękowe pociski, każdy prosto w wyznaczonego Wszechwładcę.

Jak marionetki, którym za jednym zamachem przecięto sznurki, dziesięciu Wszechwładców runęło na ziemię. Cała masa Posleenów zawahała się na ułamek sekundy, a następnie odpowiedziała ogniem.

Poddźwiękowe pociski snajperów nie miały sygnatury większej od zwykłych pocisków, więc nie powinny zdradzać pozycji zwiadowców. Ale niedostrzeżone wcześniej systemy celownicze na spodkach pozostałych przy życiu Wszechwładców automatycznie naprowadziły broń. Kiedy cele zostały namierzone, rój pocisków hiperszybkich śmignął w kierunku Ziemian. Wasale zabitych także sypnęli gradem rakiet i pocisków w stronę celów, które wskazał ogień przywódców. Wśród rozbłysków eksplozji i palących wiązek lasera zespoły zwiadowcze opuściły swoje pozycje, uciekając przed burzą rozszalałego ognia. Skoncentrowane strumienie pocisków z dwudziestu dział na spodkach i dwunastu tysięcy ręcznych karabinów wygryzały głębokie wyrwy w budynkach, i jeśli nawet ekrany siłowe przyniosły jakiś pozytywny efekt, to nie zasługiwał on na uznanie. Pluton zwiadowczy zniknął w oparze krwi.