Выбрать главу

W sztabowej sieci komunikacyjnej rozległy się odgłosy wymiotowania, a kapitan Vero mruczał w kółko przez sieć dowodzenia „Zdrowaś Mario, łaskiś pełna, Pan z Tobą”. W innych sieciach panowała cisza. Posleeni niepowstrzymanie parli naprzód, a przednie szeregi zaczęły rozchodzić się na boki i wbiegać do budynków.

— Cóż — powiedział podpułkownik Youngman przez sieć sztabową, zagłuszając odgłos wymiotów — przyznaję się do błędu. Analizy nie uwzględniły rzeczywistych rozmiarów zagrożenia. Majorze Norton?

— Tak, sir?

— Proszę iść do Saltren/Saltrev i zacząć przygotowania do odwrotu. Chyba nie utrzymamy długo naszych pozycji. Aha, poruczniku Eamons?

Bez wiedzy dowódcy batalionu przekaźnik przełączył się na właściwą częstotliwość.

— Tak, sir? Podpułkownik Youngman? — wydyszał porucznik.

— Tak. Proszę natychmiast rozstawić ładunki wybuchowe na Sisalav.

— Już to zrobiłem, sir, teraz minujemy budynki — powiedział ostro oficer inżynieryjny.

— Dobra inicjatywa. To może nam uratować tyłki. Wróć potem do Saltren i rozmieść wszystkie ładunki i miny, jakie tylko wpadną ci w ręce.

— Tak jest, sir.

Dzięki Bogu nie zapytał, jakie miny. Zgadzam się z O’Nealem, że nie powinienem mu zdradzać programu detonacji.

— Kapitanie Brandon.

— Podpułkownik Youngman? — zapytał dowódca kompanii z nutką zaskoczenia w głosie.

— Tak. Proszę się przygotować do osłonięcia odwrotu batalionu do Saltren i Saltrev. Zamierzam zapędzić Posleenów w pułapkę. Pańska jednostka ma rozstawić się w obydwu budynkach wzdłuż bulwaru i spowolnić marsz wroga. Potem wyjdźcie z budynków i zablokujcie aleje po bokach Sisalav.

— Tak jest, sir. Z całym należnym szacunkiem, gdzie pan był, do cholery? I gdzie jest major Norton?

— Jesteśmy obaj w głównym taktycznym centrum operacyjnym. A raczej byliśmy, major Norton udaje się do Saltren, żeby przygotować pozycje do odskoku.

— Wie pan, że pierwszy pluton kompanii Charlie i trzeci pluton Alfa zostały zalane przez masę Indowy? — zapytał dowódca kompanii.

Mówił zmęczonym i niemal zrozpaczonym głosem.

— Co? — zapytał zaskoczony dowódca batalionu.

— Nie mogliśmy się z panem połączyć przez ostatnie piętnaście minut. Na parterze nie ma nikogo i straciliśmy trzy lasery. Parter Qualtren jest całkowicie bezbronny.

— Zaczekaj. — Pułkownik na chwilę przełączył się na inny kanał. — Mój oficer łączności mówi, że też nie mógł się ze mną skontaktować z powodu ciągłej blokady połączeń do mnie i majora Nortona. — Oficer zaklął cicho. — Nienawidzę tych pieprzonych pancerzy — dodał.

— Za późno, sir. Musi pan jak najszybciej skontaktować się z Vero i Wrightem. Mają poważne problemy.

— Dobra. Pancerz: połącz mnie ze wszystkimi dowódcami kompanii. Są wszyscy? Alfa Sześć, Charlie Sześć, Bravo Sześć. Czekać na rozkaz ataku na wroga. Pluton inżynieryjny minuje budynek, macie upoważnienie do udzielenia wsparcia. W razie potrzeby i na moją komendę zaczniemy wycofywać się na te same pozycje na Linii Sal.

Bravo będzie osłaniać odwrót. Spróbujcie odzyskać pozycje ciężkiej broni, kiedy otrzymacie wsparcie. Nie ma czasu na pytania, uderzcie ich mocno i dobrze, po to tu jesteśmy. Sokół Sześć, koniec.

* * *

— Tom, mówi Mike.

— Słucham, Mike.

Porucznik O’Neal znajdował się cztery kondygnacje niżej w budynku. Korzystał głównie z korytarzy transportowych; były wyższe i szersze, i można było w ten sposób uniknąć spotkania z uciekającymi Indowy. Setki z nich wciąż blokowały większe skrzyżowania i budynki. Wszyscy próbowali wyjść jednocześnie, czym przeszkadzali w działaniach bojowych. Mike stanął na chwilę, powstrzymany przez widok zablokowanej klatki schodowej, i przyjrzał się badawczo dużemu pojemnikowi z cieczą, który łączył się z niewielkim destylatorem.

— Jak wam idzie? — zapytał.

— Skończyliśmy rozkładać ładunki wzdłuż dróg i w jakiejś jednej czwartej budynku. Pułkownik wyraził zgodę na minowanie — skończył oficer z nutką zadowolenia w głosie.

Mike nie monitorował tej rozmowy; więc wiadomość go zaskoczyła.

— Pozwolił na Jerycho?

— Cóż, powiedziałem mu, że minujemy budynki.

— Ale chyba nie powiedziałeś, w jaki sposób?

— Powiedział, że mam się wykazać inicjatywą.

Mike zaśmiał się ironicznie.

— Nieźle. Dobra, ładunki zapewnią nam osłonę.

Nie wiedział jeszcze, jak prorocze były to słowa.

Doświadczony przekaźnik Mike’a, Michelle, wyświetlił szczegółowy schemat działań plutonu inżynieryjnego w postaci wirtualnego hologramu. Zaminowane obszary miały kolor zielony, obszary, na których ładunki powinny zostać rozłożone przed nadejściem Posleenów, były żółte, a obszary, których żołnierze nie zdążą zaminować, świeciły na czerwono. Mike dotknął strefy w pobliżu kompanii Charlie w Qualtren.

— Skoncentrujcie się tutaj, jeśli łaska.

— Ależ jakżeby inaczej, bon homme, i tu powiadam: au revoir.

— Przyjąłem, koniec.

Mike zerknął jeszcze raz na schemat i wyłączył go ruchem dłoni. Skoro pułkownik był wtajemniczony w jego plan na wypadek porażki, to nawet gdyby bitwa przerodziła się w prawdziwy dramat, sektor batalionu był zabezpieczony.

— Powodzenia, Tom.

* * *

— Kapitanie Brandon — powiedział Mike, wywołując przełączenie przekaźnika na kanał dowódcy na drugim piętrze Qualtren.

— Porucznik O’Neal?

— Tak, sir. Zakładam, że zaczniemy odwrót krótko po bezpośrednim ataku wroga. Potrzebna mi pańska pomoc we wdrożeniu planu dowódcy. Pańscy chłopcy muszą się tylko wycofać trasą, którą im pokażę, i zniszczyć po drodze kilka budynków.

Kiedy dotarł na parter, skierował się w stronę składu amunicji. W pośpiechu studiował schematy, na których w miarę rozkładania przez inżynierów ładunków coraz większe obszary zmieniały barwę na zieloną.

— Jaki jest plan?

— Nazywa się Jerycho, sir.

Mike wyjaśnił naturę manewru.

— To jest cholernie ryzykowne, poruczniku. Pozwoli nam na chwilę wytchnienia, ale…

— Sir, pozwoli nam to na więcej niż tylko chwilę oddechu, to zabezpieczy cały sektor. Potem możemy dołączyć do siódmego pułku kawalerii.

Kiedy doszedł do składu amunicji, zaczął ładować na grawitacyjne sanie karabin maszynowy M-323 i zasobniki z amunicją.

— Szczerze mówiąc, właśnie to powinniśmy byli zrobić, zamiast posyłać jednostki zmechanizowane na rzeź.

— Mike, to nie jest jedna z twoich gier komputerowych. Bardzo trudno będzie powstrzymać żołnierzy od ucieczki.

— Sir, kiedy będziemy się wycofywać, żołnierze stracą poczucie kierunku. Ja już kiedyś zgubiłem się wraz z jednostką; sam diabeł wskazuje wtedy drogę. Ten plan pozwala na odwrót bez narażenia się na ogień nieprzyjaciela i zabezpiecza sektor. Czego jeszcze można chcieć?

— Ograniczenie ubocznych zniszczeń? — zapytał retorycznie dowódca. — Dobra, dobra, zrobimy to. Postaraj się, żeby informacja była dostępna natychmiast po rozkazie odwrotu.

— Przekaźniki kompanii już otrzymały plany. Potrzebowałem tylko pańskiej zgody.

— Powodzenia, poruczniku.

— Vaya con Dios, kapitanie, z Bogiem.

Urwał na chwilę i odczekał, aż kapitan się wyłączy.

— Michelle, połącz mnie z kapitanem Wrightem.

Pociągnął sanie grawitacyjne i ruszył z powrotem w górę rampy, patrząc równocześnie na schemat.