Выбрать главу
* * *

— Sierżancie — powiedział Adams, przepychając się przez ścieśniony tłum. — Mamy problemy.

29

Prowincja Andata, Diess IV
00:19 czasu uniwersalnego Greenwich, 19 maja 2002

Nawet najdalsza droga zaczyna się od jednego kroku, pomyślał O’Neal. Reflektory pancerza przegnały ogarniającą go ciemność, ale widok pogiętej masy plastobetonu i gruzu był tak samo przygnębiający.

— Dobra, przyszedł ci do głowy jakiś pomysł? — zapytał przekaźnik.

— Tylko jeden. Jest mały otwór trzy i pół metra stąd, azymut sto dwadzieścia trzy i osiem dziesiątych stopnia.

Jeśli uda się panu tam przekopać, będzie pan mógł utorować sobie drogę do wyjścia przez wysadzenie małych otworów ładunkami aktywacyjnymi na pociskach grawitacyjnych.

— Co? Mam ich użyć jak materiałów wybuchowych? Jak?

— Jeśli umieści je pan w jednym miejscu, a potem do nich strzeli z pistoletu grawitacyjnego, rozszczepi to ładunek aktywacyjny antymaterii i uwolni energię w eksplozji.

— To brzmi… dziwacznie, ale jest prawdopodobne. Dobra, muszę się tylko dostać jakieś trzy, cztery metry w górę i na prawo. Jak mam się odwrócić? Nieważne… mam pomysł.

Jego prawa dłoń znajdowała się na szczęście w pobliżu pistoletu. Biomechaniczna muskulatura pancerza umożliwiła odrzucenie części gruzu na bok. Kiedy rękawica natrafiła na znaną rękojeść, Mike chwycił ją i przesunął lufę w stronę brzusznej części pancerza, która zdawała się najbardziej przygnieciona. Wyszeptał modlitwę do wszystkich bogów, którzy mogliby spoglądać na tę wyschniętą na pył planetę, i wystrzelił pojedynczą kulę w plastobetonową masę.

Wstrząs odbił się nieoczekiwanie głośnym echem w pancerzu. Pomimo dźwiękochłonnej warstwy wyściełającej pancerz Mike’owi zadzwoniło w uszach, jak gdyby ktoś włożył mu na głowę cynowy garnek i uderzył go pałką.

Przez chwilę poczuł luz, ale kiedy przekręcił się szybko w prawo i w lewo, znowu utknął. Gdyby nie miał na sobie pancerza, mógłby skulić ramiona i obrócić się. Z drugiej strony jednak gdyby nie miał pancerza, już by nie żył.

Zewnętrzne czujniki wskazywały bardzo niski poziom tlenu i duże stężenie toksyn aerozolowych, prawdopodobnie wskutek spalenia tak dużej ilości oleju rybnego. Z trudem skierował lufę do góry i odwrócił głowę na bok. Gdyby kula uderzyła w hełm albo resztę pancerza, zostałby skutecznie posiekany na miazgę. Wepchnął lufę możliwie najdalej w głąb rumowiska i jeszcze raz pociągnął za spust. Tym razem strzał nie był skuteczny i kula tylko trochę musnęła plastobeton, odbiła się rykoszetem i trafiła w pancerz. Pocisk relatywistyczny pozostawił głęboką, świecącą szramę w pancerzu ochronnym, który wcześniej odbijał tysiące kul o mniejszej prędkości. Ciepło zaczęło uciekać przez warstwę wyściełającą pancerz wspomagany.

Pomimo przerażenia spróbował znowu i tym razem skruszył oporny plastobeton. Obrócił się i znalazł się na brzuchu z głową lekko ku dołowi. Chociaż pancerz był przygnieciony w kilku miejscach, Mike’owi udało się po chwili poruszyć gruz, co było dowodem straszliwej mocy drzemiącej w pancerzu bojowym. Kiedy przez chwilę wiercił się w miejscu, kawał płyty, który przygniatał wcześniej jego lewe ramię, a teraz leżał w poprzek prawego, ześlizgnął się po nim z donośnym chrzęstem i odsłonił małą przestrzeń u góry na prawo. Włożył pistolet do kabury i wyciągnął rękę w kierunku dogodnego do zaczepienia się występu, który dostrzegł w świetle reflektorów. Ścisnął mocno wystający kawał ceramitu i gwałtownie podciągnął resztę ciała po skosie do góry i w prawo. Ponieważ okazało się, że jest to właściwa droga, postawił stopy na gruzie, spod którego się wydostał, i ruszył w górę. Po chwili gwałtownie zsunął się w tył.

Po dobrych kilku minutach zmagań i dwukrotnym użyciu pistoletu, kiedy mimo jego starań pancerz zaczepiał się o wielkie płyty, Mike dotarł wreszcie do obiecanej wolnej przestrzeni. Nad głową dostrzegł fragment jakiejś machiny niewiadomego przeznaczenia. Właśnie ten wielki, nie zidentyfikowany wynalazek Galaksjan utworzył dziurę. Mike wypił łyk wody i usiadł, żeby przemyśleć swoje położenie. Brak karabinu; zgubił go gdzieś podczas wybuchu. Naramienne granatniki zmiażdżone. Ich naprawa wymagała zwykłej wymiany części zapasowych, a Mike ich nie miał. Pozostałe sto dwadzieścia osiem uranowych kul kaliber 3 milimetry w penetratorach z aktywacyjnym ładunkiem antymaterii nie nadawało się do niczego, skoro nie było karabinu. Pistolet grawitacyjny i cztery tysiące pięćset kul. Dwieście osiemdziesiąt trzy granaty do użytku ręcznego lub z zastosowaniem wyrzutni. Tysiąc metrów cienkiej liny o wytrzymałości dziesięciu ton, klamra uniwersalna i dźwig. C-9, cztery kilogramy. Zapalniki. Różne materiały pirotechniczne i specjalistyczne materiały wybuchowe. Osobiste pole siłowe, bezużyteczne, jak sam stwierdził, przeciw broni kinetycznej, ale przydatne w innych sytuacjach. Pancerz dysponował zapasami powietrza, pożywienia i wody na następny miesiąc.

Niestety przy obecnym zużyciu energii zasilanie siądzie za dwanaście godzin; systemy tłumienia wstrząsów musiały pracować niezwykle wydajnie, żeby zniwelować skutki nie tylko wybuchu oparów, ale też przygniecenia gruzem. W połączeniu z napięciami podczas przeciskania się przez rumowisko zapowiadało to porażkę.

Mike wrzucił na ząb część racji żywnościowych pancerza. Ach, smażona wieprzowina z ryżem rozgotowanym na papkę. Semibiologiczna podszewka pancerza wchłaniała wszystkie wydzieliny ciała, wydzielany przez skórę wodór i tlen, martwe komórki naskórka, pot, mocz i inne nieczystości, a następnie przerabiała je na zdatne do oddychania powietrze, wodę pitną i żywność zaskakująco dobrej jakości. Jedzenie było nawet dosyć smaczne i urozmaicone; teraz na przykład mógł delektować się brokułami. Nie musiał się martwić niczym oprócz energii.

Cóż, gdyby przeprawa przez rumowisko miała trwać dwanaście godzin, Mike mógłby tego nie przeżyć. Przez ten czas powinien być już daleko za linią frontu. Gdyby był sam, już byłby martwy…

— Michelle, ilu członków batalionu jest pogrzebanych pod gruzami?

Sygnały sieci komunikacyjnej GalTechu mogły z łatwością przeniknąć rumowisko i dokładnie zlokalizować każdą jednostkę.

— Pięćdziesięciu ośmiu. Najstarszy stopniem jest kapitan Wright z kompanii Alfa. Kapitan Vero też został uwięziony, ale jest ciężko ranny i przekaźnik zaaplikował mu zastrzyk hibernacyjny. Trzydzieści dwie osoby przeżyją, jeśli dostarczy się je do szpitala w ciągu stu osiemdziesięciu dni. Są teraz w stanie hibernacji.

Mike kołysał pancerzem w przód i w tył, żeby znaleźć bardziej stabilną pozycję na stercie plastobetonu.

— Dobra, pokaż ich położenie na trójwymiarowej mapie i zaznacz stopnie wojskowe odpowiednim poziomem jasności. Uśpionych podświetl na żółto, przytomnych na zielono.

Kiedy mówił, przed oczami formowała mu się mapa. Większość ciężko rannych znajdowała się w pobliżu wybuchających oparów lub ładunków Jerycho.

— Czy inni też próbują się wydostać?

— Kilku. Przekaźniki dzielą się informacjami na temat możliwych rozwiązań. Na początku trudno było zacząć bez pistoletu, ale sierżant Duncan z kompanii Bravo zaproponował granaty.

— Połącz mnie z kapitanem Wrightem — powiedział Mike, zadowolony, że ktoś jeszcze mógł zastanowić się nad tym problemem.

— Tak jest, sir.

Przekaźnik zaćwierkał i rozległy się bezsilne, stłumione przekleństwa.

— Przepraszam, sir?