Выбрать главу

Wydmuchane powietrze zwiększyło ciśnienie w małej niszy wokół jego ust. Nie mógł już być bliżej namacalnej porażki.

— Michelle, wypełniasz ciągłe raporty? — zapytał zmęczonym głosem.

— Nie, transmisje jednostki są kontrolowane, dostępne są tylko lokalne przekazy.

System lokalnych transmisji pancerza korzystał z kierunkowych impulsów jednookresowych transmisji podprzestrzennych. Transmisje przekazywano przez sieć z jednego pancerza do drugiego, który znajdował się właśnie w zasięgu wzroku. Informacje obiegały członków batalionu na takiej samej zasadzie, jak pakiety danych krążą w Internecie. Ponieważ transmisja po prostu przechodziła z jednego pancerza do drugiego, zużywana energia była niewielka, a ryzyko wykrycia albo zakłócenia prawie zerowe. Posleeni mogliby przechwycić przekaz tylko wtedy, gdyby znajdowali się już w obrębie batalionu.

— Dobra. Kiedy tylko skontaktujemy się z dowództwem, co nastąpi już wkrótce, chcę, żebyś przesłała mi pełny raport. Wszystkie dane. A co z kanałami ściekowymi?

— Nie ma głównych kanałów odpływowych. Istnieją rury neutralizujące toksyczne chemikalia, ale odradzam ich użycie. Mogłyby uszkodzić pancerz.

— W takim razie jak mamy się wydostać? — zapytał zdezorientowany O’Neal.

Michelle jasno stwierdziła wcześniej, że ma jakiś plan.

— Przez sieć wodociągową.

— Sieć jest zamknięta. Jeśli otworzymy tunel, woda wyrzuci nas i będzie nam bardzo trudno wrócić. Można wyłączyć dopływ wody? — zapytał.

Przyjrzał się schematowi systemu wodociągowego. Woda wpływała z oceanu przez rozmieszczone wzdłuż wybrzeży stacje przetwarzania. Od wody oddzielano plankton i sole mineralne, które były następnie przetwarzane, a oczyszczoną ciecz pompowano do megalopolis. Mimo że większość niezbędnych do życia produktów odzyskiwano wewnątrz miast, znaczną ilość wody tracono w procesie parowania, co stworzyło potrzebę budowy przeogromnego systemu uzupełniania zasobów. Tunele biegły przez całą megalopolis, łącząc się i przecinając w ogromnej sieci wodociągowej.

— Nie można wyłączyć przepływu wody — przekaźnik odpowiadał na pytania w odwrotnej kolejności niż je zadano. — Posleeni uzyskali kontrolę nad większością systemów pompowania między naszą pozycją a morzem i rozpoczęli instalację własnych sterowników sprzętu i oprogramowania. Poza tym nawet gdybyśmy wyłączyli stacje pomp, musielibyśmy borykać się z falą powrotną z megawieżowców.

— To jak sobie poradzimy?

— Nie mam obecnie żadnego planu — przyznał zapędzony w kozi róg przekaźnik.

— Cóż, ja też nie. Zajmiemy się tym w swoim czasie.

* * *

Duncan podrapał się po hełmie. Zewnętrzne czujniki wskazywały, że w tunelu wystarczy tlenu do oddychania, ale pluton zużyłby go szybko, gdyby hełmy zdjęto. Sytuacja była do dupy, zważywszy że bardzo chciało mu się zapalić Marlboro.

— Daj mi sierżanta Greena — powiedział do przekaźnika i spojrzał na nowego porucznika.

O’Neal wyglądał, jakby dostał skurczów, kiedy tak zaciskał i rozluźniał dłonie. To był ten sam koleś z dywizji; przez ostatni miesiąc, kiedy nagle szaleńczo zwiększono intensywność szkolenia, kręcił się w pobliżu batalionu.

Batalion w żaden sposób nie mógł jednak osiągnąć gotowości bojowej szybciej niż w dwa miesiące, skoro przebimbał tyle czasu na statku. Po prostu porwali się z motyką na słońce. Z drugiej strony szkolenie, które przeprowadził Wiznowski, naprawdę pomogło. Żałował, że nikt nie zmusił pułkownika, żeby go posłuchał; Wiz naprawdę zna się na rzeczy.

— Na co patrzy O’Neal? — zapytał.

Odkrył wcześniej, że wszystkie przekaźniki były ze sobą połączone i czasem można było odczytać, nad czym pracują inne systemy.

— Nie mogę uzyskać dostępu do jego systemu — odpowiedział przekaźnik.

— A sierżant Green? — zapytał Duncan i kopnął gruz na drodze.

Odłamki plastycznej stali poturlały się w świetle reflektorów pancerza i odbiły od blokującego tunel rumowiska.

— Rozmawia z sierżantem Wiznowskim.

— Spróbuj się włączyć.

Był przekonany, że pozwolą mu włączyć się do rozmowy. Podczas podróży jego drużyna była jako pierwsza poddana tajnemu szkoleniu Wiznowskiego, i Duncan nawiązał z nim wtedy dobre stosunki.

— Słucham, Duncan — zapytał Green zmęczonym głosem.

— Wiadomo, co mamy robić? — spytał.

Widział obydwu podoficerów po drugiej stronie tunelu. Sprawdzali blokadę, a strużka wody pod ich stopami lśniła w świetle reflektorów pancerza.

— Poniekąd. Właśnie rozmawiam o tym z Wiznowskim. Porucznik mówi, że możemy się stąd wydostać przez system wodociągowy. Musimy podzielić żołnierzy na drużyny. Weź siedmu, Bittana i Sanborna ze swojej drużyny i inżyniera. Dam Breckerowi jego własną drużynę.

Pojawiły się nazwiska żołnierzy rozsypanych po całym tunelu, a ich pancerze podświetliły się. Duncan wybrał jedno z nazwisk, a na ekranie wizyjnym ukazała się kaskada danych.

— Dobra, niech będzie. Jedno pytanie: czy ten skurwiel — skierował wskaźnik laserowy na porucznika — w ogóle wie, co mamy, do diabła, robić, czy będziemy musieli mu skopać dupę?

Ostatnia uwaga miała być w zamyśle żartem, który się jednak nie udał, kiedy rozmówcy zdali sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znaleźli. Byli uwięzieni pod stumetrową warstwą pieprzonego gruzu, a na powierzchni roiło się od Posleenów. Zasadniczo siedzieli w gównie. A dowodzący nimi oficer był całkowicie nieznany w całym batalionie.

O’Neal przestał zaciskać dłonie i stał teraz jak posąg. Zdawało się, że pokryta kamuflażem powierzchnia jego pancerza pochłania całe światło w tunelu. Nagle zniknął, a po chwili znowu pojawił się w zasięgu wzroku. Pancerz oficera najwyraźniej wykonywał jakieś analizy. Green odwrócił się do Wiznowskiego i przez moment prowadził jakąś prywatną rozmowę. Po chwili Wiz rozłożył ręce w geście rezygnacji.

— Duncan — powiedział Wiznowski dziwnie napiętym głosem. — Jeśli sprawisz jakiś kłopot temu karłowatemu sukinsynowi, to on ci skroi dupę, i to tak szybko, że się nawet nie zorientujesz, kiedy. Powiem krótko. Jak ci się, do cholery, wydaje, skąd mam tak wspaniałą wiedzę na temat wszystkiego, co jest potrzebne do obsługi pancerzy?

Krótki śmiech drugiego oficera był wyraźnie słyszany przez sieć komunikacyjną.

— Aha! — powiedział Duncan.

Szokująca swoim bogactwem wiedza Wiznowskiego była przedmiotem wielu dyskusji. Przypuszczano, że po prostu umiał lepiej posługiwać się przekaźnikiem. Zawsze podczas szkolenia, gdy padało jakieś pytanie, jego przekaźnik znał odpowiedź.

— Jak, u licha… — zaczął.

— Za każdym razem, kiedy trenowaliśmy, O’Neal siedział w swojej kabinie i nadzorował wszystko, jakbyśmy byli jego kukiełkami na sznurkach. Do cholery, w większości przypadków, kiedy Wiznowski odpowiadał na pytania, w rzeczywistości robił to O’Neal. Zazwyczaj był nawet obecny. Wystarczyło nakazać waszym przekaźnikom, żeby go nie „widziały”.

— Cholera.

— Więc — powiedział sierżant Green — porucznik wie, co robi. Lepiej zajmij się własnymi pieprzonymi zadaniami, zamiast wtrącać się do jego pracy.

Podoficer potrafił być zgryźliwy, kiedy chciał.

— Dobra, jeszcze tylko jedna kwestia.

— Co? — zapytał sierżant Green.

— Wymyśliłem, jak stąd wyjść. Na wypadek, gdyby porucznik pytał.