Выбрать главу

— Tak jest, sir, już lecę. Koniec. Michelle, przerwij połączenie. — Zastanowił się przez chwilę. — Michelle, kto jest następny w dowodzeniu tym burdelem?

— Generał brygady Marlatt jest zaginiony w akcji. Zostaje generał Houseman.

— Dobra, kto został w dowództwie batalionu?

— Major Norton i kapitan Brandon nadal biorą udział w akcji i są przypisani do batalionu.

— Połącz mnie z kapitanem Brandonem.

— Na lewo, na lewo! Zespół Bravo, odwrót!

Kapitan Brandon kierował resztkami wojska na otwartym kanale, zazwyczaj wykorzystywanym w manewrach plutonu. Zważywszy że z mapy Mike’a wynikało, iż Brandonowi zostało już tylko niecałych czterdziestu żołnierzy, wszystko się zgadzało.

— Kapitanie Brandon.

— Przekaźnik: kanał półprywatny — powiedział szybko kapitan. — O’Neal? To ty? Myślałem, że zginąłeś pod tą twoją piramidą.

— Dzięki za wsparcie — ciągnął z sarkazmem Brandon. — Niestety większość mojej cholernej kompanii nie całkiem zdążyła opuścić budynek!

— Wybuchu nie wywołały podłożone ładunki, mimo że one też zostały zdetonowane — zaczął Mike.

— Świetnie, teraz wymyśl jakiś cud, żeby nas wyrwać z tego koszmaru! Albo zwróć mi moją cholerną kompanię! — skończył z gniewem kapitan.

— Mam tu część pańskich żołnierzy, sir. Zaczniemy ewakuację, kiedy tylko dołączy do nas reszta. Ale przed chwilą próbowałem zameldować się u majora Pauleya, a on, jak by to powiedzieć, po prostu…

— Bredził — powiedział beznamiętnie Brandon.

— Tak, sir.

— Wiem o tym, dziękuję. Coś jeszcze?

— No… — no, dalej, pomyślał, powiedz to. — Co ja mam, do cholery, robić? Ja… ja… — ugryzł się w język, zanim powiedział to, co chciał — nie jestem pewien, jaką obrać taktykę, sir.

— Nie mam czasu, żeby prowadzić cię za rękę, O’Neal. Rób wszystko, co twoim zdaniem przyniesie wrogowi najwięcej szkód, zanim będziesz mógł znowu do nas dołączyć. Przyjmij to jako rozkaz, jeśli ci to pomoże.

— Dobrze, sir. — Głęboki wdech. — Tak jest, sir.

— O’Neal.

— Tak?

Przez chwilę było cicho.

— Możesz mieć w dupie te pieprzone brednie, że jesteś podoficerem, który miał szczęście i dlatego tylko dostał cholerny awans. Uratowałeś nam tyłek, burząc budynki. Przepraszam, że natarłem ci uszu, to było niesprawiedliwe.

Więc udanych łowów. Nabij ich na pal, poruczniku. To rozkaz.

Głos oficera był stanowczy i spokojny.

— Dobrze, sir — powiedział Mike, a w każdej sylabie brzmiało przekonanie. — Tak jest, sir.

— A teraz zjeżdżaj z tej cholernej częstotliwości. Mam tu wojnę na karku. Zespół Alfa! Pozycja piąta!

Odpowiedzieć na ostrzał! Jazda!

30

Prowincja Andata, Diess IV
06:26 czasu uniwersalnego Greenwich, 19 maja 2002

Mike brnął pod prąd płynącej wody, zwisał na linie jak przynęta na żyłce wędkarskiej i szczerze żałował, że okazał się mądrzejszy i nie wymyślił lepszego planu.

Kiedy stworzono już prowizoryczną śluzę, a teren został zalany, pojawił się problem z poruszaniem się przez kanały wodociągowe. Między miejscami nie podbitymi jeszcze przez wroga, gdzie wciąż korzystano z wody, a wyrwami w rurach prędkość przepływu była dość duża. Dobry pływak bez obciążenia może płynąć pod prąd wody o prędkości od trzech do czterech węzłów. Mike oszacował szybkość nurtu w miejscu, gdzie się znajdowali, na siedem węzłów.

Mike trenował już pod wodą w pancerzu wspomaganym, ale zawsze była to woda stojąca. Kiedy sprawdził nurt przy pierwszym rozwidleniu, odniósł przygnębiające wrażenie, że sprzęt okaże się nic niewart, zwłaszcza że brak mocy nie pozwalał „przelecieć” w pancerzu pod wirnikami. Nadal nie był pewien, na czym, oprócz „nabicia Posleenów na pal”, miała polegać jego misja, ale miał szczery zamiar zobaczyć jeszcze fluorescencyjne słońce Diess, i to szybko. Oznaczało to, że musi się wydostać ze strefy całkowitego zniszczenia, a jedyna droga prowadziła przez system wodociągowy, niezależnie od siły nurtu. Skoro nie można było pływać w pancerzu, pozostawała tylko przeprawa na linie. Zresztą Mike ułożył trasę, która biegła z prądem i kończyła się trzy bloki od Qualtren. Ponieważ pierwsza zasada dowodzenia głosiła, że nie należy prosić innych o zrobienie tego, co można zrobić samemu, Mike, nie bacząc na protesty sierżanta plutonu, postanowił iść jako pierwszy.

Linę zaczepiono na początku trasy uniwersalną klamrą i rozwijano w miarę marszu zwiadowcy, czyli O’Neala, który zwisał z niej jak pająk w rwącej rzece. Określono miejsca postoju, w których nurt był wolniejszy, a także ustawienie żołnierzy w kolejności do dalszego marszu. Uzgodniono, że po pierwszym postoju inni żołnierze przejmą obowiązki zwiadowców.

Dźwig i lina były wbudowane w pancerz. Dźwig był wybrzuszeniem wielkości paczki papierosów na plecach pancerza, a lina była cieńsza niż wkład długopisu. Chociaż zaprojektowano ją do pracy w warunkach niskiej grawitacji, mogła być nawijana i rozwijana przy ciążeniu trzykrotnie większym niż na Ziemi, nawet przy pełnym obciążeniu pancerza. Z drugiej strony, mimo że system szpuli i uniwersalnej klamry — „magnes” oparty na technologii współdzielenia protonów — przetestowano w warunkach pełnego zanurzenia, nigdy nie sprawdzono wytrzymałości na rozciąganie pod wodą.

Ten brak testów był osobistą porażką Mike’a, zwłaszcza że teraz musiał jako pierwszy eksperymentować z pancerzem. W razie jakiegokolwiek niepowodzenia nie miał na kogo zrzucić winy. Kiedy skakał w głąb ciemnego tunelu, obawiał się, że będzie musiał przeklinać samego siebie: projektodawcę, eksperymentatora, użytkownika. Idiotę.

W tunelu panowała nieprzenikniona ciemność, którą tylko trochę rozświetlały reflektory pancerza. Szlam z otworów wirował w wodzie. Kiedy Mike obracał się gwałtownie w szalejącym nurcie, światło na chwilę rozwidniało mrok, żeby zaraz znów zginąć wśród zawirowań. Chwilowy odblask na ścianie, czysta woda, ściana, otwór, pokruszone kawałki plastobetonu z konstrukcji, którą zbudowali kiedyś Indowy. Uczucie bezradności, obrotowe ruchy i błyskające światła przyprawiły Mike’a o potężne zawroty głowy. Gwałtownie zwymiotował, a zwrócona zawartość żołądka została przechwycona i usunięta przez systemy hełmu.

— Jak daleko jeszcze?

Na chwilę zamknął oczy, co jeszcze pogorszyło jego samopoczucie, więc otworzył je znowu i utkwił wzrok w wyświetlaczach pancerza. Sprawdzał właśnie schemat, kiedy pancerz silnie walnął w ścianę. Potężne uderzenie zostało bardzo dobrze zamortyzowane przez system i Mike prawie niczego nie poczuł.

— Dwieście siedemdziesiąt pięć metrów do pierwszego punktu — odpowiedział przekaźnik.

— Zwiększ prędkość rozwijania do pięciu metrów na sekundę.

Kiedy przekaźnik wykonał polecenie, obroty zmniejszyły się, bo pancerz przemieszczał się teraz z prędkością zbliżoną do szybkości nurtu. Mike próbował ustabilizować swoją pozycję, odchylając się, kiedy znów uderzył w ścianę.

— Michelle, ustaw dźwig na stałe naprężenie czterech i pół kilograma bez względu na prędkość rozwijania, zwiększ szybkość do dziesięciu metrów na sekundę.

— Poruczniku O’Neal, jeśli natrafi pan na dużą przeszkodę przy prędkości dziesięciu metrów na sekundę, może to spowodować poważne uszkodzenia. Według przepisów bezpieczeństwa, zalecana prędkość przy nie kontrolowanym poruszaniu się wynosi siedem metrów na sekundę.