Siódmy pułk kawalerii, rozlokowany najdalej od morza i mający odsłonięte skrzydło po odwrocie trzysta dwudziestego piątego pułku, z całą pewnością został wyeliminowany najwcześniej. Cienie Little Bighorn. Nie musiało się tak stać. Przecież zmieciono niemal wszystkie oddziały głównego szturmu Posleenów, kiedy wysadzono w powietrze Qualtren i Quatrev. Przy wsparciu batalionu siódmy pułk kawalerii miał szansę przetrwać. Gdyby tylko nie wybuchły opary oleju, nie obniżyły morale batalionu i nie zabiły pułkownika Youngmana. Udałoby się…
I ciągle jeszcze może się udać, pomyślał. Żadnej broni, ale mnóstwo ładunków wybuchowych. Moglibyśmy przełamać oblężenie. Zaczął szkicować w umyśle plan bitwy.
— Michelle, spróbuj połączyć mnie z generałem Housemanem albo generałem Bridgesem. Chyba wciąż możemy wyciągnąć tego królika z kapelusza.
— Sir, pierwszy porucznik O’Neal z jednostki pancerzy wspomaganych jest na linii. Nalega na rozmowę z panem.
Lucius Houseman nie był w tej chwili w nastroju do rozmów z porucznikiem O’Nealem. Potrafił czytać mapy tak samo dobrze jak porucznik, a gdyby nawet tak nie było, miał jeszcze całą masę oficerów sztabowych gotowych powiedzieć mu, co przyniesie jutro. Po wybiciu jednostek uwięzionych na wybrzeżu Posleeni mogli poważnie zagrozić głównej linii obrony. Trudno będzie ją utrzymać bez wsparcia dywizji kawalerii, która została zniszczona w czasie odwrotu. Generał musiał się teraz zgodzić z porucznikiem, że jednostka pancerzy wspomaganych nie była przygotowana do walki. Jako kawalerzysta nie wiązał żadnych nadziei z cholernymi jednostkami powietrznodesantowymi, ale nie chciał też, żeby O’Neal powiedział mu: „A nie mówiłem?” Generał słyszał też plotki, że zniszczenie batalionu spowodował jakiś kretyński plan „eksperta”. Przez całą minutę zastanawiał się, czy przyjąć połączenie. Jego umysł pracował ospale po dwudziestu godzinach patrzenia, jak Posleeni wyrzynają jego wojska. Wypił łyk letniej wody z menażki i zastanowił się, jakie ma wyjście. To chyba kara za rozdzielenie jednostek w obliczu wroga. Moglibyśmy użyć ładunków jądrowych, myślał, to by nam dało chwilę wytchnienia i wymiotło wroga w kosmos. Wreszcie jego adiutant wręczył mu odbiornik.
— O co chodzi, O’Neal? — warknął krótko.
— Wiem, jak wszystkiemu zaradzić, sir.
— Co?
— Nadal możemy wygrać, sir. Jestem za linią frontu z połową kompanii. Nie mamy broni, ale mamy antymaterię.
O’Neal mówił szybko, bo wiedział, że jego propozycja nie jest zgodna ze sposobem, w jaki Ameryka chciała toczyć tę grę. Ale wiedział też, że jeśli generał Houseman dobrze się nad nią zastanowi, dostrzeże zasadność planu bitwy.
— Możemy przemieścić się na obszar oblężenia i zrzucić megawieżowce prosto na Posleenów. Wystarczy tylko skruszyć trzydzieści głównych belek i budynki padną. Zrzucimy je na Posleenów i w ten sposób zwolnimy trasę przelotu pocisków hiperszybkich. Prawdopodobnie moglibyśmy stworzyć dojście do głównej linii i uwolnić kawalerię, a przynajmniej ochronić jej jednostki do czasu, aż można je będzie ewakuować od strony morza.
— Chce pan wysadzić jeszcze więcej budynków? Darhelowie już się pienią z powodu Qualtren i Qualtrev!
— Sir, z całym należnym szacunkiem, mam dwie sprawy. Po pierwsze, budynki i tak wpadną w ręce Posleenów, chyba że użyjemy broni jądrowej, a wtedy miną stulecia, zanim można będzie znowu z nich korzystać. Po drugie, to nie jest decyzja polityczna, tylko operacyjna. Darhelowie przyznali nam już prawo do decydowania o sposobie prowadzenia wojny. I mimo że wiem, że armia Stanów Zjednoczonych woli ograniczać uboczne zniszczenia, czasem warto się posunąć do tego, niezależnie od konsekwencji. Wszelkie przyjaźnie na tym polu i tak są już zerwane.
— Potrzebuję kilku minut na zastanowienie, poruczniku. Jak szybko może pan dotrzeć na miejsce?
— Trasą, którą mam zamiar iść, około godziny, sir.
— Dobra. Odezwę się znowu za najwyżej pięć minut. Czy wsparcie jednostek pancerzy wspomaganych będzie przydatne, niezbędne czy niepotrzebne?
— Bardziej potrzebuję broni niż ludzi, sir. Jeśli załatwi mi pan broń i ładunki wybuchowe, wystarczy mi jeszcze tylko pięćdziesięciu żołnierzy.
Generał Houseman czuł, jak wraca mu energia, a znika depresja spowodowana miażdżącą porażką. Niezależnie od tego, czy plan się powiedzie, czy wygrają, czy nie, Posleeni poczują, że zadarli z nie byle kim, albo on nie nazywa się Lucius Clay Houseman.
Po trzech minutach i czterdziestu sekundach generał Houseman znów nawiązał połączenie.
— Zgadzam się na pański plan, poruczniku. Pańska misja polega na dotarciu wraz z żołnierzami do strefy oblężenia Daltren i zburzeniu megawieżowców wewnątrz i wokół pierścienia wrogów. Pańskim głównym celem jest zmniejszenie sił wroga, a drugorzędne zadanie polega na utworzeniu korytarza, przez który oblężone jednostki przedostaną się do przyjacielskich szeregów. Wolno panu wykorzystać każdą metodę, łącznie z użyciem znacznych ilości antymaterii. Proszę się szczególnie skoncentrować na przerwaniu pierścienia oblężenia. Wezwę ochotników z jednostki pancerzy wspomaganych w rezerwie i wyślę trzydziestu sześciu żołnierzy w dziewięciu wahadłowcach bojowych. W tej chwili nie mogę zaoferować więcej personelu ani sprzętu.
— Dziękuję, sir — powiedział O’Neal zdecydowanym głosem. — Wyruszamy, kiedy tylko obudzę moich żołnierzy i wydam odpowiednie rozkazy.
— Powodzenia, synu, udanych łowów.
— Rozkaz, panie generale!
— Żebyś wiedział, cholera! Zachowaj się jak kawalerzysta!
— Umiem biegać szybciej niż M1 Abrams i zestrzelić helikopter Apache — powiedział cicho porucznik. — Nie jestem ani z piechoty, ani z kawalerii, ni pies, ni wydra, sir.
— No to kim jesteś? — zapytał z rozbawieniem generał.
— Jestem tylko cholernym zmechanizowanym piechurem, sir.
— No to ruszaj, cholerny zmechanizowany piechurze.
— Tak jest, sir. Kończę. Michelle, częstotliwość plutonu. Sierżancie Green, proszę budzić żołnierzy.
— Ach, Jezu. Dopiero co się zatrzymaliśmy! — skarżył się sierżant.
— Raz na wozie, sierżancie, a raz…
Zmrużył ciężkie powieki i wypił łyk nieświeżej wody z pancerza. Byli na nogach od przedświtu, stoczyli morderczą bitwę, dostali się w podmuch katastrofalnej eksplozji, wykopali tunele z piekieł, przepłynęli głębiny Styksu, a teraz musieli iść dalej po dziesięciominutowym postoju. Cóż, od czego nowoczesna technologia?
— Michelle, nakaż wszystkim przekaźnikom zaaplikować Provigil-C.
Specyfik był kombinacją ziemskiego lekarstwa na narkolepsję i galaksjańskiego środka pobudzającego. Ziemski specyfik zapobiegał wprawdzie zapadaniu w sen, ale stres walki był tak duży, że należało zastosować coś mocniejszego.
Kiedy silny galaksjański środek pobudzający o przedłużonym działaniu zaczął krążyć w żyłach żołnierzy, wojsko ruszyło się z miejsca. Niektórzy otwierali przyłbice hełmów, żeby przetrzeć zmęczone oczy i zaczerpnąć świeżego powietrza. Czuli się zaskoczeni, że w zajmowanym przez nich magazynie było ciemno jak w nocy. Przekaźniki od tak dawna automatycznie wzmacniały nikłe światło albo uruchamiały ultrafioletowe reflektory, że żołnierze zupełnie stracili poczucie pory dnia. Nielicznych żołnierzy, którzy odnieśli obrażenia, łącznie z nieszczęśnikiem o jednej ręce i szeregowym Slatterym — teraz na zawsze uwiecznionych w statystykach jednostek pancerzy wspomaganych — obejrzał lekarz, bardziej żeby sprawdzić poprawność działania przekaźników, niż żeby zrobić coś, czego one by nie potrafiły.