Trzęsący się ze strachu podoficer rozbeczał się, ale kiwnął głową na znak zrozumienia. Pappas puścił go, a ten upadł jak kłoda.
— Mogę pana zabrać do kogoś, kto panu pomoże — powiedział spokojnie Lewis. — To niedaleko.
Pappas przyglądał mu się przez chwilę w zamyśleniu i kiwnął głową.
— Dobra, chodźmy.
Lewis skinął na roztrzęsionego sierżanta przy drzwiach.
— Hm, moglibyśmy go zabrać ze sobą. — Urwał i dokładnie przemyślał dobór słów. — Powiedzmy, że lepiej będzie, jak nie zawiadomi pewnych osób — wyjaśnił.
Pappas uznał to rozumowanie i przytaknął. Było jasne, że sytuacja w kompanii nie odpowiadała standardom.
Możliwe, że najlepiej będzie wziąć tego starszego sierżanta Moralesa z zaskoczenia. Nawet się nie obejrzał.
— Adams, zajmij się tym.
Poprowadził pluton w głąb labiryntu baraków i potrząsnął głową z niezadowoleniem.
— Lewis, albo jak ci tam — powiedział spokojnie — może zechciałbyś mi wyjaśnić, co tu się, kurwa, dzieje?
Czy ktoś w całej flocie coś z tego rozumie? — zastanawiał się.
32
— Po pierwsze — powiedział Mike na otwartym kanale plutonu — musimy naładować pancerze.
— Ale jak mamy to zrobić, sir? — zapytał sierżant Green, jak dotąd odporny na dziwactwa powołanego niespodziewanie dowódcy.
Projekt był szalony, ale jednak mógł się udać.
— Ustawcie pancerze na ogólny tryb wyszukiwania źródeł energii. Zasilimy je podczas marszu. Kiedy będziemy już na powierzchni, rozglądajcie się za ruchomym sprzętem. Wszystkie maszyny używają takich samych baterii, które są zazwyczaj umieszczone w prawej przegrodzie i wyglądają jak duże zielone kryształy. Kiedy są całkowicie naładowane, świecą jasno, a później ciemnieją w miarę zużycia energii. Pasują do gniazda po prawej stronie w tylnej części pancerza. Jak je znajdziemy, rozdamy je żołnierzom z najniższym poziomem energii. Trzeba też szukać ciężkich maszyn, takich jak ta, pod którą utknął kapitan Wright. Można podłączyć pancerze do ich gniazd mocy.
Proszę teraz rozdać zwiadowcom pistolety i amunicję. Niech idą przodem, kiedy wyruszymy. Jeśli nie uda nam się uciec przed Posleenami, zaatakujemy ich, koncentrując się na tych z ciężką bronią. Lekka broń nie przebije naszych pancerzy, więc nie musimy się nią przejmować. Kiedy powalimy Posleenów z ciężką bronią, będziemy mogli wystrzelać resztę jak kaczki. Jeśli się da, starajmy się jednak unikać wszelkiego kontaktu z wrogiem. Kiedy naładujemy pancerze, podkręcamy kompensatory i kończymy z tym żółwim chodem. Mamy być szybcy, cisi i zabójczy. Dobra, to by było na tyle. Zwiadowcy naprzód, idźcie za piłeczką na wyświetlaczu.
Czterech pozostałych przy życiu zwiadowców złapało rzucone im pistolety i wyszło z pomieszczenia w ślad za projekcją chwiejnej jak błędny ognik piłeczki, skaczącej trzy metry przed nimi. Piłeczka prowadziła ich i nie musieli stale patrzeć na mapę. Projekcja była wystarczająco przezroczysta, żeby nie zasłaniać widoku otoczenia, i oczywiście niewidoczna dla wroga, bo pojawiała się tylko w hełmach żołnierzy. Tuż przed wyjściem z warsztatu Wiznowski zatrzymał się i wrzucił małą piłeczkę sensoryczną do następnego pomieszczenia. Zadowolony z odczytu, ruchem ręki nakazał pierwszemu zwiadowcy przejść przez drzwi. Kiedy żołnierze opuścili warsztat, znaleźli się na terenie hali produkcyjnej w następnym sektorze. Po obu stronach hali wznosiły się gigantyczne krosna, jak metalowe drzewa w lasach przemysłu.
Mike klepnął w ramię jednego z żołnierzy i wskazał uniwersalny podnośnik, który stał samotnie pośrodku strefy napraw. Żołnierz znalazł lekko błyszczący kryształ i pomachał nim triumfalnie. Podał go członkowi trzeciej drużyny, którego wskaźnik poziomu mocy migał nerwowo. Kiedy gniazdo wyssało energię z kryształu, wskaźnik nadal migał, ale wolniej, a kryształ pociemniał i zmatowiał. Na sygnał Mike’a żołnierz rzucił mu rozładowany kamień. Można go będzie z powrotem naładować, o ile jeszcze kiedyś nadarzy się do tego okazja.
Sierżant Green wskazał ręką na wznoszącą się wokół maszynerię, ale Mike potrząsną głową i wykonał zamaszysty gest, żeby pokazać, że potrzebują o wiele więcej energii z cięższego sprzętu. W trakcie marszu do serca budynku musieli się dwa razy zatrzymać i przepuścić grupkę Posleenów, która się akurat napatoczyła.
Chociaż pluton nie poruszał się w ciszy — wyraźnie słychać było pracujące systemy pancerzy i odgłos przełączania systemów bezpieczeństwa Michelle — żołnierze mogli z dużym wyprzedzeniem wykrywać zbliżających się Posleenów. Kiedy doszli do elektrowni, Mike zarządził postój. Zwiadowcy cofnęli się, a pluton utworzył okrąg.
Nadszedł czas na naradę wojenną.
— W porządku, oczekuję waszych opinii — powiedział Mike na otwartym kanale plutonu.
Znajdowali się na dużej, otwartej przestrzeni, w kolejnym magazynie, tym razem na jakieś duże części zamienne.
Półki piętrzyły się na wysokość trzech kondygnacji. W oddali maszerowały ciemne postacie, szereg za szeregiem.
Mike nacisnął przycisk i wszystkie wyświetlone dane zmieniły się teraz w obraz posleeńskich wojowników. Jasność obrazu spadła niemal do zera. W oddali jarzyło się światło, przypuszczalnie okno biura lub jakieś wejście. Inne polecenie wyłączyło szum systemów wentylacyjnych i ustawiło normalny poziom słyszalności. Pierścień żołnierzy w pancerzach wokół Mike’a milczał, a szary kamuflaż zlewał się z ciemnością i czynił zebranych niemal niewidzialnymi. W powietrzu unosił się słaby zapach zgnilizny i ozonu. W najbliższym otoczeniu nie było żadnych śladów wroga, ale nigdy nie szkodziło sprawdzić tego własnymi zmysłami. Mike z powrotem włączył czujniki i wentylację pancerza i mówił dalej.
— Nie wiem, czy skorzystam z rady, ale wysłucham jej — ciągnął. — Jesteśmy o pięć minut drogi od stacji energetycznych budynku. Możemy tam uzyskać potrzebną nam ilość energii, ale Posleenii rozbierają właśnie elektrownię na części. Nadal jeszcze możemy z niej skorzystać, ale oznacza to walkę i ryzyko ściągnięcia na siebie większej liczby wrogów. Nie znamy dokładnie systemów komunikacji Posleenów ani nie wiemy, co robią na świeżo podbitych obszarach. Oznacza to, że już po pierwszym wystrzale możemy mieć na karku dwa miliony Posleenów. Albo też możemy nie spotkać żadnego. Są tu liczne wyjścia i prawdopodobnie wydostaniemy się stąd, ale możliwe, że zużyjemy przy tym więcej mocy, niż uda nam się uzyskać. Z drugiej strony może nie być kontrataku, jeśli uderzymy szybko i cicho. A teraz słucham opinii podoficerów, najpierw młodszych. Sierżancie Brecker?
Młody dowódca trzeciej drużyny rozłożył ręce.
— Energia mojego pancerza wystarczy jeszcze na dwie godziny normalnego użytkowania, sir. A jeden z moich żołnierzy ma jeszcze gorzej. Nie uzyskaliśmy za dużo mocy. Moim zdaniem nie mamy wyboru.
— Sierżancie Kerr?
Pierwsza drużyna.
— A można, powiedzmy, podzielić się energią?
— Nie, pancerze mogą ją tylko gromadzić, dlatego chciałem zasilić najpierw te najbardziej wyczerpane. To zagadnienie techniczne budziło już przedtem wiele kontrowersji. Opowiem o tym, jak wszyscy przeżyjemy.
Zasadniczo można się przyłączyć tylko do otwartego źródła mocy. Niezależnie od tego, czy przeżyjemy, na Ziemię dotrze raport o naszych poczynaniach i prawdopodobnie znowu rozpocznie się debata na ten temat. Jednak teraz jest już za późno, żeby nam pomóc. Więc jak będzie? — zapytał.