Выбрать главу

Pappas potrząsnął głową.

— Kurwa, sir. To znowu lata siedemdziesiąte.

Oficer uniósł brew.

— Co?

Pappas znowu potrząsnął głową i podrapał się w nią.

— Nieważne, sir. Jeszcze nie służył pan wtedy w wojsku. — Zastanowił się przez chwilę i spojrzał na zegarek. — Kiedy zwykle można spotkać Moralesa? — zapytał.

— Zazwyczaj udaje mu się zwlec z łóżka do dziewiątej — zaśmiał się porucznik. — Oficjalnie wykonuje „solowy trening fizyczny”. Jedyny obecny starszy sierżant zajmuje się formacjami. Sierżant Ryerson jest chyba w porządku, tylko po prostu nauczył się nie wychylać głowy i patrzeć na różne rzeczy przez palce. Nie wiem jednak nic o zarządcy koszar, mógłby chyba zawiadomić Moralesa.

— Cóż, sir — powiedział Pappas, patrząc na zegarek — w takim razie może mógłby pan pójść ze mną do koszar. Chciałbym, żeby potwierdził pan fakt, że jestem teraz w łańcuchu dowodzenia. Potem może pan po prostu siedzieć i patrzeć.

— Ach, z przyjemnością, sierżancie — powiedział czynny dowódca kompanii z uśmiechem. — I chyba zatrzymamy się po drodze w arsenale — ciągnął, a jego uśmiech stał się nagle podejrzany. — Drzwi mogą otworzyć tylko osoby wprowadzone do systemu. Moralesa nigdy tam nie wpisano, a w ciągu ostatniego tygodnia sierżant stale prosił mnie o moje kody dostępu.

— Broń, sir?!

— Nie mamy jeszcze pancerzy wspomaganych, ale otrzymaliśmy już pełną dostawę broni. Karabiny grawitacyjne M-200, działa grawitacyjne M-300, lasery terawatowe, moździerze, granatniki i podstawowy ładunek przybył w jednej dostawie arsenału. — Porucznik znowu uśmiechnął się sztywno. — Gdybym musiał pojmać go w tym tygodniu, przypuściłbym niespodziewany atak wraz z niektórymi członkami kompanii. Cieszę się, że jest pan z nami; inaczej byłoby ciężko. Musimy się spieszyć. Wątpię, żeby już wiedział, że pan tu jest, więc chyba możemy to zrobić bez pełnego rozkazu operacyjnego — skończył z kwaśnym uśmiechem.

Miał chmurne spojrzenie, kiedy naciągał marynarkę jedwabnego uniformu na czterdziestkę piątkę za paskiem.

— Tak, tak, sir — przytaknął ponuro sierżant.

Wstał i ruszył do drzwi.

— Adams! Ustaw szeregi!

34

Prowincja Andata, Diess IV
08:21 czasu uniwersalnego Greenwich, 19 maja 2002

Chyba powinienem był ich motywować dopiero teraz, pomyślał Mike. Wschodząca główna gwiazda Diess rzucała intensywne, zielone fluorescencyjne światło na pełną napięcia scenę na dachu. Pięćdziesiąt osiem pancerzy wspomaganych zajmowało pozycję w różnym oddaleniu od krawędzi budynku, niektóre z nich lekko kucały, jak gdyby się przed czymś ukrywając. Jeden stał dokładnie na krawędzi. Rozległa szachownica dachów rozciągała się od śródlądowych wyżyn po dalekie, zielone morze. Na krańcach widoczności w kierunku zachodnim Mike dostrzegł przerwy i oczywiście brakowało tam dwóch budynków — powalonych Qualtren i Qualtrev. W odstępie równym niemal długości boiska piłkarskiego widniała na tym samym poziomie krawędź dachu innego megawieżowca.

— Jak daleko jest do tego megawieżowca, sierżancie Wiznowski?

Podoficer skierował swój miernik odległości na daleką ścianę i potwierdził przypuszczenia Mike’a.

— Siedemdziesiąt dwa metry z hakiem, sir — odczytał na wyświetlaczu nad głową.

— Nie znasz przypadkiem maksymalnej długości skoku zwykłego pancerza wspomaganego?

— Nie, sir, przykro mi.

— Jasne. Cóż, tak się składa, że maksymalny zasięg skoku w specyfikacji wynosi sto metrów dla zwykłych żołnierzy, sto dwadzieścia dla zwiadowców i sto pięćdziesiąt dla dowódcy.

Mike kucnął i szepnął rozkaz. Jego pancerz odwrócił się na dachu wysokiego na półtora kilometra budynku i skoczył. Pozornie wbrew grawitacji wykonał obrót w powietrzu i upadł miękko na przeciwległym dachu. Następnie Mike skoczył i z powrotem wylądował wśród żołnierzy.

— Sierżancie Wiznowski, proszę przeskoczyć z rozbiegu na drugi dach…

— Mike, sir…

— Uda ci się, Wiz. Jeśli ja mogę, to ty też. Cofnij się kilka kroków, weź rozbieg, odbij się i powiedz pancerzowi, żeby skakał. Zrób to.

Przyłbice porucznika i podoficera znalazły się naprzeciw siebie, dwie gładkie powierzchnie, dwa nieprzeniknione pancerze. O’Neal zastanawiał się, co działo się teraz w umyśle sierżanta. Wiznowski zawsze był wspaniałym podoficerem wojsk powietrznodesantowych, dzielnym do ostatniej kropli krwi. Teraz najwyraźniej rzucono mu wyzwanie, na które nie był całkiem przygotowany.

— Mam skoczyć jeszcze raz?

— Nie, sir. Nie trzeba.

Wysoki pancerz oddalił się od grupy i pobiegł w stronę krawędzi dachu. W sieci panowała absolutna cisza, kiedy Wiz dobiegł do końca i szepnął: „Skacz”. Pancerz wzbił się w powietrze wbrew grawitacji i zdrowemu rozsądkowi.

Tym razem, po rozbiegu z prędkością o wiele większą, niż mógłby rozwinąć człowiek bez pancerza, poszybował daleko w głąb dachu, na odległość prawie stu metrów od krawędzi.

— Trochę przesadziłeś, Wiz. Mówiłem, że specyfikacja podaje sto dwadzieścia metrów; okazało się, że może być nawet trochę lepiej. — Mike cofnął się po powierzchni dachu, żeby wziąć rozbieg.

— Michelle, bieg i maksymalna długość skoku, wykonać — powiedział.

Nogi pancerza poruszały się tak szybko, że zlały się w jedno. Na odcinku stu metrów od miejsca startu do krawędzi dachu pancerz przyspieszył do ponad stu kilometrów na godzinę. Kiedy buty pancerza stykały się z powierzchnią dachu, przyczepne podeszwy zapobiegały ślizganiu, więc na każde wybicie szła maksymalna ilość energii. Kiedy Mike dotarł do krawędzi, przekaźnik pancerza automatycznie wyrzucił go w górę. Połączenie siły rozpędu, antygrawitacyjnej funkcji kompensatorów bezwładności i siły wyrzutu z katapult wbudowanych w pancerz przeniosło go ponad dwieście metrów w głąb sąsiedniego dachu. Następnie Mike odbił się od odległej krawędzi i bez wysiłku skoczył z powrotem w stronę plutonu.

— To jest oczywiście prototyp pancerza dowódczego, nie pochodzący z produkcji seryjnej. Właściwie jest to jedyny egzemplarz. Ale zwykły pancerz może bez problemu przeskoczyć przepaść taką jak ta, co powinniście wszyscy wiedzieć. Przydałyby wam się ćwiczenia w pancerzach; gdybyście, tumany, byli odpowiednio przeszkoleni, nie musielibyśmy teraz o tym rozmawiać. Ruszymy w szerokiej formacji operacyjnej, dwadzieścia metrów między zwykłymi żołnierzami, trzydzieści metrów między drużynami, zwiadowcy na przodzie w formacji skręcającej na lewo. Jeśli ktoś nie trafi na następny dach, zespół wraca i podnosi go dźwigiem. Jeśli komuś się to zdarzy, niech się nie martwi, pancerz automatycznie włączy system antygrawitacyjny, a siła rozpędu poniesie was na ścianę budynku.

Użyjcie uniwersalnych klamer na rękawicach, przypnijcie się do ściany i czekajcie, aż kumple was podniosą. Albo wespnijcie się sami, kawałek po kawałku, jeśli wolicie. Pierwszy postój czeka nas dopiero przy spotkaniu z wahadłowcami dostawczymi. Nie wszyscy muszą być obecni, więc jeśli zatrzyma się tylko jeden zespół, niech cała reszta biegnie dalej, jasne?

— Jasne, sir.