Pancerz dowódczy uniósł się w górę, pchany przez system antygrawitacyjny, a wskaźnik poziomu energii opadał jak wodospad. Powietrze przed żołnierzami zawirowało na chwilę i zaraz się uspokoiło.
— PLUTON, OTWORZYĆ OGIEŃ!
37
Tulo’stenaloor, Wielki Mistrz Zakonu Bitewnego Sten Po’oslena’ar, uważał się za znawcę sztuk wojennych.
Zgłębił wszystkie trzy dyscypliny dostępne w jego randze. Nie ogarniał go szał bitewny te’aalan, który na jego oczach wyniszczał jego współziomków. Ale nigdy w czasie nauki, w bitwach tej kampanii ani też w innych podbojach nie spotkał się z taką zaciętością, jaką odznaczały się demony w szarych szatach, z którymi ścierało się teraz jego oolt’ondai. Choć w ferworze walki mury spływały nienawistną czerwoną krwią wrogów, oni wciąż dawali odpór mocy Sten Po’oslena’ar.
— Tele’stenie — zawołał przez komunikator — zabierz swoich oolt na lewe skrzydło, wesprzyj Alllllntta i przygotuj się do przejęcia jego oolt’os.
— Jak sobie życzysz — odezwał się komunikator.
Siedzący obok eson’antai dyszał z wysiłku. Opuścił swój tenar, żeby wesprzeć innego kessentai, ranionego przez przeklęte młóciwa. Taki altruizm był wśród Po’oslena’ar rzadki, prawie niespotykany. Możliwe, że nawet niemoralny. Młody kessentai wdrapał się z powrotem na swój tenar.
— Sądzisz, że zawiedzie na ścieżce?
— To pewne jak wschód słońca — powiedział Tulo’stenaloor.
Podniósł wzrok na nienawistne zielone słońce obmierzłego świata. Powinien był zostać na spowitej chmurami Atthanaleen. Pewnie była na najlepszej drodze do ordonath, ale przynajmniej padało! I nie było tam tych parszywych szarych młóciw!
— Te po trzykroć przeklęte demony mnożą się, choćbyśmy na nich napierali z całych sił. Spójrz, jak ten kessentai wychyla tenar, wkrótce usunie go ze ścieżki jedna z tych prostych strzelb chemicznych. Ucz się na jego błędach, eson’antai!
— Jak pragniesz, mój edas’antai.
— Tulo’stenaloorze! — zagrzmiał komunikator. — Sprowadź swoich tel’enalanaa oolt’os do budynku albo cię przedziurawię!
Odezwał się do niego Al’al’anar, jego zaprzyjaźniony mistrz.
— Chciałbym, żebyś to uczynił, Al’al’anarze. Wtedy to ty traciłbyś oolt przez te młóciwa.
— Zawsze byłeś zbyt miękki! Ruszaj albo oddaj ścieżkę, a’a’danie! — parsknął śmiechem jego zaprzyjaźniony dowódca batalionu.
— Chcesz ścieżkę! — krzyknął Tulo’stenaloor, nagle żółty z gniewu. — Weź sobie tę parszywą ścieżkę!
Stracił już połowę swojego oolt’ondai i nie był w nastroju do wysłuchiwania skarg byle pisklaka.
— Tulo’stenaloorze! Al’al’anarze!
— Jak chcesz — powiedział Tulo’stenaloor, a w jego głosie nadal kipiał gniew.
Zazgrzytał zębami i machnął grzebieniem, co pozwoliło mu się opanować.
— Mój edas’antai — zabrzmiał głos Al’al’anara.
— Tulo’stenaloor przejmie ścieżkę — zarządził wyższy dowódca z odległego dwunastościennego lądownika. — Al’al’anar zaczeka, póki nie nabierze mądrości. A ja stracę całe oolt’ondai, bo on jest twoim eson’antai.
— Jak chcesz, aad’nal’sa’anie. Jednak wkrótce skończą mi się oolt.
— Dostrzegam to. Al’al’anarze, ustaw się za Tulo’stenalorem i przygotuj do ponownego ataku ze skrzydła od strony morza. Dostrzegam tam słabość; tam jest mniej tenarów tel’enalanaa.
— Jak pragniesz! — rozradował się Al’al’anar.
— Wielka jest twoja mądrość — powiedział Tulo’stenaloor.
W ten sposób tracę status, pomyślał. Ale teraz wykorzystam sytuację, kiedy ten po trzykroć przeklęty pisklak sknoci jakieś proste posunięcie.
Al’al’anar nigdy nie potrafił skuteczne wesprzeć innych oolt’ondai i zamiast tego popadał w szał bitewny i gonił za bezbronnymi, zielonymi młóciwami jak dziki oolt’os. Gdyby nie modyfikator genów, mógłby zostać co najwyżej mistrzem zwiadowców, ale bardziej prawdopodobne, że już by nie żył. Takie były bitwy na ścieżce.
Spodek Alllllntta nagle wymknął się spod kontroli, kiedy łeb Wszechwładcy pękł jak melon; niemiecki żołnierz skutecznie wziął go na cel, kiedy centaur uniósł się w tenarze, żeby pod lepszym kątem podejść pod pierwsze szeregi. Oolt’os jego kompanii rozbiegli się po wyższych kondygnacjach w gwałtownej furii, ale już po chwili zaczęli torować sobie drogę na tyły. Grenadierzy przypuścili jednak nagły kontratak i odzyskali drugorzędne pozycje.
— Tele’stenie! Sprowadź tu zaraz swoich oolt!
— Tak, aad’nal’sa’anie, jak sobie życzysz.
Młody Wszechwładca, dopiero niedawno awansowany ze stanowiska mistrza zwiadowców, po raz pierwszy w życiu postanowił zaprząc „na gorąco” wojowników innego zgładzonego Wszechwładcy. Ponieważ jednak trzeba było dotknąć każdego po kolei wojownika, przestał uchylać się swoim tenarem. Pojedyncza kula kaliber 7,62 mm zakończyła ścieżkę młodego dowódcy kompanii.
— Tel’enaa, fuscrito utt! — zaklął Tulo’stenaloor po śmierci syna. — Alld’nt! Pchnij oolt’os Tele’stena i Alllllntta na szare demony i bądź przeklęty razem z nimi!
Tele’stenie, mój eson’antai, mówiłem ci tyle razy: Nigdy się nie zatrzymuj.
— Majorze Steuben, odzyskaliśmy drugorzędne pozycje!
— Wspaniale, poruczniku. Utrzymać je za wszelką cenę! Staram się wezwać wsparcie i mam nadzieję, że nie zdołają nas zepchnąć, zanim nie przyślą nam tu innych oddziałów!
— Tak, sir, dziesiąta dywizja grenadierów nigdy się nie podda!
— Dobra robota, poruczniku Mellethin. Muszę już iść. Bądźcie twardzi jak stal!
— Jak stal, sir.
Jak stal, rzeczywiście, pomyślał major Joachim Steuben, ale nawet stal mięknie w ogniu.
Ze swojej pozycji na niższym piętrze megawieżowca widział dokładnie płonące czołgi swojej zdziesiątkowanej dywizji. Jednak jeszcze gorszy niż widok był swąd palonego mięsa i gumy, wyraźnie wyczuwalny nawet z tej odległości. Niedobitki dziesiątej dywizji grenadierów nie sformowałyby niepełnego batalionu nawet po otrzymaniu posiłków, a o tego nie miały kontaktu z większością wspierających je dywizji Francuzów, Brytyjczyków i Amerykanów. Jeśli sytuacja się nie poprawi, i to szybko, wszyscy będą straceni.
Tyle przekazał do głównego dowództwa i otrzymał rutynową, banalną odpowiedź. Pomoc nadejdzie, amerykański batalion pancerzy wspomaganych jest nadal sprawny i jest już w drodze. Nie miał pojęcia, co będą w stanie zrobić, kiedy już się pojawią.
Wcześnie odkryli, że w ogniu walki systemy naprowadzania Wszechwładców nie mogą namierzyć snajpera, i zmarły dowódca batalionu Steubena bardzo dobrze wykorzystał tę informację. Biorąc Wszechwładców na cel i przypuszczając bezlitosne ataki w czasie zamieszania po ich śmierci, grenadierzy długo opóźniali nieuniknione. Ale teraz zadziałała zwykła matematyka. Otaczały ich przytłaczające siły wroga i najlepiej było oszczędnie gospodarować życiem żołnierzy.
— Majorze — powiedział jeden z niewielu pozostałych jeszcze przy życiu techników i podał mikrofon — dowództwo korpusu.
— Majorze? — zabrzmiał głos dowódcy amerykańskiego korpusu.
— Tak, Herr General Leutnant — odpowiedział ze znużeniem major.
— Czeka was miłe zaskoczenie. Nie rozładuje to wprawdzie u was napięcia, ale pozwoli innym jednostkom udzielić wam wsparcia. Megawieżowce na wschód i północ od was przewrócą się. Mamy nadzieję, że wasz budynek pozostanie na miejscu.