Выбрать главу

— Słu… słucham, sir? Mógłby pan powtórzyć? — wyjąkał do mikrofonu zdumiony major dokładnie w chwili, kiedy zatrzęsła się ziemia. — Mein Gott! Was ist so heute los hier?

Zebrani wokół grenadierzy krzyczeli w nieludzkim strachu, kiedy ziemia zadrżała pod ich stopami. Technik łączności przywarł do ostatniego nadajnika dalekiego zasięgu, który chwilę potem spadł na ziemię.

— Majorze! — krzyknął podoficer operacyjny spod ściany od strony lądu — budynki!

Ulica wypełniła się nagle pyłem i gruzem, kiedy budynek na północnym zachodzie rozrzucił wyższe kondygnacje po całym bulwarze. Gruz zmiażdżył pierwsze szeregi Posleenów i przykrył kilka z działających jeszcze czołgów Leopard, które jednak po chwili wyjechały spod rumowiska i znów plunęły ogniem. Większość linii frontu zajmowały jednostki francuskie i angielskie oraz niedobitki amerykańskiego trzeciego batalionu pancerzy wspomaganych i siódmego pułku kawalerii. Gdyby tylko major miał teraz łączność z tymi jednostkami, mógłby polecić im, żeby przedostały się przez pierścień oblężenia do własnych linii. Nagle zdał sobie sprawę, że nadal ma na linii generała broni.

— Herr General? — powiedział major i zakasłał od chmury pyłu, która przetoczyła się przez kwaterę główną.

— Zakładam, że się udało?

— Tak, chwilowo wszystko ist so heute los, ale wkrótce będziemy to mieli za sobą. Możliwe, że mamy teraz jakieś szanse, Herr General!

— O to chodzi. Przekażcie tamtym jednostkom pancerzy wspomaganych rozkaz dołączenia do was, my nie mamy z nimi łączności. Potem wycofajcie się jak najszybciej.

— Przekazałbym im rozkaz, Herr General — powiedział major — ale z żalem informuję, że od ponad dwóch godzin również nie mamy łączności z tymi jednostkami.

— Cholera! Cóż, poślijcie tam kogoś z wiadomością.

— Już to zrobiłem, posłałem też nadajniki, ale nikt nie wrócił. Do budynku wtargnęła już cała kompania Posleenów. Oddziały na moim skrzydle pozostają w styku z jednostką Francuzów, ale ja nie mam łączności z tym skrzydłem i nie mogę wywalczyć dostępu do pozostałych jednostek NATO bez posłania do walki całej rezerwy. — Urwał i zastanowił się nad sytuacją. — Zbyt wiele razy musiałem to już robić, więc nie chcę jej wykorzystać teraz bez bezpośredniego rozkazu. Dla celów praktycznych dowodzę tylko wojskiem w zasięgu wzroku.

— Tak, macie całkowitą rację. Majorze, to jest bezpośredni rozkaz. Jeśli uda się wam wycofać wojsko bez wsparcia tych jednostek, zróbcie to. Nie utrzymujcie pozycji w nadziei, że się pojawią. Nie możemy podjąć obecnie takiego ryzyka. Zgodnie z tym, co wiemy, równie dobrze może ich już nie być.

— Jawohl, Herr General.

— Powodzenia, majorze.

— Danke schön, Herr General. Życzę szczęścia.

— Tak, w tej chwili wszystkim przyda nam się odrobina szczęścia.

— Majorze — zawołał jeden z podoficerów przy radiostacji. — Skrzydło od strony morza!

* * *

Czy demony bitwy a’a’lonaldal tego świata nigdy nie spoczną? Jaka nowa niespodzianka jeszcze ich czeka?

Tulo’stenaloor słyszał o wielkim upadku koło wyżyny, ale większość obserwatorów uznała to za wynik zniszczenia podczas bitwy albo słabej konstrukcji. Tym razem celowo zagrodzono drogę oolt’ondai na północ i zachód. Tutaj, na południu, wkrótce odczują gniew połączonych or’nallath w budynku.

Pocieszający był tylko fakt, że oolt’ondai Al’al’anara zdołało wesprzeć skrzydło od strony morza i rozpoczęło natarcie te’naal z zaciętością, jaką Tulo’stenaloor rzadko widywał. Nie lubił wprawdzie Al’al’anara, ale musiał przyznać, że potrafił on motywować swoich oolt’os. Oolt’ondai spadło na szare demony, kiedy próbowały podnieść się z klęski na zachodzie, i zadało im duże straty. Zostało zdziesiątkowane w walce wręcz, a Po’oslena’ar przodowali w tej sztuce. Parszywi or’nallath stracą wkrótce skrzydło od strony morza i Po’oslena’ar ruszą naprzód do centrum miasta.

* * *

Stanowisko dowodzenia dziesiątej dywizji grenadierów było całkiem opuszczone. Major Steuben pognał całą rezerwę, wszystkich urzędników i lekko rannych, jakich tylko znalazł, na skrzydło od strony morza, ale nowy batalion Posleenów wciąż spychał ich z powrotem do budynku. Grenadierzy musieli walczyć wręcz, a kiedy major dotarł na linię frontu, zauważył wieżyczkę działa jednego z nielicznych już czołgów Leopard, wylatującą w powietrze w katastrofalnej eksplozji. Języki ognia wybuchającej amunicji usmażyły znajdujących się wokół czołgu grenadierów i Posleenów.

Major stwierdził, że nie można już zrobić nic więcej, chwycił G-3 zabitego żołnierza i popędził prosto w sam środek bitwy, zdecydowany zyskać przynajmniej straż honorową w Walhalli. Dał się ponieść się emocjom i, nie panując nad gniewem i rozżaleniem, wspiął się na stertę gruzu w poszukiwaniu wrogich dowódców.

* * *

Al’al’anar z Alan Po’oslena’ar, mistrz i wojownik, był w swoim żywiole. Zbrukany nienawistną krwią wrogów szukał okazji do szlachetnego pojedynku. Jego dowódcy oolt’os i oolt pozwalali mu walczyć według jego woli.

Pchnął naprzód swój tenar, zrzucając tych oolt’os, którzy nie zdołali się dobrze chwycić, i tłukł młóciwa w szarych szatach jak cepem. Spostrzegł na odległym skrzydle frontu, jak jedno z młóciw wymachuje swoją lichą bronią chemiczną. Młóciwo spojrzało na niego, odrzuciło broń i wyciągnęło jeszcze bardziej lichy nóż. Al’al’anar obnażył ostrze swojego miecza, uniósł spodek na napędzie antygrawitacyjnym i ruszył na przeciwnika z szyderczym śmiechem.

* * *

Posleeński spodek poszybował nad polem bitwy z oszałamiającą prędkością. Nóż bojowy Gerber majora Steubena został odcięty siedem i pół centymetra od nasady przez grubą na kilka atomów klinge miecza Wszechwładcy. Spodek zatoczył łuk, żeby znów zaatakować. Steuben odwrócił się, patrząc wrogowi w oczy, zdecydowany umrzeć jak prawdziwy mężczyzna. Kiedy po chwili spojrzał za siebie, stanął jak wryty i w zdumieniu utkwił wzrok w ogromnym kształcie wyłaniającym się z morza. Wielogłowy czerwony smok wielkości budynku wynurzał się powoli z zielonych fal. Dziesiątki głów wiły się nisko nad powierzchnią wody, a pośrodku wznosiła się jedna głowa z gęstą grzywą i ziejącą purpurową paszczą.

Kiedy ogarnięty szałem bitewnym Wszechwładca szykował się do kolejnego natarcia, smocze głowy otworzyły paszcze i zionęły srebrnymi błyskawicami.

Z pierwszym oddechem bestia wydała z siebie głośny okrzyk. Po tym okrzyku gniewu i dzikich emocji major Joachim Steuben, oszołomiony zbliżającą się śmiercią, padł na kolana i zalał się prawdziwie nieteutońskimi łzami.

Kiedy pierwsze tony perkusji z „Immigrant Song” Led Zeppelin rozbrzmiały z największym natężeniem dźwięku w pancerzach wspomaganych, świat wokół jakby zamarł w bezruchu.

* * *

Pierwsze zadanie, jakie wyznaczył sobie Mike, polegało na zniszczeniu posleeńskiego Wszechwładcy, który atakował samotnego żołnierza na stercie gruzu. Trzech innych żołnierzy wzięło sobie za cel ten sam obiekt, więc Wszechwładca i jego spodek rozpadli się na kawałki pod zmasowanym ostrzałem z karabinów grawitacyjnych.

Podmuch eksplozji i uwolniona fala energii zabiła setki zgrupowanych wokół posleeńskich wojowników.